
LORD OF THE RINGS, THE: THE TWO TOWERS
MUZYKA: Howard Shore ROK PRODUKCJI: 2002 WYTWÓRNIA: Warner Bros. CZAS TRWANIA: 72:48 min.
Od razu powiem, że ścieżka dźwiękowa do "Drużyny Pierścienia" rozłożyła mnie na łopatki z zachwytu i w niewoli tej muzyki byłem (i wciąż jestem) przez ponad rok. Uważam dzieło Shore'a do filmu Petera Jacksona za najznakomitszy przykład genialnej oprawy dźwiękowej. I dwoję się i troję obecnie, za co uznać druga odsłonę muzyczną "Władcy Pierścieni"? Za geniusz większy od już istniejącego geniuszu? Nie wiem. Wiem natomiast jedno - Shore nie zjadł własnego ogona i stworzył coś pełniejszego, muzycznie bogatszego, jednym słowem - lepszego. Smyczki sennie odgrywają melodię opowiadając historię samotnej podróży Frodo i Sama. "Foundations of Stone" zawiera w sobie motyw muzyczny, który usłyszeć było można przy okazji historii Jedynego Pierścienia, na samym początku "Drużyny". Jest bardzo spokojnie, leniwie, po czym Shore jak zwykle zaskakuje burząc ten fałszywy spokój. Wyciszenie, skupienie... Nagle wyłaniający się z tego spokoju potężny chór. Geniusz muzyki Howarda Shore'a do "Władcy Pierścieni" polega właśnie na takiej umyślnej koncepcji burzenia spokoju konwencjonalnych zagrań muzycznych. Ciągłe zmiany taktu, instrumentarium. Rzewnie płynąca muzyka, delikatny chór w tle, subtelne skrzypce, flet... I nagle wynurzająca się z tego potęga, mogąca przywołać na myśl dokonania Carla Orffa czy Wagnera. Muzyka filmowa, w przeciwieństwie do klasycznej, ma za główne zadanie dopowiadać jedynie obrazy, dopowiadać historię, snuć się gdzieś w tle, budować nastrój, klimat, ale będąc jednak tuż obok kamery operatora i niestety mniej od niej znacząc (istota kina to jednak głównie obraz, nie dźwięk). Shore idzie tym tropem, starając się jedynie stworzyć historię podróży Sama i Frodo przez pustkowia opisując to dźwiękami, odpowiednim rytmem stara się oddać dramatyzm historii. Shore buduje w każdym utworze jakąś małą opowieść zamkniętą w widoczne klamry. Początek, rozwinięcie, zakończenie, swoista puenta. Żaden z jego utworów nie powtarza użytego raz instrumentarium. Powtarza motywy, ale zawsze w inny sposób, wzbogacając melodię to raz o flet, innym razem z orkiestry wybija się na pierwszy plan sekcja smyczkowa. Kompozytor wprowadził zupełnie nowy motyw muzyczny, który towarzyszy pojawieniu się na ekranie jeźdźców Rohanu. Pierwsze z nimi spotkanie ma już miejsce przy "The Riders of Rohan", kiedy Aragorn, Gimli i Legolas spotykają wojowników Rohanu w czasie pościgu za Uruk-hai. W połowie tego utworu usłyszeć można przepiękną nową melodię graną bardzo delikatnie, która nabiera szybszego tempa by zabrzmieć w całej okazałości pod sam koniec. Motyw ten powtarzany jest też w momencie gdy Aragorn odwiedza króla Rohanu, Theodena ("The King of the Golden Hall"), w czasie bitwy o Helmowy Jar ("Helm's Deep"), po bitwie ("The Hornburg"). Isenagard rządzony przez Sarumana też jest zdobywany przy dźwieku tej melodii ("Forth Eorlingas") i zapewne wtedy ujrzymy jeźdźców Rohanu zmierzających przez olbrzymie równiny swego królestwa w stronę smukłej, czarnej wieży. Oczywiście nie brak w muzyce Shore'a motywów muzycznych znanych z "Drużyny Pierścienia". Każda rasa Śródziemia, większość miejsc opisanych jest za pomocą niepowtarzalnej muzyki. Orkom towarzyszy potężna orkiestra, bębny, perkusja wybijające rytm w takt kroków Uruk-hai. Bitwa pod Amon Hen pod koniec pierwszej części LOTRa, ucieczka przed orkami w kopalniach Morii, siedziba orków w Isengardzie - to wszystko opisane jest niespokojną, dynamiczną melodią. Inaczej niż Elfowie. Ich muzyka, jak ją opisywał Tolkien, jest pełna mistycyzmu, jest jak z najpiękniejszego snu. Oddać ducha muzyki Elfów nie sposób, Shore musiał więc stworzyć coś niepowtarzalnego, coś co będzie choć niewinną namiastką cudownych pieśni Elfów. "Evenstar" opisuje tęsknotę Arwen do swego ukochanego Aragorna. W tle chór chłopięcy The Oratory School Schola Boy's Choir, a towarzyszy mu anielski głos Isabel Bayrakdarian. Tęsknota Aragorna, jego cierpienie, poświęcenie, brzemię jakie na nim ciąży wyrażone jest przepieknym utworem "The Breath of Life", gdzie głos Sheili Chandry wzbudza wyłącznie mój zachwyt. Soundtrack wieńczy utwór Emiliany Torrini "Gollum's song". Głos Torrini przypomina z początku nieco samą Bjork (a obie panie pochodzą z Islandii), choć przy bliższym zapoznaniu się z pieśnią Golluma wszelkie obawy o niechcące naśladownictwo pryskają, gdyż Emiliana śpiewa na swój sposób, pięknie opowiadając o Smeagolu, osamotnionym potworze od wieków będącym w niewoli Pierścienia. Jej śpiew pełen przygnębienia, zrezygnowania, ale też i strachu oraz nadziei. Utwór ten jest znacznie bardziej filmowy od "May it be" Enyi i z pewnością nie będzie hitem powtarzanym wciąż i wciąż we wszelkich stacjach radiowych i programach telewizyjnych. Na wersji limitowanej soundtracku (mozna zamówić wyłącznie przez Internet) znajduje się jeszcze jeden utwór. "Farewell To Lorien" (z udziałem Hilary Summers) pięknie zamyka drugą odsłonę filmu. Jest lirycznie, dramatycznie. Ta pieśń to zapowiedź smutnych losów wszystkich Elfów Śródziemia z którymi się zapoznamy w "Powrocie Króla"... Utwór ten nie jest może najwyższych lotów, odstaje wyraźnie od reszty materiału. Co ciekawe, zdaje się, że można tu usłyszeć zapowiedź kolejnego motywu przewodniego, tym razem opisującego wojowników Gondoru... Zresztą, o tym przekonamy się po premierze "Powrotu Króla". Muzyka "Dwóch Wież" jest wprowadzeniem słuchacza do nowego świata. Równiny Rohanu, zniszczone miasto Osgiliath, Isengard, czarna brama Mordoru, las Fangorn. To kolejna część podróży ku przeznaczeniu, to nowe postaci, inne miejsca. Ta odsłona filmu jest znacznie mroczniejsza, poważniejsza, pozbawiona radosnego klimatu hobbickiego Shire. Taka też jest muzyka Howarda Shore'a - znacznie bogatsza, pełniejsza, mniej radosna. To wejście w świat Królestwa Rohanu, z jego mitami, starożytną rycerską kulturą. Shore więc wprowadził do swej muzyki instrumenty budzące do życia ten nieznany nikomu świat Śródziemia - norweskie skrzypce zwane hardingerem czy północnoafrykańska rhaita, którą można usłyszeć w krainie Mordor. Proste cymbałki, tak rzadko używane w muzyce filmowej, służą do opisu losów Golluma. Szerokie instrumentarium znakomicie buduje klimat historii Pierścienia, który musi zostać zniszczony w ogniu Orodruiny. Dzieło Shore'a jest jednocześnie bardzo klasyczną muzyką filmową, bez nowoczesnych naleciałości, bez zbędnych schematów muzycznych. Zmienna, zaskakująca, nie taka sama. Każdy utwór jest inny, niepowtarzalny; każda melodia towarzysząca czy to Rohirrimom czy Elfom bądź Uruk-hai ma w sobie indywidualny pierwiastek, jest inaczej zbudowana, inne napięcie jej towarzyszy. Ta muzyka nie jest przewidywalna, jak to często bywa u innych autorów, takich jak rzemieślnik John Williams powielający wciąż z premedytacją schematy muzyczne, nie wnosząc do muzyki filmowej czegoś nieprzeciętnego, bogatszego dla ucha... Howard Shore słusznie dostał Oscara za muzykę do "Drużyny Pierścienia" i należy mieć nadzieję, że Akademia Filmowa doceni i w tym roku wielkie dzieło tego kompozytora, który podszedł niebanalnie do drugiej części swojej pracy i nie powielił sam siebie. Muzyka zdecydowanie piękna od początku do końca! Poniżej aż 10 różnych okładek do ścieżki dźwiękowej z "Dwóch Wież":
![]()
![]()
![]()
![]()
|
![]() |
|
![]() |