PACTE DES LOUPS, LE (BROTHERHOOD OF THE WOLF)

MUZYKA: Joseph LoDuca
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Virgin
CZAS TRWANIA: 70:41 min.


01. THE GREY WOLF / GEVAUDAN
02. MANI AND THE GYPSIES
03. THE HUNT / ABBEY RUINS / PAGAN IMAGE
04. LADY OF WINTER
05. LE TESSIER / SYLVIA / THE SORCERER / SUCCUBUS
06. BEAUTERNE ARRIVES
07. DEDUCTION / DESECRATION
08. THE SHEPHERDESS / BACK TO GEVAUDAN / BEASTMASTER
09. HUNTING THE BEAST
10. MANI'S LAST STAND / IGNOBLE DEATH
11. DANCES WITH KNIVES
12. THE DEN OF THE BEAST / MANI'S PYRE
13. THE DEATH OF FRONSAC
14. PRISON MILK
15. NAMING NAMES
16. THE FANTOM
17. SAVAGE DUEL
18. JUSTICE FOR SARDIS
19. CLEANSING
20. EPILOGUE
21. "ONCE" (Felicia Sorenson)



Joseph LoDuca należy do kompozytorów mniej znanych przeciętnemu miłośnikowi filmowych kompozycji. Osobiście kojarzę tego pana z naprawdę znakomitej ilustracji muzycznej trzeciej części "Evil Dead" ("Army Of Darkness") oraz z równie dobrej ilustracji do serialu "Xena". Tym razem kompozytor francuskiego pochodzenia został zatrudniony do napisania partytury do obrazu przedstawiającego średniowieczną Francję, a konkretnie małą miejscowość, w której spustoszenie sieje tajemnicza bestia. Zadanie z pozoru stosunkowo proste - wystarczy umiejętnie oddać koloryt tamtych czasów, wpleść nieco motywów bogatych w napięcie i elementy zagrożenia, i w ten oto sposób otrzymamy klasyczną kompozycję do klasycznej opowieści z zalążkiem strachu. Zabieg nie do końca się udał - według mnie partytura pretendowała do czegoś więcej niż tylko do poprawnej ilustracji muzycznej. Podobnie sprawa ma się z filmem - spodziewałem się obrazu znacznie lepszego. Zarówno obraz, jak i muzyka z niego, potrafią miejscami niemiłosiernie się dłużyć, wprawiając słuchacza / widza w niepotrzebną monotonię, a po dłuższej chwili - wręcz w niebezpieczną nudę... Na szczęście tylko okresowo, bo i fragmentów ciekawych, wciągających, po prostu udanych na tej płycie nie brakuje. Nieobecność typowego motywu przewodniego raczej nie przeszkadza. Całość mimo elementów nad wyraz spokojnych i monotonnych wypada nawet zróżnicowanie, a wśród dostępnych na krążku 21 utworów można chyba usłyszeć wszystko, co służyło za najważniejszy podkład w "Braterstwie Wilków". Konkretnych utworów chyba nie polecę, gdyż podczas dwukrotnego przesłuchania płyty od początku do końca nie zwróciłem uwagi na żaden konkretny kawałek. Wyjątkiem jest jedynie bardzo ładna, dość charakterystyczna piosenka końcówa ("Once" w wykonaniu Felicii Sorenson). Całość jest naprawdę niezła, jednak czegoś jej brakuje. Nie potrafię określić czego... Mimo, iż w sumie słucha się bardzo przyjemnie. Poniżej okładka z amerykańskim tytułem.




Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI