IRON GIANT, THE

MUZYKA: Michael Kamen
ROK PRODUKCJI: 1999
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 49:45 min.


01. THE EYE OF THE STORM
02. HOGARTH HUGHES
03. INTO THE FOREST
04. THE GIANT WAKES
05. COME AND GET IT
06. CAT AND MOUSE
07. TRAIN WRECK
08. YOU CAN FIX YOURSELF?
09. HAND UNDERFOOT
10. BEDTIME STORIES
11. WE GOTTA HIDE
12. HIS NAME IS DEAN
13. EATING ART
14. SPACE CAR
15. SOULS DON'T DIE
16. CONTEST OF WILLS
17. THE ARMY ARRIVES
18. ANNIE AND DEAN
19. HE'S A WEAPON
20. THE GIANT DISCOVERED
21. TRANCE-FORMER
22. NO FOLLOWING
23. THE LAST GIANT PIECE
24. DUCK AND COVER (HIDDEN TRACK)



Filmy animowane od zawsze traktowane były w środowisku muzycznym w dwojaki sposób. Z jednej strony patrzyło się na nie z politowaniem i podchodziło do nich z przymrużeniem oka. Z drugiej od zawsze uważano, że animacja to dla kompozytora prawdziwe pole do popisu. Właściwie trudno się z tym nie zgodzić - tytuły takie, jak "Fantasia", "The Lion King", "Balto", "Steamboy", "The Prince of Egypt" czy ostatnio "Finding Nemo" mówią same za siebie. Do tego doliczyć trzeba jeszcze ogromne sukcesy Alana Menkena i niestrudzone klawisze fortepianu Davida Newmana, które zilustrowały prawdziwe krocie filmów Disneya. Wszyscy oni pokazali pazury i talent w tychże kompozycjach, ale też i dla wielu była to jednorazowa przygoda. Na dobrą sprawę mamy tu więc mały paradoks - cenione i chętnie nagradzane pozycje kontrastują z produkcjami, które nigdy nie trafią do szerokiej publiczności i są wręcz unikalne. Partytura Kamena powstała na potrzeby produkcji "Stalowy Gigant" idealnie wpisuje się w tenże paradoks i wcale a wcale go nie wyjaśnia. A jest to ciepła, wspaniale zobrazowana opowieść o przyjaźni dziecka z olbrzymim robotem będącym kwintesencją Zimnej Wojny, w czasach której osadzona jest opowieść. Film stanowi świetną zabawę zarówno dla widzów młodszych, jak i starszych. Do tego jest stosunkowo świeżą produkcją, ale jednocześnie należy do grona wielkich zapomnianych, choć ogólnodostępnych filmów. Tak samo mówić można o muzyce Kamena, która (nie muszę chyba mówić, że w filmie sprawdza się świetnie) jest o tyle trudna, co piękna zarazem, choć doceni(ło) ją tylko wąskie grono zainteresowanych. Jak na Kamena przystało mamy tu przewagę underscore'u, jednak tym razem jest on chyba bardziej zjadliwy dla przeciętnego słuchacza i towarzyszy mu całkiem sporo melodii chwytliwych - animacja swoje robi jak widać. To jednak nie Disney, więc Kamen miał znacznie większą swobodę działania. Oprócz wspomnianego underscore'u mamy tu i muzykę akcji i mnóstwo smaczków w jego stylu. Pod tym względem jest to jedna z najciekawszych pozycji w dorobku kompozytora i przy tym jedna z oryginalniejszych (choć to stwierdzenie może się wydać nie na miejscu, gdyż każda partytura Kamena jest na wskroś oryginalna).

Próżno szukać tu motywu przewodniego, a całość niekiedy przypomina misterną mozaikę dźwięków, które wymagają odpowiedniego podejścia i zrozumienia. Idealnym odzwierciedleniem albumu jest już pierwsza ścieżka "The Eye of the Storm". Tu mrok przeplata się z mnóstwem barw, dramatyzm plącze się pomiędzy zapowiedzią wielkiej przygody, a nieznane pięknie komponuje się z tym, co swojskie. Za pomocą tej jednej kompozycji, do której zaprzęgnięto całą orkiestrę, Kamen ukazuje nam dogłębnie duszę filmu i całej partytury. Warto też wsłuchać się w nią bardziej, a wtedy można wychwycić pierwszą obecność znaku rozpoznawczego tej pozycji - coś na kształt stąpania tytułowego bohatera. I proszę się do tego przyzwyczaić, gdyż takich zabiegów jest tutaj więcej. Ja najmilej wspominam fenomenalny zabieg z króciutkiego "Cat and Mouse", gdzie za pomocą dzwoneczków, fletów i cymbałek z jednej strony i kotłów, bębnów oraz tub z drugiej, pokazano zabawę pomiędzy chłopcem a robotem - wyszło perfecto. A skoro już przy smaczkach jesteśmy, to trudno nie wspomnieć mi o ukrytej na samym końcu piosence "Duck and Cover". Jest to swoisty przytyk i parodia odnośnie czasu akcji filmu. Tak nazywała się akcja propagandowa skierowana do dzieci i młodzieży, która miała przygotować ich na wypadek nagłego ataku nuklearnego. Zakrojona na ogromną skalę akcja (nota bene nic nie dająca w razie gdyby taki atak nastąpił) obejmowała plakaty, ulotki i przede wszystkim filmy instruktażowe, które nieprzerwanie serwowano w latach 1940-1980. W samym filmie piosenka ta jest częścią parodii właśnie takiego filmiku. Na płycie zaś stanowi interesujący i zabawny, choć w gruncie rzeczy zbędny dodatek. Myślę jednak, że i nań warto zwrócić uwagę (i wsłuchać sie w słowa).

Poza tymi osobliwymi plusami, mamy też całą gamę całkiem przyjemnych melodii i konkretnych tematów. Z pewnością do najlepszych ścieżek należą te odnoszące się bezpośrednio do postaci robota ("The Giant Wakes", "You Can Fix Yourself?", "The Last Giant Piece") i jego potyczki z armią ("The Army Arrives", "He's a Weapon"). Zawierają one w sobie najwięcej ładunku emocjonalnego i dramatyzmu, przez co słucha się ich po prostu znacznie lepiej. Poza tym aż czuć od nich ducha Zimnej Wojny i całego tego szaleństwa. Warto zwrócić też uwagę na łagodniejsze melodie pokroju zabawnych, typowo przygodowych "Bedtime Stories" i "Space Car" czy miłosnego wręcz "Annie and Dean". Stanowią one idealną przeciwwagę dla wcześniej wymienionych oraz wprowadzają (pożądaną chwilami) różnorodność tematyczną. Wszak Kamen nie przynudza, ale jest tu mimo wszystko sporo gorszych i trudniejszych fragmentów. Nie mówiąc już o tym, że całość robi się dość mroczna i ciężka w drugiej połowie. Bo o ile pierwsza część posiadała sporo jasnych i pogodnych punktów, i miała jako taką szansę na dotarcie do szerszego grona słuchaczy, o tyle drugą zrozumieją raczej tylko ci "dojrzalsi" (za wyjątkiem świetnego, zamykającego całość "The Last Giant Piece"). Nie mogę też nie zrugać odrobinę wytwórni Varese Sarabande. Z jednej strony nie powinienem tego robić, bo w końcu wydała tę płytę i to ze sporym materiałem nań zamieszczonym. Sęk jednak w tym, że tenże materiał został niemiłosiernie pocięty na masę krótkich kawałków, często nie dochodzących nawet do minuty. Dość często mamy więc sytuację, gdzie naprawdę ciekawy temat (jak np. "Space Car") kończy się równie szybko, jak zaczyna. A to jeszcze bardziej utrudnia odbiór i tak niełatwej przecież partytury.

Ogółem nie jest to może Michael Giant muzyki, ale określenia Iron Kamen już bym się nie bał, gdyż to solidna konstrukcja. Nie wszystkich zadowoli, ale można polecić. Jest to jedyna pozycja animowana w dorobku tego nieżyjącego już twórcy (pomijając serial "X-men") i choćby dlatego warto się z nią zapoznać. Nie każdego dnia mamy bowiem przyjemność obcować z tak specyficzną 'formą życia'. Moja właściwa ocena tej ścieżki to 3,5 gwiazdki.

P.S. Poniżej okładka albumu - piosenki różnych wykonawców (wytwórnia Rhino).




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI