
K2
MUZYKA: Hans Zimmer ROK PRODUKCJI: 1992 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 41:20 min.
To jedna z bardziej oryginalnych płyt w dziejach muzyki filmowej. Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na fakt, że mimo, iż muzyka Zimmera została odrzucona z filmu (zastąpił go Chaz Jankel - choć niektóre źródła podają, że było odwrotnie), to w niektórych krajach film był wyświetlany właśnie z muzyką niemieckiego kompozytora (głównie w Europie) - ale i tak muzyka została oznaczona jako "Music Inspired by". Kolejna sprawa to sposób wydania płyty - krążek rzadki do zdobycia, ale nie na tyle, by nie móc dostać go wcale. Właściwie to dość regularnie pojawia się w sklepach, ale oczywiście nie z taką częstotliwością jak inne płyty. No i do tego wszystkiego jest to jedyne wydanie muzyki z "K2", gdyż partytury Chaza Jankela do tej pory nikt nie wypuścił na rynek (i pewnie szybko to nie nastąpi...). Sama płyta Zimmera została wydana w dwóch wersjach (druga okładka pod tekstem recenzji). Następny istotny element to sposób zaserwowania muzyki słuchaczom - należy dodać, że forma ta ma wielu przeciwników... Bo oto mamy 2 (słownie dwa) i tylko 2 utwory, co jest raczej rzadko spotykanym zabiegiem. Zgodzę się z innymi, że można było swobodnie podzielić to na jeszcze co najmniej dwa kolejne utwory - odbiór muzyki z pewnością by na tym skorzystał. A tak dostajemy dwa potwornie długie kawałki (27:39 i 13:41 min. - szczególnie ten pierwszy jest kolosem), które mimo swojej doskonałości i spójności potrafią nieco znużyć. Sama kompozycja to typowe, zimmerowskie zagranie, aczkolwiek w zwielokrotnionej formie. Kompozytor używa tutaj muzyki elektronicznej na przemian z klasyczną, bardzo często łącząc je, osiągając tym samym świetny efekt. Zimmer robił to już wielokrotnie w swojej bogatej twórczości, jednak mam wrażenie, że jeszcze nigdy nie aż na taką skalę. Z pewnością najbardziej charakterystycznym motywem i elementem płyty jest motyw odgrywany na elektrycznej gitarze. Niesamowicie pasuje on do samego filmu, wyzwalając ogrom gór i całej tej wielkiej przygody. Świetne, naprawdę porażające są miejscami właśnie te gitarowe fragmenty, które "szaleją" zarówno w "The Ascent" (wejście, wspinaczka), jak i w "The Descent" (zejście). Bardzo często słyszymy także skrzypce oraz nieco motywów charakterystycznych dla tamtejszej części globu, na które szczególnie w pierwszej części pierwszego utworu zwróciłem największą uwagę. Także w początkowych nutach tego pierwszego łatwo zauważyć analogię do późniejszych dokonań Zimmera, a niektóre fragmenty skojarzyły się najbardziej z muzyką z "Drop Zone" czy "Backdraft". Świetny motyw wychwyciłem także około 8 minuty "The Ascent" - szkoda tylko, że to tak krótki fragment... Zresztą co chwilę coś potrafi przyciągnąć naszą uwagę w tej osobliwej ścieżce, jednak jej ogrom sprawia, że czasem można się łatwo pogubić, ponieważ każdy kolejny temat jest zagłuszany przez lawinę w postaci kolejnego. Muzyka ta jest naprawdę rewelacyjna, warta swojej ceny. Po raz kolejny udowadnia, że Zimmer to prawdziwy geniusz i muzyczny "kolos". Czasami zastanawiam się, co by z tego wyszło, gdyby nie komponował filmowych partytur, a klasyczne, orkiestrowe popisy. Ta ścieżka dźwiękowa pozwala sobie to poniekąd wyobrazić i w tym tkwi jej główna siła. Pokazuje, do czego zdolny jest ten niemiecki kompozytor. Wysoka więc jest ocena końcowa, ale nie tak wysoka, jak samo K2, a to z powodu tego ogromnego urwiska, jakim jest rozkład kompozycji na płycie. Mimo wszystko warto jednak podjąć wyzwanie i sięgnąć po jedno z najbardziej oryginalnych zimmerowskich dokonań. Z pewnością gorzej się będzie z niego wydostać...
|
![]() |
|
![]() |