LOST IN TRANSLATION

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2003
WYTWÓRNIA: Emperor Norton
CZAS TRWANIA: 53:48 min.


01. INTRO / TOKYO
02. KEVIN SHIELDS - City girl
03. SEBASTIAN TELLIER - Fantino
04. SQUAREPUSHER - Tommib
05. DEATH IN VEGAS - Girls
06. KEVIN SHIELDS - Goodbye
07. PHOENIX - Too young
08. HAPPY END - Kaze wu atsumete
09. B. REITZELL & ROGER JOSEPH MANNING JR. - On the subway
10. KEVIN SHIELDS - Ikebana
11. MY BLOODY VALENTINE - Sometimes
12. AIR - Alone in Kyoto
13. BRIAN REITZELL & ROGER JOSEPH MANNING JR. - Shibuya
14. KEVIN SHIELDS - Are you awake?
15. THE JESUS & MARY CHAIN - Just like honey
16. BONUS - BILL MURRAY - More than this



"Między Słowami" to historia dwójki bohaterów tymczasowo przebywających w metropolii Tokyo. Ona - mężatka od dwóch lat, większość czasu spędza sama, gdyż jej mąż-fotograf non-stop wychodzi na cały dzień do pracy. On - mężczyzna w kwiecie wieku, znany aktor i prezenter z reklamy, żonaty od 25 lat. Oboje najwyraźniej znudzeni pobytem w Japonii, a nawet swoim małżeństwem (mimo różnego "stażu"). Wszystko się zmienia, gdy przypadkiem się poznają - dwie różne osobowości, wiele ich różni, ale równie dużo wbrew pozorom łączy. Te dwie zagubione dusze, zdezorientowane otoczeniem, gdzie panuje jakże duża odmienność - od kultury i zachowania poczynając, a na obcym języku kończąc. Jednak po poznaniu, Bobowi i Charlotte wszystkie przeszkody staną się obojętne... Obraz Sofii Coppoli, nominowany do Złotej Statuetki, jak dla mnie nie jest filmem oscarowym, ale to naprawdę przyjemna i ciepła opowieść, którą miło się ogląda, a cały film posiada pewnego rodzaju swoisty urok. Dobre aktorstwo (para Bill Murray & Scarlett Johansson) oraz ciekawa, niedopowiedziana końcówka, pozostawiona do interpretacji widza. No i znakomita oprawa muzyczna, którą nota bene znałem praktycznie na pamięć długo przed obejrzeniem "Lost In Translation". A po obejrzeniu - od razu zasiadłem do napisania recenzji ścieżki dźwiękowej.

Już na wstępie warto napisać, że jest to naprawdę ciekawa i dość oryginalna składanka, z pewnością w jakiś sposób wyróżniająca się od całej masy soundtracków-składanek obecnych na rynku. Uwagę przyciąga przede wszystkim przyjemne, ładne, hipnotyzujące brzmienie, które jest jakby częścią przewodnią całej muzyki z "Między Słowami". Płytę otwiera podkład dźwiękowy z filmu ("Intro / Tokyo"), czyli różne dźwięki pochodzące z otoczenia metropolii Tokyo. Na krążku jest jeszcze jeden taki fragment, słyszalny po drugiej minucie utworu "Shibuya" (nr 13 na płycie). Soundtrack z "Lost In Translation" to ten typ składanki, gdzie praktycznie wszystko jest dobrze słyszalne w filmie. Nie znajdziemy tutaj muzyki inspirowanej czy wykonawców starających się wypromować swoją grupę. Nie znajdziemy też żadnych znanych artystów światowej sceny - no może poza całkiem znanymi grupami Air i Death In Vegas (ta druga gościła już na kilku płytach z muzyką filmową, m.in. "Animatrix" czy "Human Traffic"). I na całości są aż 4 kawałki Kevina Shieldsa. Pierwszym utworem muzycznym słyszalnym na tej ścieżce jest "City Girl", który na kilka sekund słychać w sekwencji otwierającej film, a rozwinięty podczas napisów końcowych. Nr 3 - "Fantino" - to pierwszy z całej serii hipnotyzujących, naprawdę świetnych kawałków na płycie (w filmie w scenie, gdy Charlotte przegląda się w lustrze po rozmowie telefonicznej, a potem uderza się w palec u stopy). Kolejny, hipnotyzujący "Tommib" pochodzi zaś ze sceny, gdy główna bohaterka siedzi przy oknie tuż po wyjeździe męża. Death In Vegas - "Girls" (bardzo lubię utwory tej grupy) - to powrót do początku filmu, gdzie główny bohater zmierza limuzyną przez metropolię Tokyo. Zapomniałem też wspomnieć, że utwory na tej ścieżce nie są ułożone chronologicznie, bardziej porozrzucane, co jednak nie jest absolutnie żadną ujmą dla całości brzmienia. Może nawet ta celowa nie-chronologiczność lepiej oddaje klimat całego krążka. Po "Girls" wraca poprzedni, oniryczny styl - w utworze "Goodbye" (Kevin Shields). Nr 7 - "Phoenix" - to przyjemna piosenka słyszalna na małej imprezie zorganizowanej przez japońskich przyjaciół Charlotte. Nr 8 - "Kaze Wo Atsumete" - to jedyna piosenka śpiewana po japońsku, a "obecna" na ekranie tuż po wspomnianej przed chwili imprezie (gdy główna para siedzi w holu), ale znacznie lepiej słyszalna - drugi raz - podczas napisów końcowych. Spokojny hipno-trans, wzbogacony o rytmiczne uderzenia perkusji, powraca w utworze "On The Subway" (Charlotte na stacji metra), a kontynuowany - w znacznie spokojniejszym i "sennym" wydaniu - w kawałku "Ikebana" (znów Kevin Shields). Swoiste "przebudzenie" z transu serwuje nam gitarowe, nieco cięższe w brzmieniu "Sometimes" (Bob i Charlotte wracają taksówką do hotelu). I tak krok po kroku zbliżamy się do utworu nr 12, zdecydowanie najlepszego na całej płycie i w filmie. Naprawdę piękny "Alone In Kyoto" towarzyszy głównej bohaterce podczas przejazdu metrem i podczas spaceru po parku. Kawałek grupy Air to śliczna melodia, oszczędna - bo grana zaledwie na kilku instrumentach - ale jakże charakterystyczna i urzekająca, omamiła mnie bez reszty. Do tego w refrenie słychać przyjemnie nucący, kobiecy głos. Piękno tego utworu polega na spokoju i harmonii, oraz na ciekawej i oryginalnej kompozycji. Dla mnie zdecydowanie numer 1 na ścieżce dźwiękowej z "Lost In Translation". Hipnotyzującego brzmienia nie przerywa kolejny spokojny, śliczny utwór "Shibuya". W filmie niestety słyszalny krótko, gdy Charlotte przechodzi w tłumie przez jezdnię. Tak nawiasem mówiąc w tej scenie przypomniał mi się pewien fragment z "Matrixa", gdy Neo i Morfeusz przechodzili również w tłumie przez jezdnię, a w tle był słyszalny rewelacyjny, jeden z najlepszych utworów z soundtracku do "Matrix" - "Clubbed To Death" Roba D. I tam również ów utwór był słyszalny jak dla mnie za krótka i zbyt słabo. Interesująca "analogia"... Wracając jednak do "Shibuya" - jak wspomniałem gdzieś na początku recenzji, po drugiej minucie słychać odgłosy z filmowego otoczenia. Przedostatni (lub raczej - prawie przedostatni - ale o tym za chwilę), "Are You Awake?" (po raz ostatni już Kevin Shields) to finał najlepszego brzmienia na płycie. Utwór pochodzi z jednej z sekwencji "bezsenności" głównej bohaterki, gdy znudzona, w nocy, siedząc na krześle widzi kartkę od Boba pod drzwiami. Płytę kończy (prawie :) piosenka "Just Like Honey", pochodząca z finału filmu. Utwór nie trwa ponad 12 minut - jak pokazuje wyświetlacz odtwarzacza. Trwa zaledwie 3, ale po około ośmiu minutach przerwy producenci zaserwowali słuchaczom coś w rodzaju bonusu, niespodzianki, czyli śpiewający Bill Murray - w filmie na imprezie u przyjaciół Charlotte (słychać nawet jej zapowiedź Boba Harrisa), wykonujący kawałek "More Than This". Jednak ta wersja ciut różni się od tej słyszalnej w obrazie, tam Murray śpiewał bardziej po... pijacku :)

I tak przedstawia się składanka z "Lost In Translation" - naprawdę świetna, rewelacyjna wręcz ścieżka dźwiękowa z utworami różnych wykonawców. Jakieś braki? Na siłę można by coś znaleźć. Przykładowo - troszkę brakowało mi niezłego, pulsacyjnego utworu słyszanego przed sesją zdjęciową głównego bohatera, czy podkładu muzycznego z lokalu, gdzie tańczyły rozebrane panie (hehe). Na płycie można też było śmiało umieścić więcej japońskiego brzmienia, zważywszy na całą otoczkę i scenografię filmową. Wprawdzie jest jedna piosenka "Kaze Wo Atsumete", no ale jedna jaskółka wiosny nie czyni :) Jednak tak po prawdzie mówiąc - nie ma się co na siłę czepiać. Dobry film, świetna oprawa muzyczna, bardzo dobra ścieżka dźwiękowa. Jeśli ktoś lubi spokojne, ciepłe, przyjemne do słuchania i przede wszystkim hipnotyzujące utwory - polecam śmiało. Moja ocena to bardzo mocne 4 gwiazdki - to zupełnie wystarczająca rekomendacja tej płyty.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI