LAST OF THE MOHICANS, THE

MUZYKA: Trevor Jones, Randy Edelman
ROK PRODUKCJI: 1992
WYTWÓRNIA: Morgan Creek / Polydor / Edel
CZAS TRWANIA: 54:51 min.


01. MAIN TITLE
02. ELK HUNT
03. THE KISS
04. THE GLADE PART II
05. FORT BATTLE
06. PROMENTORY
07. MUNRO'S OFFICE / STOCKADE
08. MASSACRE / CANOES
09. TOP OF THE WORLD
10. THE COURIER
11. CORA
12. RIVER WALK AND DISCOVERY
13. PARLAY
14. THE BRITISH ARRIVAL
15. PIECES OF A STORY
16. I Will Find You - CLANNAD



"The Last of the Mohicans" to bez wątpienia znakomita ścieżka dźwiękowa, której rekomendacja nie jest chyba specjalnie potrzebna... Poniekąd wiadomo mi, że płyta ta cieszy się doć dużym uznaniem wród miłoników muzyki filmowej i jest doć cenioną kompozycją nawet przez krytyków. Konstrukcja narracji nie jest niczym szczególnym. Bardzo duży nacisk położony jest przede wszystkim na główny motyw przewodni - to on w różnych aranżacjach wyjaskrawia najważniejsze wątki w poszczególnych tematach scenicznych i czasami wysunięty jest zdecydowanie na pierwszy plan w taki sposób, że pozostała muzyka jest dla niego jedynie tłem. Jest on swego rodzaju "szkieletem", wokół którego zbudowano cały pozostały podkład muzyczny. Z takim sposobem kompozycji spotykamy się bardzo często, a za przykład niech posłuży "The Perfect Storm" Jamesa Horner'a, gdzie motyw przewodni pojawia się niezwykle często, a niekiedy można odnieć wrażenie, że brzmi nieustannie. Jednak w przypadku tej ilustracji znalazły się mimo wszystko odstępstwa od tego rodzaju konstrukcji. Po pierwsze, dlatego że obok głównej części warstwy muzycznej, która jest niezwykle intrygująca i melodramatyczna występuje jeszcze jeden narracja sceniczna, której przesłanie jest z całą pewnocią zupełnie inne... Ten charakterystyczny, smyczkowy temat, mający główne rozwinięcia podczas utworów "The Kiss" oraz "Promentory" jest po prostu rewelacyjny w swojej prostocie. Ponadto w tych utworach ma miejsce połączenie obu motywów, co również daje znakomity rezultat - całoć brzmi po prostu znakomicie. Mimo wszystko odnosi się wrażenia, że jest on jednak drugorzędny i nawet we wspomnianych rozwinięciach ustępuje miejsca przewodniemu, ważniejszemu w przekroju fabuły tematowi. Po drugie w "The Perfect Storm" motyw przewodni był po prostu miejscami wpleciony w poszczególne fragmenty, względnie występował jako osobny, samodzielny utwór. W przypadku tej cieżki dźwiękowej możemy zauważyć niezwykle ciekawą i oryginalną budowę samych utworów. Otóż do tematu scenicznego "The Courier", z małymi wyjątkami ("Fort Battle" i "Massacre / Canoes"), konstrukcja każdego z nich jest właściwie taka sama. Nie licząc "Main Title", który sam w sobie jest motywem przewodnim, każdy pojedynczy utwór zaczyna się jakby krótkim wstępem i zawsze kończy głównym motywem w różnej aranżacji. Czasami te wstępy są spokojniejsze, inny razem bardziej dramatyczne. Takie rozwiązanie ma miejsce do utworu "The Courier", który jako pierwszy zostaje wyłamany z tej konwencji, i który jako pierwszy ma mało klasyczny charakter, ponieważ możemy usłyszeć podczas niego wplecione miejscowo gitarowe brzmienia, stosunkowo rzadko wykorzystywane w klasycznej ilustracji. Ten element pojawia się zresztą również w niektórych późniejszych tematach, albo jako główny akompaniament, jak to ma miejsce w "The Courier", albo jako tło muzyczne w "River Walk and Discovery". Następne części kompozycji, a więc "Parlay", "The British Arrival" oraz "Pieces of a Story" odzwierciedlają te filmowe wydarzenia, w których dominuje smutek, przygnębienie i temu podobne stany emocjonalne. Całość zamyka piosenka "I Will Find You" w wykonaniu zespołu Clannad, znanego choćby z ilustracji do serialu telewizyjnego "Robin of Sherwood" z 1984 roku. Piosenka podobnie jak wyżej wymienione utwory ma zdecydowanie smutny charakter, niestety nie sposób nie zauważyć analogii do tematów ze wspomnianego serialu. Mimo tego piosenka jest doć przyjemna, ale niezwykle krótka (1:49), jednak po przeszło 10 minutach przygnębiającej muzyki w utworach 13, 14 oraz pośrednio 15 chyba jednak wystarczy...

Ścieżka dźwiękowa do filmu "The Last of the Mohicans" to typowy przykład ilustracji filmowych zdarzeń za pomocą przede wszystkim jednego motywu przewodniego w różnej konstrukcyjnie aranżacji. Podobnie jak w przypadku "The Perfect Storm", tak i tutaj pojedyncza część narracji odgrywa kluczową rolę i pomimo doć sporego zróżnicowania muzyczno-tematycznego, to ona włanie ilustruje bezporednio najważniejsze znaczeniowo fragmenty, albo jest wpleciona w poszczególne wątki. Choć oczywiście należy zaznaczyć, że cały podkład muzyczny nie jest wspólnych przedsięwzięciem Trevora Jonesa oraz Randy'ego Edelmana. To pierwszy z nich stworzył najważniejsze utwory sceniczne, włączając w to motyw przewodni. Pan Edelman odpowiedzialny jest za drugą część soundtracku, od bardzo dobrego utworu "The Courier" poczynając. Tym samym jego wkład w przekroju całości ma znacznie mniejszy wymiar i sprowadza się przede wszystkim do wykorzystania gitary oraz brzmienia syntezatora, które nadają muzyce odpowiedniej specyfiki. Pomijając jednak ten fakt warto zauważyć, że obie wizje narracyjne tych kompozytorów doskonale się uzupełniają i składają w jedną wymowną całość.

Obok podstawowego wydania istnieje jeszcze jedna wersja tej ścieżki dźwiękowej ("Re-recorded" - wydana w 2000 roku), która zawiera 14 utworów i jest o około 10 minut krótsza. Znajdują się na niej dodatkowe utwory wykorzystane podczas filmu, które z niewiadomych przyczyn nie znalazły się na pierwszym wydaniu. Recenzja już w dziale.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI