KILL BILL: VOL. 2

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2004
WYTWÓRNIA: Maverick / A Band Apart
CZAS TRWANIA: 46:15 min.


01. UMA THURMAN - Few Words From The Bride
02. SHIVAREE - Goodnight Moon
03. ENNIO MORRICONE - Il Tramonto
04. CHARLIE FEATHERS - Can't Hardly Stand It
05. LOLE Y MANUEL - Tu Mirá (Edit)
06. LUIS BACALOV - Summertime Killer
07. ALAN REEVES, PHIL STEELE & PHILIP BRIGHAM - The Chase
08. DAVID CARRADINE & UMA THURMAN - The Legend Of Pai Mei
09. ENNIO MORRICONE - L'arena
10. JOHNNY CASH - A Satisfied Mind
11. ENNIO MORRICONE - A Silhouette Of Doom
12. MALCOLM MCLAREN - About Her
13. DAVID CARRADINE & UMA THURMAN - Truly And Utterly Bill
14. CHINGON - Malaguena Salerosa
15. MEIKO KAJI - Urami Bushi
16. THE RZA - Black Mamba (Hidden Track)



Minęło pół roku i do kina zawitała kolejna odsłona zemsty The Bride, a do sklepów zawitał także nowy soundtrack. Ponieważ część druga okazała się diametralnie inna od swej poprzedniczki, także i muzyka okazała się być w ciut innych klimatach.

Ponownie jednak nie byłbym sobą, gdybym nie zaczął od czego innego. A zacznę od kilku malutkich fragmentów. Jako pierwsze, dialogi - "Few Words From The Bride" otwierający płytę, "The Legend Of Pai Mei" wymieniony jako ósma pozycja na tejże oraz "Truly And Utterly Bill" jako trzynasty z kolei. Tak więc mamy tu jeden dialog więcej, aniżeli na poprzedniej płytce. Znamienne, bo i w samym filmie jest ich także niepomiernie więcej. Na ich temat nie będę się rozwodził - tytuły mówią same za siebie. Powiem tylko, że ponownie jest to ciekawy i zajmujący dodatek, tym bardziej dla wielbicieli takowych i tym bardziej, iż są one dłuższe od tych zamieszczonych poprzednio (szczególnie ten środkowy - trwa ponad dwie minuty). Niestety oprócz nich mamy tu także niemiłą niespodziankę. Ponownie jest to 'hidden track' i ponownie autorstwa RZA, który raz jeszcze raczy nas swoimi wątpliwej jakości rymami, tym razem w odzie do Czarnej Mamby. Jest to mniej więcej to samo, co "Ode to Oren Ishii" z pierwszej płyty i jego także w filmie nie usłyszymy. Na nasze szczęście jest to tylko jeden fragment, w dodatku ukryty, więc nie jest tak tragicznie. Zastanawiam się tylko czemu Tarantino skorzystał z usług właśnie The RZA. Znacznie lepszy okazał się bowiem jego stary znajomy - Robert Rodriguez, który odpowiada za krótką, ale jednak o wiele lepszą oprawę do drugiej części. Szkoda, że nie napisał muzyki do obydwu odsłon i że nie umieszczono żadnej jego kompozycji na tym albumie...

Zabierzmy się jednak do reszty, czyli do 12 pozycji, jakie nam pozostały. To, co da się zauważyć na pierwszy rzut oka, to spora przewaga Morricone. Tarantino raczy nas tu takimi klasykami, jak "Il Tramonto", które użyte zostało w scenie, gdy The Bride spotyka Billa przy świątyni; "L'arena" - ze sceny ucieczki z własnego grobu i w końcu "A Silhouette Of Doom" użyte zaraz na samym początku filmu, a potem także jeszcze w jednej ważnej scenie. Oczywiście kompozycji Morricone na samym Vol. 2 jest więcej, jednakże wydawcy znowu zdecydowali się na okrojenie materiału. Wspomnę też od razu o "Urami Bushi" - ten fragment obecny na opisanym już "Unreleased Tracks" jest bowiem obecny także w pierwszej części "Kill Bill". Można go jednak nie pamiętać. Tarantino bowiem w obu przypadkach użył go do zilustrowania samych napisów końcowych obu części. Sam utwór to natomiast dość ładna japońska piosenka - dodaje całości klimatu i przyjemnie się jej słucha. Niektórych może zastanawiać czas trwania tej piosenki (ponad 6 minut) w stosunku do "Unreleased Tracks" (3 minuty). Otóż to właśnie po niej ukryty jest The RZA i jego "Black Mamba", co na wielu spisach zapisano jako jedno - w końcu to ukryta ścieżka właśnie :) Dalej mamy już kolejno "Goodnight Moon" wokalistki kryjącej się pod pseudonimem Shivaree. Jest to bardzo ładna, zmysłowa piosenka - bez wątpienia jedna z piękniejszych płytowych kompozycji (no dobra, przyznam się - zakochałem się w tym utworze i głosie tej pani :). W filmie do usłyszenia dopiero podczas końcowych napisów. "Can't Hardly Stand It", czyli kolejny przebój Charliego Feathersa ilustrujący fragmencik ze związaną już przez Budda bohaterką, to znowuż lata 50-te i taki też klimat. Jest miło, sympatycznie i baaardzo leniwie. Kto lubi - ten doceni. Reszta może zapomnieć. "Tu Mirá" natomiast (tutaj w wersji edytowanej nieznacznie) to już klimaty hiszpańskie, a więc po nieco wolnym początku robi się coraz szybciej i bardzo tanecznie. Sympatyczna gitarka w rodzaju flamenco w tle i już wiadomo o co chodzi. Tuż potem powraca Luis Bacalov - tym razem z tajemniczym i chwytliwym "Summertime Killer", który równie dobrze trzyma w napięciu - co bawi. Dla mnie kolejny świetny kawałek do wielokrotnego odsłuchiwania. W filmie współgra ze sceną przybycia do domu Billa. Za sprawą trzech panów (Alana Reevesa, Phila Steele i Philipa Brighama) i ich krótkiego dziełka pt. "The Chase" robi się na chwilę elektronicznie i bardzo "ruchliwie". To tylko kawałek całości (szkoda), ale i tak robi wrażenie. Słychać go w filmie w chwili, gdy Elle przyjeżdża do Budda. Kilka opisanych już utworów dalej pojawia się Johnny Cash i jego "A Satisfied Mind". W filmie melodia ta leci z adaptera w przyczepie Budda. Jest to typowa ballada składająca się tylko i wyłącznie z gitary i głosu wokalisty. Z pewnością dodaje uroku, choć przy reszcie wypada nieco blado. Mnie się podobała, ale bez przesady. Nieco podobnie stylowo prezentuje się "About Her" Malcolma McLarena ze sceny oglądania telewizji w domu Billa. Ten fragment jest jednak bardziej smutny, że tak to ujmę. Podoba mi się wykorzystanie w nim fragmentów "St. Louis Blues" Bessie Smith, której głos świetnie komponuje się z głosem wokalisty oraz nadaje całemu utworowi świetnej atmosfery i głębszego znaczenia. Naprawdę super fragment. Natomiast "Malaguena Salerosa", wykonywana przez Chingon, powraca do klimatów hiszpańskich, choć w bardziej drapieżnym wydaniu. Wokalista nie oszczędza się tutaj, a i instrumenty wybijają świetne tempo. Całość posłużyła jako ilustracja listy płac obu części i jest moją drugą ulubienicą na tej płycie. I tak wygląda ta ścieżka dźwiękowa. Utworów jest troszeczkę mniej niż na soundtracku z Vol. 1 (choć czas trwania niemal taki sam), klimat natomiast jest zupełnie inny - bardziej "poważny" i nieco wyciszony. Tak samo zresztą, jak i film, który okazał się całkowitym zaprzeczeniem pierwszej odsłony.

I małe podsumowanie. Cały album jest ździebko gorszy od tego z pierwszej części (zarówno oficjalnego, jak i bootlega). Wypada po prostu mniej przebojowo, co można zauważyć po rozkładzie sił. W części drugiej, która jest dłuższa o plus/ minus 20 minut od pierwszej, użyto znacznie mniej utworów, było tam też więcej kompozycji typowo ilustracyjnych, a i "wskrzeszenia" staroci nie robią już takiego wrażenia - tym bardziej, że sporo tam znanego wszem i wobec Morricone. Na ocenę jednak nie wpływa to bardzo, gdyż wszystkie płytki to świetne składanki, do których mam tylko jedno zastrzeżenie: są stanowczo za krótkie i bardzo okrojone w stosunku do tego, co możemy usłyszeć w filmach. Czy więc będzie także "Unreleased Tracks" drugiej części? Czas pokaże, choć na pewno przydałoby się coś takiego. Na razie jednak sprawa z "Kill Bill" wydaje się zakończona - płytka dostaje ode mnie cztery solidne punkty i zostaje polecona wszystkim. Przy takiej muzyce zemsta faktycznie smakuje słodko. I nie dłuży się czas w oczekiwaniu na kolejny film Quentina Tarantino...

P.S. Po tych wywodach zapraszam jeszcze do analizy muzycznej obu filmów, gdzie wymienione są absolutnie wszystkie utwory wykorzystane w obu woluminach, w tym także te skomponowane przez Roberta Rodrigueza - kliknij tutaj. Natomiast poniżej nieco inna okładka Vol. 2.




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI