JEEPERS CREEPERS

MUZYKA: Bennett Salvay
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Percepto Records
CZAS TRWANIA: 44:43 min.


01. MAIN TITLE
02. THE TRUCK ATTACKS
03. BACK TO THE CHURCH / THE PIPE
04. FINDING THE BODY
05. HOUSE OF PAIN
06. KENNY AND DARLA
07. TRISH'S SUPRISE
08. DARRY AND TRISH'S THEME
09. THE TRUCK RETURNS
10. CREEPER ATTACKS
11. MONSTER MASHED / THE BIG FLAP
12. CREEPER'S TALE
13. BONE APPETITE
14. MY HEART GOES OUT
15. CREEPY CRAWLER
16. MY BROTHER'S CREEPER
17. JEEPERS CREEPERS
18. HERE COMES THE BOOGEY MAN
19. TRUCK'S HORN



"Pożar cztery dni temu naprawdę doszczętnie zniszczył kościół. Miejscowa policja, która przeszukuje budowlę, już znalazła więcej niż 300 ciał. Jeden ze świadków tego koszmaru, powiedział, że nigdy nie widział tak sadystycznej zbrodni. Zęby niektórych trupów wykonane są z drewna, co oznacza, że ciała te mają prawie 200 lat. Jednak najbardziej niewiarygodnym i tajemniczym faktem, jest stan wszystkich znalezionych ciał. Żadne z nich nie zostało bowiem zachowane w całości...".

"Jeepers Creepers" to bardzo przeciętny film grozy w reżyserii Victora Salvy, znanego z takich horrorów jak "Clownhouse" (1988), czy "Nature of the Beast" (1995). To stosunkowo przeciętne przedsięwzięcie, aspirujące do miana obrazu grozy. Jeśli pierwsza połowa jest jeszcze znośna i może zapowiadać całkiem udany film, to trzeba mieć jednak sporo cierpliwości, aby wytrwać do jego końca... To wizja reżyserska pełna różnego rodzaju nawiązań - zapomniane przez Boga miasteczko, opuszczony Kościół gdzieś na odludziu, banalne sceny rzezi - Victor Salva czerpie garściami z klasycznych filmów grozy. Obiecujący początek, im dalej jednak - tym znacznie gorzej. Reżyser nie potrafił doprowadzić tej historii do jakiegoś sensownego końca, a niedopracowany i niespójny scenariusz czasami aż kłuje po oczach... Dziś kręcenie filmów grozy w myśl starej zasady, że wystarczy jakieś nieziemskie stworzenie plus tajemnicza otoczka wokół niego i już potencjalni widzowie umierają ze strachu w domowym zaciszu, jest bardzo ryzykownym zabiegiem. Inaczej odbieramy stare, klasyczne horrory powstałe w oparciu o taką zasadę, a zupełnie inaczej współczesny film grozy. Oczekujemy czegoś innego, inaczej reagujemy...

Znacznie lepiej prezentuje się natomiast muzyka - dostarcza sporych emocji w najlepszym wydaniu i paradoksalnie znacznie lepiej prezentuje się poza ekranem. Wszystkie tematy sceniczne zostały ułożone zgodnie z właściwym przebiegiem fabuły - atak Creepera na ciężarówkę Trish i Darry'ego, następnie ich powrót do Kościoła, gdzie znajdują zmasakrowane ciała, itd., aż do filmowego finału. Całość została bardzo szczegółowo podzielona i właściwa interpretacja poszczególnych utworów nie stanowi żadnego problemu. Bennett Salvay bardzo dobrze organizuje brzmienie muzyki - od podstawowej linii melodycznej do nagłej zmiany brzmienia. Konstrukcja całego podkładu jest stosunkowo prosta - wiodąca, powtarzalna melodia, na której pojawiają się bardzo często różnego rodzaju współbrzmienia, realizowane przez typowe dla tego gatunku instrumentarium. Muzyka pełna jest nagłych zwrotów i załamań brzmieniowych, uwzględnia jednak także spokojniejsze sekwencje oraz cały szereg fragmentów, które poprzedzają właściwe rozwinięcia najważniejszych tematów scenicznych, jak "The Truck Attack", "Finding the Body", czy większość utworów finalnych (nie licząc oczywiście piosenek - tytułowej Paula Whitemana, "Here Comes the Boogey Man" w wykonaniu Henry'ego Halla i BBC Dance Orchestra oraz "Truck's Horn w postaci efektu dźwiękowego zamykającego ścieżkę dźwiękową). To orkiestralne przedsięwzięcie, które zadowoli każdego miłośnika tego rodzaju filmowej narracji. Najsłabszym punktem tego podkładu jest utwór przewodni, który Bennett Salvay skomponował wespół z reżyserem (notabene obaj pracowali już razem podczas "Nature of the Beast", 1995). To ciekawe syntezowane brzmienie, które zupełnie nie pasuje do charakteru pozostałej kompozycji i przywodzi na myśl raczej kino science-fiction niż film grozy...

Ktoś powiedział kiedyś, że "słuchanie muzyki to droga aktywnego poznawania utworów muzycznych, krok po kroku, coraz dokładniejsze wnikanie we wszystkie ich warstwy: brzmienie, formę, styl, tak, aby z powierzchniowo zauważalnych stały się dobrze znajomymi, pamiętanymi, ocenianymi i przeżywanymi estetycznie...". To ogólnikowe stwierdzenie łatwo oczywiście przenieść na grunt muzyki filmowej, a w szczególności na płaszczyznę kompozycji do horroru. Bo pomimo tego, że ten rodzaj kompozycji to zazwyczaj cała gama prostych środków, które prowadząc jednak do zamierzonego celu, muszą zahaczać o takie elementy, jak odpowiednie brzmienie, a nierzadko dość wyszukana forma i styl. Pierwszy kontakt z muzyką do horroru opiera się przeważnie na czysto emocjonalnej intuicji, uzupełnianej później o zapamiętany obraz, albo bezpośrednie odniesienie do kojarzonego przebiegu fabuły lub jej części. Ścieżka dźwiękowa do filmu "Jeepers Creepers" Bennetta Salvay'a to narracja, które odbiega nieco od takiego schematu. To na tyle dobra i przemyślana muzyka, że nie wymaga realnego przygotowania słuchacza do właściwego jej odbioru (uprzednie zapoznanie się z filmem), a także może bez najmniejszego problemu funkcjonować jako autonomiczne przedsięwzięcie. Zaryzykuje nawet stwierdzenie, ze lepiej nie patrzeć na tą kompozycję przez pryzmat bardzo słabego filmu, a jej interpretację pozostawić swojej własnej inwencji, ponieważ droga właściwego odbioru tej muzyki niekoniecznie musi prowadzić przez film...

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI