ISLAND, THE

MUZYKA: Steve Jablonsky
ROK PRODUKCJI: 2005
WYTWÓRNIA: Milan Records
CZAS TRWANIA: 56:07 min.


01. THE ISLAND AWAITS YOU
02. WHERE DO THESE TUBES GO?
03. SECTOR 6
04. STARKWEATHER
05. AGNATE UKULELES
06. YOU HAVE A SPECIAL PURPOSE TO LIFE
07. MASS VEHICULAR CARNAGE
08. RENOVATIO
09. I'M NOT READY TO DIE
10. THIS TOUNGUE THING'S AMAZING
11. MASS WINNINGS
12. THE CRAZIEST MESS I'VE EVER SEEN
13. SEND IN THE CLONES
14. MY NAME IS LINCOLN
15. "BLOW" (The Prom Kings)



"Wyspa" to futurystyczny film akcji poruszający tematykę klonowania, z Ewanem McGregorem i Scarlett Johanson w rolach głównych. Powiem szczerze, że nigdy bym nie przypuszczał, że Michael Bay byłby zainteresowany takim nowoczesnym, naukowym projektem, gdyż od początku swojej kariery przyzwyczaił mnie do bezmyślnych i głupawych sieczek akcji bez żadnego przesłania na końcu, które co prawda ogląda się szybko, świetnie i śmiesznie, ale nic poza tym. Na dokładkę "Wyspa" to pierwszy film, na którego produkcję wyłożył kasę nie Jerry Bruckheimer (producent wszystkich wcześniejszych sieczek akcji Pana Baya), a sam Steven Spielberg. I to właśnie dodawało oliwy do ognia żarłocznemu oczekiwaniu, bo nowy film Baya miał być inny niż wcześniejsze, tj. mądrzejszy, wolniejszy (tylko z początku), mroczniejszy, no i miał zawierać wątek psychologiczny, który wcześniej był po prostu dla Baya obcy. Jak powszechnie wiadomo, film odniósł totalną porażkę w Ameryce (kosztował 122 mln $, a zarobił jedynie 33 mln $) i jest to pierwsza finansowa wpadka Baya, bo jego wcześniejsze sieczki zwracały się z nawiązką. Czym możemy sobie tłumaczyć ten fakt? Hm, słaba promocja filmu? Czy może przyzwyczajenie amerykańskiej widowni do głupawych filmów akcji w jego wykonaniu, która na zdanie "mądry film Baya" najzwyczajniej została w swoich domach przy telewizorze...? A może po prostu publiczność jest nieprzewidywalna? Wydaje mi się, że wszystko to po części miało wpływ na tak słaby wynik zza oceanem, bo najogólniej mówiąc najnowszy film Michaela Baya na świecie się podobał i sprzedał się dobrze. Nowe nazwiska w ekipie Baya zawsze wzbudzały we mnie duże zainteresowanie, bo mniej więcej od jego poprzedniego filmu, tj. "Bad Boys II" pojawiał się ktoś nowy, np. operator kamery, kompozytor, czy kostiumolog. Właściwie ekipa Baya była stała do czasu drugiej części "Bad Boys" i mimo, że reżyser do pierwotnego zespołu przekonał mnie w zupełności, zawsze byłem ciekawy wyniku końcowego pracy nowych członków. I tak w "Wyspie" mamy nowego operatora, który na szczęśnie nie zawiódł, montażystów (ten fakt właśnie wydawał mi się najbardziej dziwny, ale okazało się OK), jak i kompozytora.

Ano właśnie - kompozytor. A raczej kompozytorzy, ponieważ ścieżka dźwiękowa do "Wyspy" jest wynikiem pracy aż pięciu! kompozytorów, na czele których stanął Steve Jablonsky (czy chodzi o Polaka Stefana Jabłońskiego, który kiedyś był moim sąsiadem i wyemigrował za lepszą przyszłością do Ameryki - tego jeszcze nie jestem w stanie ustalić :), ale jedno wiem - koleś ma duże pokłady talentu i pewnie już zagwarantowaną pozycję w światku muzyki filmowej. A wszystko dzięki niezwykle dobremu sercu pochodzącego z Niemiec innego kompozytora Hansa Zimmera, który tak a'propos jest moim ulubionym. To właśnie Pan Zimmer założył w Hollywood "gang" Media Ventures - formację kilkunastu kompozytorów, których zapraszał do współpracy, a tym samym dawał początkującym twórcom możliwość zabłysnąć, wykazać się, sprzedać itp. itd. Jednym z nich był właśnie "mój sąsiad", który wraz z Hansem Zimmerem współtworzył muzykę do takich filmów jak m.in. "Pearl Harbor" i "Łzy Słońca". I jak widać Stefcio się wykazał, bo zaczął dostawać coraz więcej propozycji - następnie napisał muzykę do najnowszej wersji "Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną", czy też "The Amityville Horror". I jak widać Pan Zimmer nie tylko przekazał Stefanowi doświadczenie, ale i dobre serce, bo oto właśnie teraz Pan Jablonsky zaprosił zupełnie nieznane nikomu osoby do tworzenia muzyki do najnowszego filmu Michaela Baya. Tak więc autorem ścieżki dźwiękowej jest przede wszystkim Steve Jablonsky, bo to jego nazwisko widać na okładce, ale i autorzy dodatkowej muzyki w składzie: Blake Neely, Clay Duncan, Trevor Morris i Ramin Djawadi. Tak, tak, jest ich trochę i można w tym wszystkim trochę pobłądzić, bo ja np. nie wiem kto co napisał, a wiedzieć lubię, bo nie wiem kogo mam najbardziej zachwalać i kto odwalił najlepszą robotę. Tak więc umówimy się, że zachwalał będę ogólnie wszystkich, bo jest kogo i co zachwalać.

Na oficjalne wydanie ścieżki dźwiękowej przypadło 15 utworów - 13 instrumentalnych i 2 zupełnie zbyteczne piosenki. Całość o łącznym czasie trwania 56 minut. A teraz powiem to, co zawsze lubię mówić po wysłuchaniu całej partytury: na całej płycie są wszystkie najfajniejsze, najistotniejsze i najbardziej pamiętne motywy z całego filmu! Co prawda jest niestety jeden minus, ale o tym później. Płytę otwiera przepiękny motyw "The Island Awaits You", będący tematem głównym zbudowanym z przeplatającego się męskiego chóru z głębokim basem, który przysuwa przed oczy sen Lincolna Six-Echo, tj. przepiękne ujęcia wyspy i przepięknej Jordan Two-Delta, urwany nagle wraz z wrzuceniem bohatera do wody. Wtajemniczeni w twórczość "gangu" Media Ventures słuchając już pierwszego utworu na pewno dostrzegą podobieństwa do wcześniejszych partytur twórców z w/w formacji (np. otwierające brzmienie gitary elektrycznej poddanej obróbce elektronicznej usłyszymy choćby w muzyce z "Mission: Impossible 2" autorstwa Hansa Zimmera). No ale tak to już jest, że tym, którym Pan Zimmer dał szansę, dał i styl, gdyż wszystkie nowe prace zdegradowanych do MV nowicjuszy były właściwie takimi klonami partytur Hansa. Kolejny w kolekcji udanych utworów jest pytający "Where Do Those Tubes Go?", podczas którego poznajemy Lincolna, inne klony, jak i wnętrza niby ostatniego, nieskażonego przez katastrofę ekologiczną grunta ziemi. Słuchając "Sector 6" możemy dojść do jednego wniosku: motywy na płycie nie są poukładane w odpowiedniej kolejności. No ale całe szczęście, że mamy funkcję programowania utworów w swojej wieży CD/komputerze. Mnie najbardziej zwala z nóg końcówka tego motywu, gdy Lincoln i Jordan wybiegają spod ziemi, a kamera okrąża ich parę razy prawie dookoła, gdyż słychać wówczas rewelacyjny chór męski ze świetną melodią uzmysławiającą beznadziejne położenie bohaterów. Poza tym zawsze chciałem u Baya zobaczyć takie ujęcie, w którym kamera zataczałaby pół-koło wokół bohaterów, a jednocześnie ostrość skierowana byłaby tylko na nich, czyli ujęcie z rozmazanym tłem. Pierwsza połowa kolejnego utworu pt. "Starkweather" to melodia nie pojawiająca się w filmie, natomiast druga ilustruje uwięzienie ściganych bohaterów na ścianie wieżowca, którzy schowali się na wielkiej literze R. Tak i tu muzyka doskonale podkreśla filmowe wydarzenia, np. kobiecy chór, podczas którego Lincoln wciągnął na szczyt litery R Jordan, a my wstrzymujemy na tą chwilę oddech z wrażenia, jak i podnosząca się tonacja, gdy ekipa pościgowa rozpoczyna ostrzeliwać ściganych. Kolejny rewelacyjny utwór to "Agnate Ukuleles", ilustrujący wskrzeszenie do świata żywych nowego produktu, doskonale podkreślający np. moment rozcinania worka i wylewania z niego wody. Jednak końcówka motywu powala najbardziej, tj. podnoszący się chór wraz z długim zjazdem i najazdem kamery na tworzone klony. Fałszywie brzmiący tytuł kolejnego utworu, "You Have A Special Purpose In Life", wpajany od "narodzin" wszystkim produktom, składa się z trzech przejść, tzn. z trzech świetnych, różnych melodii. Najciekawsza jest pierwsza, przerwana na moment pięknym kobiecym chórkiem, w dźwięk którego Lincoln wypuścił na wolność złapanego wcześniej motyla. Zaś końcówka utworu to jedna z najsmutniejszych melodii na płycie, ilustrująca finał porodu i zabicie sklonowanej matki, która miała za zadanie tylko począć dziecko.

"Mass Vehicular Carnage" był dla mnie utworem zagadką. Oglądając film modliłem się, aby to co słyszę było do usłyszenia na płycie, ale niestety nie zawsze jest tak pięknie. Pierwsza myśl po zobaczeniu spisu utworów to ta, że pod nazwą tą kryje się kapitalny motyw z pościgu na autostradzie, który tak a'propos przypomina muzykę z rewelacyjnej reklamy Michaela Baya pt. "Chevy - An American Revolution", autorstwa pewnie samego Steve'a Jablonsky'ego. Prawda jest brutalna jak życie - pod nazwą tą kryje się beznadziejna piosenka, która w filmie pojawia się w wersji instrumentalnej tylko przez jej parę sekund trwania. To właśnie jest to jedno wielkie tzw. ALE! Rozpoczynający się głośnym wstępem "Renovatio", czyli "Odrodzenie" to utwór o różnych skokach melodycznych - raz jest cicho, raz głośno, a niekiedy nawet za głośno - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Kawałek sam w sobie ilustruje przybycie ekipy pościgowej do Los Angeles (a właściwie Detroit), rozmowę telefoniczną Jordan z "jej synkiem" i zatrzymanie uciekinierów przez policję. Wchodzący ze spokojną melodią "I'm Not Ready To Die" to tylko pozory. Najpierw mamy poddany obróbce elektronicznej fortepian, a później muzyka zaczyna się robić głośna i przejmująca, dokładnie w chwili gdy słyszymy męski chór "wołający o pomoc" dla czarnoskórego olbrzyma Starkweather Two-Delta, uciekającego ze stołu operacyjnego i wciąganego z powrotem na oczach Lincolna. "This Tongue Thing's Amazing" ilustruje to, co u Baya rzadko kiedy można zobaczyć, czyli scenę miłosną pomiędzy głównymi bohaterami. W "Wyspie" została ona zilustrowana łagodniejszym motywem przewodnim, w którym zastąpiono głęboki bas fortepianem. Później mamy tajemniczo brzmiące melodie, które słychać wewnątrz eleganckiego mieszkania prawdziwego Toma Lincolna. Zbudowany w pierwszej połowie głównie ze świetnych chórów "Mass Winnings" jak sama nazwa wskazuje, ilustruje masowe wygrane "szczęściarzy", którzy pojadą na tytułową wyspę. Początek tego utworu nieznacznie nawiązuje do końcówki "You Have A Special Purpose In Life". Druga połowa to już inna bajka ze smutnym zakończeniem, w rytm której schwytano Jordan i oddano ją w ręce fachowców od krojenia ludzi. A teraz powiedziałbym, że przebojowy "The Craziest Mess I've Ever Seen" to absolutna nowość w muzyce filmowej zawartej w jakimkolwiek filmie Michaela Baya. Dlaczego? Otóż jeszcze nigdy muzyka nie była tak ostra, głośna i agresywna. To właśnie w rytm tego motywu Lincoln i Jordan dają nogę/palą gumę z podziemnego ośrodka ratując swe życie. A wspomnianą absolutną nowość mam na myśli w kontekście pierwszej ucieczki, najpierw pomiędzy klonami, a później przez przemysłowo-techniczną część ośrodka, którą to właśnie bosko zilustrowano ciężkimi brzmieniami gitary elektrycznej i różnych dźwięków elektronicznych. I albo mi się zdaje, albo słychać w nim również odrobinę perkusji - agresywna bajka! "Send In The Clones" to kolejna rewelacja, rozpoczynająca się z cicha i wybuchająca nagle lawiną głośnych i jakby nieprzemyślanych dźwięków - oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Potem muzyka cichnie i wchodzi odjazdowe basowe buczenie, w rytm którego Jordan bawiła się "plującym" gwoździami śrubokrętem. Do tego momentu utwór przedstawia ucieczkę bohaterów z dworca kolejowego, a potem przybycie do Los Angeles przyszłości. Motyw wieńczy piękna melodia zaaranżowana na fortepianie, w brzmieniu której Jordan zobaczyła samą siebie w reklamie, w której nigdy w życiu nie wystąpiła. Ostatnim instrumentalnym cackiem na krążku jest przepiękny, finałowy utwór "My Name Is Lincoln" zbudowany na mistrzowskim, chórowym fundamencie, który można słuchać i słuchać i słuchać. Na pozycji 15 uplasowała się jakaś piosenka, którą usłyszymy w scenie pobytu uciekinierów w barze i spotkania Lincolna z McCordem w toalecie.

I tak oto dotrwaliśmy do końca. Jesteśmy usatysfakcjonowani do tego stopnia, że codziennie słuchamy kolejnego, odjazdowego soundtracku z filmu Michaela Baya. Brawo, brawo panowie. Oczywiście daję im wszystkim po 4,5 gwiazdki. A niech mają chłopaki! Dla zainteresowanych podaję właściwą kolejność utworów - zgodnie z filmową chronologią: 1, 2, 7, 5, 6, 9, 12, 3, 15, 13, 8, 4, 10, 11, 14.

Ocena:
Recenzja gościnna: Sławek Połowniak
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI