
LONG KISS GOODNIGHT, THE - COMPLETE SCORE
MUZYKA: Alan Silvestri ROK PRODUKCJI: 1996 / 1999 WYTWÓRNIA: Concorde Records CZAS TRWANIA: 70:15 min.
Myślę, że bardzo znanego, rozchwytywanego i wszechstronnie utalentowanego kompozytora muzyki filmowej, jakim jest bez wątpienia Alan Silvestri, nikomu przedstawiać nie muszę. Uważam, iż każdy szanujący się miłośnik i pasjonat tego gatunku wie i domyśla się od razu za jakimi genialnymi projektami stoi ten wielki mistrz. Takie tytuły filmów jak "Predator", "Forrest Gump" czy trylogia "Powrót do przyszłości" w zupełności powinny utwierdzić każdego znawcę tematu w moim przekonaniu o geniuszu tego Pana. Nie wymieniłem co prawda dużo tytułów, ale w skali całego dorobku kompozytora znajdzie się jeszcze z całą pewnością wiele podobnych perełek. Alan Silvestri zdecydowanie najbardziej jest kojarzony z filmami Roberta Zemeckisa, i nic w tym dziwnego, ponieważ obaj genialni Panowie znają się i współpracują ze sobą od dawna. Założę się jednak, że muzyka, którą chciałbym tutaj zrecenzować, jest dla wielu mało kojarzona czy też znana, a to dlatego, iż płyta ta nie ujrzała oficjalnie światła dziennego - jest niestety trudno dostępnym bootlegiem, czyli nieoficjalnym wydaniem. Myślę też, że mało kto kojarzy wyśmienity film akcji z Geeną Davis i Samuelem L. Jacksonem pt. "Długi pocałunek na dobranoc" w reżyserii Renny'ego Harlina, twórcy tak znakomitych innych filmów akcji jak "Na krawędzi", "Wyspa piratów" czy też "Szklana pułapka 2". Szkoda tylko, że ten Fin ostatnimi czasy kręci same niewypały, jak słabiutki "Wyścig" czy też "Piekielna głębia". Właściwie Alan Silvestri spisuje się na złoty medal w każdym gatunku filmowym, z jakim do tej pory miał styczność, stąd też jest dla mnie jednym z nielicznych hollywoodzkich geniuszy muzyki filmowej. Jednak bądź co bądź najbardziej lubię jego osiągnięcia w gatunku kina sensacyjnego, jakim jest właśnie "Długi pocałunek na dobranoc". Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przeczytałem tytuł filmu uznałem go za totalną porażkę, bo co to za tytuł dla filmu akcji...??? Jednak po obejrzeniu go szybko zmieniłem zdanie... Ciekawe jaką opcję wybralibyście Wy, gdybyście mieli do wyboru: oficjalny score, jednak niekompletny, ale za to powszechnie dostępny, czy też bardzo trudno dostępny complete score, na którym niczego by nie brakowało...? Myślę, że to drugie. "Długi pocałunek na dobranoc" posiada oficjalnie tylko album z piosenkami i dołączonym na końcu jednym utworem instrumentalnym będącym tematem głównym. Bootleg to prawdziwy rarytas naszpikowany rewelacyjnymi melodiami o różnym brzmieniu, niekiedy dominuje w nim elektronika, a niekiedy symfonia. Niektóre utwory są energiczne, emocjonujące, mroczne i tajemnicze, a niektóre spokojne, czasami melancholijne, doskonale odzwierciedlające ekranowe wydarzenia, we wszystkich przypadkach idealnie podkreślające akcję. Wszystkie możliwe do wykorzystania instrumenty zostały tutaj kunsztownie wybrane i użyte. I mimo, że melodie w większości są przearanżowane z motywu głównego na podobnie brzmiące utwory, słucha się ich wyśmienicie. Nie będę się rozpisywał o każdym z nich osobno i po kolei, bo wówczas moja recenzja nie miałaby końca. Zrecenzuję tylko te kawałki, które mnie najbardziej kręcą, ale jak wiadomo - gusta bywają różne... Płytę otwiera rewelacyjny motyw przewodni "Main Title", oparty na świetnym basowym fundamencie, skrzypcach i flecie, brzmiący bardzo tajemniczo i "CIA-owsko", bo jak wiadomo, bohaterka filmu, Samantha Caine (alias agent specjalny Charlie), to cierpiąca na amnezję była agentka CIA, która na skutek wypadku samochodowego odzyskuje pamięć i z niezwykłą gracją i elegancją "kasuje" członków rządowej agencji. Kolejna POTĘGA to przejmujący "The Accident", od którego słuchania można doznać przeszywających ciało dreszczy. Utwór ten, jak i niektóre inne, bardzo przypomina mi klimat muzyki z "Predatora". "Good evening Charly" poraża brzmieniem gitary elektrycznej poddanej obróbce elektronicznej, co daje filmowej scenie dodatkowego POWERA - tak oto nasze plecy po raz kolejny zostają zbombardowane przez ciarki i dreszcze. "The Rifle" to nawiązujący do "Main Title" pokaz wyśmienitej sztuki perfekcyjnego zaaranżowania motywu głównego na innych instrumentach. Kolejnym ewenementem na kompilacji jest "The Ambush / Dr. Walkman", rozpoczynający się tajemniczo i zagadkowo, nie zwiastujący nic specjalnego, lecz nagle szybko wybuchający dźwiękami głośnego basu i elektroniki. Przeplatanie się tego wszystkiego w określonych odstępach czasu daje niezwykłą mieszankę wybuchową. W scenie tej mamy doskonały przykład idealnego podkreślenia ekranowych wydarzeń, w chwili gdy do ukrywających się na piętrze bohaterów zostaje podrzucony granat, a muzyka w tym czasie cichnie ustępując miejsca tylko basowi. A potem znowu jazda, ucieczka i BUM - i znów przeplatanie się basu i elektroniki. Piękna sprawa! Podobny jest "He Is A Daedalus", z początku nic specjalnego, ale jak już wybuchnie to pochłonie nas wyśmienitym basem i pojedynczym dźwiękiem gitary elektrycznej, która w filmie zawsze ilustrowała nagłe pojawienie się bandziora Timothy'ego - największego wroga Charlie. Niezwykle klimatyczny jest "Why Are You Here?" ilustrujący "wodne przesłuchanie" pojmanej Charlie, zwłaszcza w chwili, gdy pod wpływem braku powietrza przypomina sobie w jakich okolicznościach straciła pamięć. Potem muzyka idealnie i stopniowo nabiera tempa aż do oddania przez agentkę strzału w kierunku przesłuchującego - w tym właśnie momencie muzyka, a raczej dźwięk przypominający jakiś skowyt, nawiązuje do ścieżki z "Predatora 2". "The Bad Guys Also Arrived" to pół spokoju i pół niepokoju. Rozpoczyna się bardzo niewinnie, ale gdy wybucha - idzie po prostu na całość. Utwór ten ilustruje numer popisowy Charlie, kiedy to jadąc na łyżwach po zamarzniętym jeziorku rozwala czterech przeciwników jadących w samochodzie. Niezwykła muzyka pod niezwykłą filmową scenę, którą kończy idealne zniżenie tonu i dźwięk bębna. Następne z kolei utwory są po prostu znakomite, np. "In The Freezer" doskonale pokazuje, że głośna muzyka wcale nie musi być tak dobitna i wyrazista, jak ma to miejsce w przypadku "The Bad Guys Also Arrived". Spokojnie brzmiący w nim pod koniec kontrabas i bęben, ale brzmiący za to bardzo sugestywnie, perfekcyjnie komponuje się ze słowami Charlie, jakie kieruje do Timothy'ego: "To nie koniec. Umrzesz wrzeszcząc. A ja będę patrzeć. Czy mówię prawdę?". Bez wątpienia ostatnie utwory to po prostu uczta dla uszu i ukazanie kunsztu i wyrafinowania ze strony Alana Silvestri, który nie pierwszy raz zrobił doskonałą muzykę do obrazu sensacyjnego, niezwykle klimatyczną i wnoszącą do filmu coś nowego. Bez zastanowienia przyznaję 4,5 gwiazdki. |
![]() |
|
![]() |