
KINGDOM OF HEAVEN
MUZYKA: Harry Gregson-Williams ROK PRODUKCJI: 2005 WYTWÓRNIA: Sony Classical CZAS TRWANIA: 60:02 min.
Najnowszy film Ridley'a Scotta właśnie wchodzi na ekrany polskich kin. Tym razem nowy projekt Anglika opowiada o czasach średniowiecznych, konkretnie o XII-wiecznych wyprawach krzyżowych. Młody kowal imieniem Ballian udaje się do Jerozolimy by zyskać odkupienie za mord popełniony na księdzu. W międzyczasie odkrywa swoje pochodzenie i zostaje władcą Ibelinu, dziedicząc tytuł po swoim zmarłym ojcu Gofrey'u. Na miejscu staje na czele obrony Jerezolimy przed wojskami muzułmańskimi, dowodzonymi przez Saladina. Takie umiejscowienie fabuły wymagało też stworzenia odpowiedniej muzyki, która uchwyciłaby ducha tamtych czasów. Jak wiadomo, nadwornym kompozytorem współpracującym z Ridley'em Scottem jest od czasu powstania "Czarnego Deszczu" (czyli od 1989 roku) Hans Zimmer. Tym razem jednak Zimmer odszedł z projektu, najprawdopodobniej z powodu braku czasu. Jednak na swoje miejsce zarekomendował swego podopiecznego Harry'ego Gregsona-Williamsa (chyba najlepszego wychowanka, jakiego dała światu stajnia talentów założona przez Hansa Zimmera i Jaya Riffkina - a mowa o Media Ventures). Wielu fanów uznało, że źle się stało iż Zimmer zrezygnował z napisania muzyki do "Kingdom Of Heaven". Ja natomiast uważam, że stało się dobrze, ponieważ Gregson-Williams poszedł w całkowicie przeciwną stronę niż ostatnimi czasy czynił to jego mistrz ("Król Artur"). Harry Gregson-Williams postanowił prawie całkowicie zrezygnować z ciężkiej orkiestry i potasowego stylu, na rzecz etnicznych brzmień i różnorodnych chórów. Nie zabrakło też elektroniki, która jednak została użyta w bardzo mądry i wyrafinowany sposób, dając doskonały końcowy rezultat. Ostatnio zwróciłem uwagę, że wielu ludzi porównuje ten score do osławionego "Gladiatora", co jest porównaniem całkowicie nie na miejscu. Jeśli szukacie brzmień rodem z "Gladiatora" - tutaj ich nie znajdziecie. Zamiast tego dostajemy jedną z najlepszych ścieżek dźwiękowych jakie słyszałem, a już na pewno rzec można, że najlepszy dotychczasowy soundtrack tego roku. Takiego powiewu świeżości moim zdaniem w muzyce filmowej już dawno nie było. Młody Anglik stworzył dzieło niebagatelne, a do tego bardzo oryginalne. Na płycie zamieszczono 19 utworów, co daje łączny czas trwania godzinę z minutami. Już w pierwszym utworze, "Burning the Past", zostaje zaprezentowany wspaniały temat rozpisany na elektryczną wiolonczelę, do którego następnie dołączają chóry, tworząc wzniosły, mistyczny klimat. Praktycznie cały score będzie utrzymany w tej właśnie atmosferze. Potwierdzają to następne utwory - "Crusaders" i "Swordplay" wykorzystują zarówno chór, jak i wprowadzają wachlarz nowych instrumentów, a wśród między innymi kotły, bębny czy skrzypce. Do bardziej wyrazistych utworów zaliczyć należy "Ibelin", w którym kompozytor wykorzystał całą gamę etnicznych instrumentów, tworząc temat ilustrujący pobyt Baliana w jego nowym domu. Następny utwór, "Rise a Knight", to moim zdaniem jeden z najlepszych fragmentów na płycie. Wspaniałe wykorzystanie kotłów wspomaganych zwiewną sekcją smyczkową i chórami, a w końcowej części utworu werblami, daje efekt niesamowity. Niestety w filmie tego utworu nie usłyszymy. Twórcy postanowili w jego miejsce zaserwować widzom temptrack z "13-tego Wojownika" autorstwa Jerrego Goldsmitha - a mianowicie kawałek utworu "Valhalla / Viking's Victory". Badź co bądź, temat Goldsmitha sprawdził się w tej scenie rewelacyjnie. Niewątpliwie jednym z najbardziej wyrazistych utworów jest "The Battle of Kerak", w którym Gregson-Williams wykorzystał z kolei całą orkiestrę - kontrabasy, wiolonczele, kotły, przeróżne instrumenty dęte, chóry i elektronikę, a wszystko to posłużyło do odpowiedniego zilustrowania szarży armii Baliana na armię Saladina. W podobnym stylu utrzymane są następne utwory: "Better Man" oraz "Wall Breached". "Coronation" to kolejna, jedna z najpiękniejszych ilustracji na płycie. Wspaniałe sekcje chóralne wspomagane sekcją smyczkową i stonowanymi kotłami potrafią doprowadzić nawet najbardziej zatwardziałego słuchacza do "wrzenia". Ale prawdziwą perłą jest utwór "Path to Heaven", w którym to kompozytor prezentuje nam niesamowity lament wyśpiewywany przez chór. Ma się wrażenie, że to śpiew aniołów - dla takich utworów naprawdę warto żyć! Całość zamyka reprise utworu "Ibelin", wykorzystany podczas napisów końcowych, tym razem w wykonaniu Nataschy Atlas. Mój jedyny zarzut - a własniwie dwa, dotyczy wykorzystania i prezentacji muzyki w filmie. Po pierwsze: podczas seansu miałem wrażenie, że muzyka została całkowicie zdominowana i zagłuszona przez efekty dźwiękowe. Dlatego też zdecydowanie lepiej słucha się tej muzyki na płycie i tych, którym muzyka w filmie nie przypadła do gustu, zachęcam do przesłuchania krążka. Po drugie: większość utworów została w filmie przearanżowana i właściwie żadnego utworu nie usłyszymy w takiej formie, w jakiej występuje on na płycie. Ale czy to źle? To już kwestia estetyczna. Mnie strasznie utrudniło to odbiór muzyki, co nie świadczy, że innym się to nie spodoba. Wiele się mówiło o tej ścieżce dźwiękowej na długo przed jej powstaniem. Wiele było opinii, wiele obaw i wiele nadziei z nią związanych. Chyba nieliczni spodziewali się, że powstanie tak wspaniałe dzieło. Harry Gregson-Williams stworzył "magiczną" partyturę, która potrafi przenieść słuchacza w czasy średniowieczne, oczarować i dostarczyć wiele satysfakcji. Dziś już rzadko powstają kompozycje na tak wysokim poziomie. Nie pozostaje mi nic innego, jak wystawić maksymalną notę i wracać do słuchania. Dla takich płyt warto żyć! |
![]() |
|
![]() |