
LORD OF THE RINGS, THE: THE RETURN OF THE KING
MUZYKA: Howard Shore ROK PRODUKCJI: 2003 WYTWÓRNIA: Reprise Records CZAS TRWANIA: 72:00 min.
Howard Shore dokonał rzeczy zdawało się niemożliwej. Kompozycje stworzone do "Drużyny Pierścienia" i "Dwóch Wież" osobiście uważam za doskonałe osiągnięcia w dziedzinie muzyki filmowej, bo od bardzo dawna żadnych ścieżek dźwiękowych tak przyjemnie mi się nie słuchało. Owszem, jest to powód dość błachy i w gruncie rzeczy banalny, ale taka jest prawda - partytura Shore'a stworzona na potrzeby "Władcy Pierścieni" Petera Jacksona na tyle mnie zachwyciła, zafascynowała i oczarowała, że jestem w stanie ją uznać za najciekawszą i najpiękniejszą kompozycję muzyczną jaką dane mi było usłyszeć kiedykolwiek. Jaki jest "Powrót Króla" według Howarda Shore'a? Mógłbym powiedzieć, że to dzieło najdojrzalsze i najbardziej złożone muzycznie z dotychczasowych podpisanych przez kanadyjskiego kompozytora. Jednym słowem: najlepsze. Brzmi to być może nazbyt górnolotnie, a nawet patetycznie, lecz nie mogę nic poradzić na to, że bardzo podoba mi się ta wspaniała muzyka. Moja obrona podyktowana jest chęcią wyprzedzenia ataku wielkiego malkontenctwa, którego byłem i wciąż jestem świadkiem. Po popełnieniu recenzji "Dwóch Wież" dostałem kilkanaście maili, najczęściej pełnych inwektyw pod adresem mego gustu muzycznego, co nie przyprawiło mnie o palpitację serca ale zastanowiło raczej nad sensem argumentacji i odpowiedzią na pytanie: "dlaczego, do cholery, ta muzyka może się podobać?". Zwalenie winy na taki, a nie inny gust jest pójściem na łatwiznę, a tego chciałbym uniknąć. Najłatwiejszą odpowiedzią i zdecydowanie najtrafniejszą byłyby słowa "Bo tak!". Bo tak już jest, że muzyki mi się doskonale słucha, film rewelacyjnie ogląda, a książka mnie zachwyca. Jestem szczery przed samym sobą i przed wszystkimi innymi, jednak gdy komuś moje opinie są nie w smak, oszukiwał samego siebie nie będę i pod wrażeniem tego, co jest warte zachwytu, pozostanę. Oczywiście dla większości czytających te słowa moje wyjaśnienia nie są niczym odkrywczym (przepraszam za czcze gadanie), ale są one skierowane do paru osobników nie potrafiących uwierzyć w zapewnienia o szczerości wysokiej oceny wystawionej ilustracji muzycznej do "Władcy Pierścieni". Jak wcześniej wspomniałem, muzykę do "Dwóch Wież" uznałem za idealną kontynuację podróży rozbitej już Drużyny - z jednej strony ciężar wielkiej odpowiedzialności, umierającą hobbicką naiwność, osamotnienie i dwulicowość Golluma Shore obrazował przy pomocy podobnych muzycznych tematów, ale skomponowanych w ciekawszy, oryginalniejszy sposób. Z drugiej strony mieliśmy całkowicie nowy motyw muzyczny pojawiający się wraz z przekroczeniem granic Królestwa Rohanu. Co więcej, cały score był przepełniony wcześniej nie słyszanymi melodiami towarzyszącymi na przykład odsieczy Rohirrimów czy atakowi Entów na Isengard, siedzibę Sarumana. "Powrotem Króla" Shore udowadnia, że jest jednym z najwybitniejszych współczesnych kompozytorów klasycznej filmowej ilustracji muzycznej. Nie dość, że i tym razem zaaranżował znane wcześniej melodie w bardziej złożony, ciekawszy sposób, to stworzył również całkowicie nowe tematy muzyczne doskonale spajające całą historię, miejsca i postacie Śródziemia. Najważniejszą cechą tej ilustracji muzycznej jest jej autonomiczność. Bez wątpienia jest istotną częścią filmowego obrazu, jednakże doskonale broni się sama z siebie opisując wieloma melodiami, zmianami tempa i szerokim intrumentarium mitologiczny świat Tolkiena. Muzyka Howarda Shore'a jest na tyle złożona i zróżnicowana, że nie jest wymagany aspekt wizualny by docenić kunszt kompozytora. 1. A STORM IS COMING. Piękny flet i dość rubaszna, wesoła melodia towarzyszy hobbitom przez całą Trylogę Pierścienia. Ten utwór rozpoczyna się właśnie w ten charakterystyczny sposób, lekko z początku naznaczając niepokojem przedstawianą przez Petera Jacksona sytuację (nie powiem jaką, początek "Powrotu Króla" z pewnością wielu zaskoczy). Pod koniec kompozycja ta nabiera rozpędu i rysy tragicznej, poprzedzonej krótką, żałobną melodią odgrywaną na skrzypcach, którą usłyszeć można było niejedkokrotnie w czasie samonej podróży Sama i Frodo przez pustkowia Emyn Muil i Martwe Bagna. 2. HOPE AND MEMORY. Po skończonej bitwie o Helmowy Jar wojska Rohanu przygotowują się do wyruszenia w kierunku Gondoru by wspomóc swych sąsiadów w walce z wielką armią budowaną przez Saurona. W tym utworze można usłyszeć znany temat muzyczny opisujący królestwo Rohanu. 3. MINAS TIRITH. Biała Wieża, główne miasto Gondoru, ośrodek naporu przeciwko Sauronowi. Tutaj po raz pierwszy możemy usłyszeć zupełnie nowy motyw muzyczny opisujący Królestwo Dunedainów w Sródziemiu. Przepiękny, dynamiczny utwór, może i patetyczny, ale i jednocześnie daleki od banału. Ben del Maestro, młodziutki solista chóru chłopięcego, doskonale wprowadza liryczny nastrój, jakąś tajemnicę, bogatą historię, którą kryją mury Wieży Straż. 4. THE WHITE TREE. Białe Drzewo, symbol Gondoru. Ten utwór zaczyna się bardzo spokojnie, niewinnie. Do delikatnych skrzypiec dołączają sie powoli inne instrumenty, dęte szczególnie, co w połowie utworu zradza potężny motyw Gondoru, tym razem jeszcze silniejszy, bardziej dynamiczny. Rewelacja. 5. THE STEWART OF GONDOR. Namiestnikiem Gondoru był Denethor II, ojciec Boromira i Faramira. Był mężem szlachetnym, dumnym i mądrym, jednak wiedząc, że w jego czasach nastąpi wielki atak Saurona na Gondor, zaczął używać palantiru by wyprzedzić i poznać zamiary Władcy Mordoru. Howard Shore utworem dość spokojnym, lirycznym, z fletnią pana w tle, opisuje Denethora na którego dwór zawitał Gandalf z przyjaciółmi. Dość niespodziewanie koniec utworu wieńczy śpiew Pippina (Billy Boyd) a capella. 6. MINAS MORGUL. Wieża Księżyca, zdobyta przez Saurona, oblężona i zamieszkała przez Nazguli. Miejsce to wywołuje przerażenie, mury tej wieży świecą trupiobladym światłem. Shore usiłuje oddać muzyką diaboliczny nastrój Miasta Umarłych, co udaje mu się bardzo dobrze. Usłyszeć tu można dynamiczny motyw, znany z poprzednich odsłon Trylogii, opisujący siły Zła drzemiące na progu Mordoru. 7. THE RIDE OF THE ROHIRRIM. Znany już motyw muzyczny, tym razem rozpisany na całą orkiestrę z piękną partią solo koncertmistrza. Pojawia się na kilkadziesiąt sekund również subtelny dźwięk fletu. 8. TWILIGHT AND SHADON. Gollum prowadzi Frodo i Sama w stronę niewielkiej przełęczy Cirith Ungol. To jedna z ostatnich chwil w których bohaterowie moga ujrzeć promień słońca nie zasłonięty przez złowrogi cień Mordoru. Śpiew Renee Fleming idealnie oddaje smutek i beznadziejność całej wyprawy. Ciężar Pierścienia coraz bardziej doskwiera małemu hobbitowi. 9. CIRITH UNGOL. Przełęcz na północ od Minas Morgul przez którą można niezauważenie przedostać się do Mordoru. Męcząca wspinaczka po schodach w nieznanym kierunku. Ostatnie sekundy utworu to zapewne widok krainy Saurona. 10. ANDURIL. Miecz wykuty ze szczątków Narsila, broni, która odcięła Sauronowi palec z Jedynym Pierścieniem. Dość subtelny utwór, z oniryczną melodią, którą charakteryzowane były Elfy. 11. SHELOB'S LAIR. Jaskinia Szeloby, wielkiej pajęczycy, która stała przez wiele wieków na straży tajemnego wejścia do Mordoru. Jest to chyba najciekawszy i najoryginalniejszy utwór jaki stworzył Shore do całej Trylogii. To trochę inny rodzaj kompozycji, przywołujący na myśl muzykę tworzoną na potrzeby horroru. Bardzo dynamiczne, krótkie, gwałtowne dźwięki mające wywołać w widzu (i słuchaczu oczywiście) strach i przerażenie. Kompozycja intensywna emocjonalnie, bardzo sugestywna i dramatyczna. I wyróżniająca się z całego score'a. 12. ASH AND SMOKE. Mordor, Czarny Kraj, pełen duszącego dymu i pyłu. Podróż przez niego musi być naznaczona jakiegoś rodzaju strachem wynikłym z niepewności, przerażenia. Taka też jest muzyka Shore'a - dramatyczna, bardzo emocjonalna. 13. THE FIELDS OF PELENNOR. Tutaj rozegrała się decydująca Bitwa o Pierścień w której uczestniczyły po jednej stronie m.in. Gondorczycy, Rohirrimowie, Elfowie, po drugiej Siły Ciemności Saurona. Utwór zaczyna się ledwo słyszalnymi wojennymi werblami, które nabierają siły, dołącza się do nich cała orkiestra, następnie chór... Wszystko to przeradza się w niesamowity "gondorski" motyw, bardzo dramatyczny, potężny, chwilami nawet pompatyczny, co zarzutem bynajmniej nie jest. Jeśli bitwa na polach Pelennoru będzie w połowie tak dobra jak ten utwór, to będzie trzeba ją uznać za co najmniej rewelację. 14. HOPE FAILS. Nie będę zdradzał fabuły, powiem jedynie, że Pierścień bardzo ciąży, odbiera nadzieję, zniewala. Ta muzyka doskonale oddaje ten stan - cisza, ledwie słyszalna melodia, nagle wydobywający się z tego milczenia niepokój. 15. THE BLACK GATE OPENS. Szczególnie piękny flet sir Jamesa Galwaya. Po raz pierwszy, przez parę sekund, można tu usłyszeć melodię z piosenki wieńczącej całą historię. Ale o tym później. 16. THE END OF ALL THINGS. Bardzo wymowny tytuł, nie zdradzając i tym razem fabuły powiedzieć wypada o potężnym chórze (The London Voices), który w tym utworze jest na pierwszym planie. Jego potęga przeplatana jest z nastrojowym, choć dramatycznym śpiewem Renee Fleming. 17. THE RETURN OF THE KING. Ciekawy kolaż niemalże wszystkich dotychczasowych motywów muzycznych (wyjątkiem są te opisujące Siły Ciemności). W ciągu 10 minut Howard Shore przeplata ze sobą melodie towarzyszące Drużynie Pierścienia, jeźdźcom Rohanu, wojownikom Gondoru, Elfom. Śpiewa tu nawet sam Aragorn (Viggo Mortensen). Co ciekawe, łatwo rozróżnić melodie przedstawiające po kolei Merry'ego i Pippina, następnie Sama, na końcu Frodo. 18. THE GRAY HAVENS. Szara Przystań z której odchodzą Elfowie do Nieśmiertelnych Krain. Jest to koniec pewnej epoki w Śródziemiu, pożegnanie jednego z mitów, symboli tego świata. To muzyka dość smutna, choć nie przygnębiająca. Motyw "hobbicki" połączony jest z tajemniczą melodią "elficką", którą Tolkien opisywał jako najpiękniejszą i najdelikatniejszą. 19. INTO THE WEST. Im dłużej słucham tej piosenki tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to Annie Lennox stworzyła utwór najbardziej emocjonujący i idealnie kończący historię Pierścienia. Być może wynika to z niegdysiejszej fascynacji dokonaniami solo tej artystki i w Eurythmics. Trudno mi jednak jednoznacznie stwierdzić, że Emiliana Torrini czy Enya stworzyły piosenki mniej interesujące, bo tak nie jest. "May it be" naznaczone było niepewnością, podobnie jak "Gollum's song", a dodatkowo oba utwory nie kończyły historii, były jedynie swoistym komentarzem do wydarzeń prezentowanych na ekranie, na których ciąg dalszy widz (i słuchacz) poczekać musiał. "Into the West" jest natomiast prawdziwym zwieńczeniem Trylogii, podsumowaniem wydarzeń i szczególnie uczuć, emocji towarzyszących Powiernikowi Pierścienia i jego przyjaciołom. Na dodatek końcem definitywnym, co szczególnie nastraja bardzo pesymistycznie, niestety. Podsumowując jednym zdaniem: idealna ilustracja muzyczna, która nie dość, że sprawdza się bez obrazu filmowego, to z pewnością doskonale komponuje się z filmem Petera Jacksona. Postawiłbym 6 gwiazdek, ale skala jest za mała. Poniżej aż 12 różnych okładek do ścieżki dźwiękowej z "Powrotu Króla":
![]()
![]()
![]()
![]()
![]()
|
![]() |
|
![]() |