
L.A. CONFIDENTIAL
MUZYKA: Jerry Goldsmith ROK PRODUKCJI: 1997 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande CZAS TRWANIA: 29:57 min.
"Stosunkowo dobrze się żyje w mieście takim jak Los Angeles" - pisze Sid Hudgens, redaktor jednego ze skandalizujących czasopism. Tak przynajmniej wszyscy twierdzą... Ale Los Angeles początku lat 50-tych to miasto niespełnionych ambicji, wszechobecnej korupcji, podejrzanych polityków oraz straconych marzeń. Cała plejada przedziwnych zdarzeń i przeplatających się wątków jest tematem doskonałego filmu "L.A. Confidential", który jest adaptacją powieści Jamesa Ellroya. Trzech policjantów (Crowe, Pearce, Spacey), dziennikarz brukowej gazety (DeVito), komendant policji (Cromwell) oraz homoseksualista (Strathaim) i panienka na telefon (Basinger) to główni bohaterowie tego niezwykłego, wielowątkowego obrazu. Jeszcze długo przed nakręceniem filmu, reżyser i jednocześnie producent Curtis Hanson zabiegał o to, aby muzykę do tego niebanalnego z założenia filmu powierzyć Jerry'emu Goldsmithowi. Mający już na swoim koncie najbardziej prestiżowe nagrody - Oscara oraz Golden Globe, błyskotliwy kompozytor zdawał się być najlepszym kandydatem do wykonania tego zadania. Zabiegi i starania pana Hansona przyniosły w końcu spodziewany efekt w postaci podkładu muzycznego do tego filmu. Ale czy na pewno spodziewany...? Pozostawiając chwilowo na boku dywagacje na temat jakości muzyki, jeden zasadniczy fakt przykuł moją uwagę. Jerry Goldsmith stworzył kompozycję, która jest - przynajmniej w świetle ostatnich dokonań - trochę dla niego nietypowa. Po pierwsze łączy w sobie cechy jego wcześniejszych kompozycji, jak choćby "Basic Instinct" (niskie fortepianowe dźwięki). Z drugiej strony pan Goldsmith stosuje nadzwyczaj ciężkie uderzenia w celu zaznaczenia jakichś momentów ważnych, bądź przełomowych dla filmu. Taka konstrukcja warstwy muzycznej jest nietypowa dla tego kompozytora, który taki rodzaj "pobudzenia" emocji słuchacza zastosował ostatnio bodajże w narracji do "The Wind and the Lion" (1975). Od tego czasu jego warsztat i umiejętności kompozytorskie tak się rozwinęły, że całkowicie zaprzestał używania takiego rozwiązania konstrukcyjnego i sięgnął po inne, bardziej skuteczne i przemyślane środki służące temu celowi. Zresztą wykorzystanie tylko i wyłącznie ciężkich uderzeń to jeden z najprostszych, ale przy tym najbardziej zawodnych sposobów zaznaczania kulminacyjnych momentów filmu. Wielu kompozytorów stosując taką budowę pogrzebało swoje ilustracje. Niestety dotyczy to również podkładu do "L.A. Confidential"... Jest to muzyka stosunkowo trudna do prawidłowej interpretacji. Konstrukcja narracji oparta jest w głównej mierze tylko na dwóch instrumentach - fortepianie, którego rola bardzo często jest jedynie dramatyczna w wymowie oraz trąbki, która jest najważniejszym elementem wykorzystanego instrumentarium. To właśnie trąbka bezpośrednio, a czasami tylko pośrednio jest instrumentem prowadzącym całą kompozycję i zawsze nieodłącznie towarzyszy głównej linii melodycznej. Jednak tematy stworzone przy jej pomocy nie posiadają żadnej specyfiki, ani w żaden sposób nie aspirują do miana motywu przewodniego. Poza tym cała ilustracja jest stosunkowo słabo zaaranżowana. Mało precyzyjne są przejścia z ciężkiego brzmienia w lżejsze. Właściwie w odniesieniu do pewnych fragmentów trudno nawet mówić o jakimkolwiek przejściu interwałowym - po prostu fraza zostaje nagle urwana, po czym następuje pojedyncza bądź zróżnicowana zmiana tonacji... Zastosowane instrumentarium jest dość proste, ubogie i sprawiające wrażenie jakby źle zsynchronizowanego. Zdecydowanie za duży nacisk - o czym wspominałem już wcześniej - położony jest na instrumenty ciężkie. Brakuje zupełnie jakiejś łagodniejszej linii melodycznej, która zrównałaby nieco proporcje brzmieniowe. Za mało jest instrumentów smyczkowych, za małe jest urozmaicenie. Za mało jest muzyki "neutralnej", która mogłaby wnieść nieco uspokojenia i dałaby słuchaczowi czas na złapanie "drugiego oddechu". Za dużo jest elementów, które powodują rozciągłość frazy, powielanej czasami wydawałoby się w nieskończoność według schematu - duża intensywność muzyki w pewnych miejscach tematu scenicznego uparcie rozwijanego na towarzyszącym w tle akompaniamencie przy wykorzystaniu trąbki. Dźwięki są bardzo dziwnie uporządkowane, w wyniku czego występują ogromne różnice pomiędzy dźwiękiem współbrzmiącym, a takim, który występuje tuż po nim. Za duży jest patos, za duża afektacja. Ścieżka dźwiękowa do filmu "L.A. Confidential" to typowy przykład przerostu formy nad treścią. Bardzo przeciętna kompozycja, która sprawia wrażenie muzyki przeznaczonej dla zupełnie innego gatunkowo filmu. Takie nasunęły mi się wnioski po kilkukrotnym przesłuchaniu pzredsięwzięcia pana Goldsmitha. Jako samodzielna kompozycja, nie związana tematycznie z filmem, niestety poza obrazem nie potrafi się w żaden sposób obronić. Jako tło także spełnia swoje zadanie w przeciętny sposób. Zostaje wyraźnie zepchnięta na dalszy plan przez filmowe wydarzenia, które dzięki wielowątkowości i pomysłowości reżyserskiej oraz znakomitym kreacjom aktorskim, nie wymagają wyszukanej oprawy muzycznej. |
![]() |
|
![]() |