
INDIANA JONES AND THE KINGDOM OF THE CRYSTAL SKULL
MUZYKA: John Williams ROK PRODUKCJI: 2008 WYTWÓRNIA: Concord Records CZAS TRWANIA: 77:28 min.
Radość, szczęście, życie, groza, żal, miłość, zabawa, zapał... to tylko nieliczne słowa, którymi można opisać muzykę do czwartej części przygód Indiany Jonesa. John Williams, o którym w ostatnim czasie było dość cicho, powraca, i jest to powrót w wielkim stylu! Po ostatniej części "Star Wars: Episode III - Revenge of the Sith" (2005), wcześniejszym "Munich" i "War of the Worlds", na koncie maestro nie było większych projektów. Kiedy okazało się, że czwarty z serii film o przygodach archeologa powstanie, dla fanów i producentów nie było innego nazwiska na liście kompozytorów, niż Williams. Nowa odsłona muzyki zaprezentowana przez maestro jest wyjątkowo długa. Muzyka cieszy słuchacza przez niemal 80 minut. Dla przypomnienia, wcześniejsze albumy Williamsa z serii Indiana Jones trwały: 73 minuty - "Raiders of the Lost Ark" (wydanie z 1995 roku); 40 min - "The Temple Of Doom" i 58 minut - "The Last Crusade". Tylko jeden utwór muzyczny mógł rozpocząć album "Kingdom of the Crystal Skull". Motyw "Raiders March" jest nierozerwalnie związany z postacią głównego bohatera i kojarzony jest przez widzów na całym świecie. Podobnie - jak w przypadku "Star Wars" - tak i w przypadku Indiany Jonsesa słuchacz momentalnie po włożeniu krążka do odtwarzacza, zastoje porwany do świata archeologa. "Raiders March" jeszcze wiele razy pojawia się na krążku: rozpoczyna i kończy album, jest też kilka jego nowych wariacji. To, co cieszy, to właśnie otwarcie albumu, które jest wielkie i radosne. Widz i zarazem słuchacz po 19. latach przerwy powraca do znanych nut. Cała orkiestra wybucha dźwiękami, eksploduje radością i przenikającymi w czasie trwania utworu dźwiękami trąbek. Marsz przechodzi w znany nam fragment z "Raiders of the Lost Ark" poświęcony Marion. Na albumie wielokrotnie słychać dźwięki, które kojarzone są z ważnymi wydarzeniami z poprzednich części. Jest to ukłon w stronę widzów, który to widać zarówno w filmie, jak i na soundtracku. Mamy więc nawiązanie i dobrze słyszalny motyw Arki przymierza w utworze "The Spell of the Skull" oraz temat kojarzący się z ojcem Indiany. Wszelkie zabawne sytuacje i wyścigi okraszone są przenikającymi się motywami z poprzednich epizodów ("The Snake Pit"). Ale choć słucha się tego z wielką przyjemnością, nie to jest największą zaletą albumu. O jego wielkości niech świadczą nowe aranżacje zaproponowane przez Johna Williamsa. Stara, dobrze znana muzyka łączy się z nowościami, które żyją. To olbrzymia zaleta tego albumu - chce się go słuchać, nie męczy. Szybsze, lekkie fragmenty wymieszane są z tymi o zabarwieniu poważnym i ciężkim, czyniąc całość wspaniałym słuchowiskiem. Całkowicie nowy i wart zatrzymania się przy nim na chwilę, jest utwór "The Journey to Akator", oddający klimat miasta, do którego wyrusza główny bohater. I kolejny w albumie "A Whirl Through Academe" - szybki, w którym oczami wyobraźni możemy zobaczyć sceny z filmu - jest to muzyka, którą możemy niemalże dotknąć i obcować z nią. Poważny natomiast klimat dostajemy od Williamsa w utworze "Return" - pełen mistycyzmu i zagadkowości, która stopniowa narasta aż osiąga apogeum i gaśnie... Jest to niezwykle ciekawy fragment, klimatem zbliżony do motywów Graala z "The Last Crusade", choć całkowicie oryginalny. Jego kontynuację napotykamy w jedenastym fragmencie na płycie: "Orellana's Cradle". Muzyka w utworze "The Jungle Chase" i późniejszym na płycie: "Ants!" jest tak szybka, tak nasycona dynamizmem, że przypomina muzykę z filmu "Star Wars" i podniebnych wojaży gwiezdnych myśliwców. "Grave Robbers" - to kolejny przykład kompozycji, w której orkiestra forsuje nie tylko wielkie tempo, ale i słyszalny jest chyba każdy instrument, począwszy od marakasów, a skończywszy na bębenkach i trąbkach. Grozą, strachem i niebezpieczeństwem dotyka słuchacza "Hidden Treasure and The City of Gold" - jeden z najlepszych na płycie fragment muzyczny (jeśli w ogóle można w tym albumie mówić o gorszych i lepszych utworach). Na całym albumie co jakiś czas pojawia się przewodni motyw Kryształowej czaszki. Podobnie rzecz miała się z motywem Arki Przymierza, czy fragmentem związanym z Graalem w poprzednich częściach. Tu kluczowa kompozycja słyszalna jest między innymi w "Oxley's Dilemma", "Call of the Crystal" czy "Temple Ruins and The Secret Revealed". Nie dominuje ona, nie słychać jej w każdym utworze; pojawia się sporadycznie, ale jest wyrazista. Dwa ostatnie utwory to majstersztyki. Zarówno "The Departure" - nowa, niestety krótka kompozycja, w której narasta napięcie by przejść do ostatniego "Finale" - będącego połączeniem kilku wcześniejszych utworów w jedną całość; gdzie stare brzmienia przenikają się i uzupełniają, a zwieńczeniem ich jest ponownie lekki motyw Indiany (Henry'ego) Jonesa. Zdaję sobie sprawę, ze swojego subiektywizmu przy opisywaniu tej partytury. Wynika to z faktu wielkiej miłości, jaką darzę zarówno trylogię (teraz już i czwartą część) Indiany Jonesa, jak i muzykę Johna Williamsa. Nie mogę jednak przypisać temu albumowi żadnej wady. Jest to 19 wspaniałych utworów, wielkich kompozycji: mistrzostwa w powiązaniu tego, co znane, z tym, co zupełnie nowe. Chciałbym o tej muzyce napisać o wiele więcej, ale jakiekolwiek dalsze dywagacje i tak nie oddałyby niezwykłego klimatu tej ścieżki muzycznej. |
![]() |
|
![]() |