LORD OF THE RINGS, THE: THE FELLOWSHIP OF THE RING
THE COMPLETE RECORDINGS


MUZYKA: Howard Shore
ROK PRODUKCJI: 2005
WYTWÓRNIA: Reprise Records
CZAS TRWANIA: CD 1 - 58:29 min., CD 2 - 59:06 min., CD 3 - 63:00 min.


CD 1:

01. PROLOGUE: ONE RING TO RULE THEM ALL
02. THE SHIRE
03. BAG END
04. VERY OLD FRIENDS
05. FLAMING RED HAIR
06. FAREWELL DEAR BILBO
07. KEEP IT SECRET, KEEP IT SAFE
08. A CONSPIRACY UNMASKED
09. THREE IS COMPANY
10. THE PASSING OF THE ELVES
11. SARUMAN THE WHITE
12. A SHORTCUT TO MUSHROOMS
13. STRIDER
14. THE NAZGUL

CD 2:

01. WEATHERTOP
02. THE CAVERNS OF ISENGARD
03. GIVE UP THE HALFLING
04. ORTHANC
05. RIVENDELL
06. THE SWORD THAT WAS BROKEN
07. THE COUNCIL OF ELROND ASSEMBLES (Enya)
08. THE GREAT EYE
09. GILRAEN'S MEMORIAL
10. THE PASS OF CARADHRAS
11. THE DOORS OF DURIN
12. MORIA
13. GOLLUM
14. BALLIN'S TOMB

CD 3:

01. KHAZAD-DUM
02. CARAS GALADHON (Elizabeth Fraser)
03. THE MIRROR OF GALADRIEL
04. THE FIGHTING URUK-HAI
05. PARTH GALEN
06. THE DEPARTURE OF BOROMIR
07. THE ROAD GOES EVER ON... PT. 1
08. MAY IT BE (Enya)
09. THE ROAD GOES EVER ON... PT. 2 (Edward Ross)



Minęły cztery lata, odkąd pierwszy raz miałem okazję słuchać muzyki z pierwszej części "Władcy Pierścieni". Jeszcze zanim obejrzałem film, muzyka ta przypadła mi do gustu, natomiast już po jego obejrzeniu (a był to jedyny film, na który poszedłem do kina aż trzy razy) kompozycja Howarda Shore'a stała się jedną z moich ulubionych. Jednak skoro film trwał trzy godziny, a na płycie znalazło się zaledwie nieco ponad 70 minut muzyki, to oczywistym było, że na pierwszym wydaniu znalazły się jedynie wybrane fragmenty ścieżki dźwiękowej. Początkowo mi to wystarczało. Jednak po jakimś czasie, kiedy już miałem sam film pod ręką i obejrzałem go parę kolejnych razy, coraz częściej dostrzegałem jak wielkie są braki tego soundtracku. Szukając informacji na temat muzyki do "Drużyny Pierścienia" natknąłem się na internetową petycję, w której to fani domagali się wydania całości muzyki z tego filmu. Jak się okazuje, ich nadzieje wkrótce miały się spełnić, bo oto pod koniec ubiegłego roku ukazał album o którym przyjdzie tu napisać parę (albo i trochę więcej) słów.

"The Fellowship Of The Ring - The Complete Recordings" to potężna dawka muzyki. Składają się na nią w sumie 3 płyty kompaktowe oraz jedna płyta DVD zawierającą ten sam materiał, z tym, że zarejestrowany w systemie Dolby Digital 5.1. Całość zapakowana w pudełko przypominające z wyglądu książkę nadającą się w sam raz do postawienia na półce obok rozszerzonych wydań DVD wszystkich trzech filmów. Za opakowanie należy się więc bardzo wysoka ocena, jednak przecież nie to jest najważniejsze. To, co interesuje nas najbardziej, czyli sama muzyka, przedstawia się równie dobrze (czyli po prostu doskonale). Spotykałem się z różnymi opiniami odnośnie muzyki z "Władcy Pierścieni" i jest ona oceniana bardzo różnie. Jedni się nią zachwycają, inni twierdzą, że jest wtórna i niczego nowego nie wnosi. Cóż, dla mnie może być nawet wtórna, grunt, że jest doskonała ilustracją do filmu, który powalił mnie (i wielu innych) na kolana i który uważam za najlepszą część trylogii. Mimo wszystko postaram się jednak (w miarę możliwości) zachować jakąś dozę obiektywizmu i nie ograniczyć się tylko do wyrażania własnego zachwytu tym soundtrackiem oraz przedstawić jego zawartość zatrzymując się na dłużej przy co ciekawszych fragmentach. Przejdźmy więc do konkretów...

Na trzech płytach otrzymujemy 3 godziny muzyki. Znajdziemy tu wszystko co mogliśmy usłyszeć w filmie. Zabieramy się za słuchanie, wrzucamy do odtwarzacza pierwszą płytę i słyszymy znajome dźwięki. I od razu widzimy różnicę. Tuż po prologu, który trwa tutaj aż 7 minut, słyszymy skrzypce i spokojną muzykę ilustrującą sielankowe życie hobbitów w Shire. Na wydaniu podstawowym można było usłyszeć zaledwie jeden 3-minutowy kawałek ("Concerning Hobbits") dotyczący tej części filmu, podczas gdy tutaj dostajemy ich pięć; mamy więc "The Shire" z charakterystycznymi, urzekającymi skrzypcami (w rozszerzonej wersji filmu ten utwór ilustruje opowieśc Bilba o Hobbitach), zaraz potem słyszymy nuconą przez Gandalfa piosenkę po której następuje fragment znany nam z pierwszego wydania. Przy czym utwór "Bag End" rózni się diametralnie od "Concerning Hobbits". Po połowie czasu trwania utworu następuje zmiana nastroju (fragment, gdy Bilbo szuka pierścienia zapominając, że ma go w kieszeni), przez chwilę muzyka staje się niepokojąca, ale już po chwili na powrót się uspokaja. Kolejnym bardzo interesującym utworem jest "Flaming Red Hair" po którym nie było śladu na podstawowym wydaniu. Jest to skoczna, wesoła muzyczka z przyjęcia, kojarząca się nieodparcie z muzyką irlandzką. Bardzo miłe urozmaicenie i jeden z moich ulubionych fragmentów płyty. Kolejne utwory ilustrujące wydarzenia podczas przyjęcia, zniknięcie Bilba, w końcu jego odejście stanowią sporą porcję muzyki, której również wcześniej brakowało. W zasadzie można by się pokusić o stwierdzenie, że materiał, który znalazł się na wydaniu jednopłytowym, nie został szczególnie dobrze dobrany. Wystarczy tylko przypomnieć sobie jak wiele utworów dotyczyło tam spotkań z Nazgulami - tym samym pojawiał się w nich związany z nimi motyw muzyczny (ten z chórami), przez co pierwsza połowa płyty mogła się wydać dość monotonna. Tymczasem - o czym przekonamy się słuchając tej wersji - można ją było bardziej zróżnicować i uczynić o wiele ciekawszą dodając parę innych brzmień i motywów. W kolejnych utworach słyszymy nie tylko samą muzykę instrumentalną - pojawiają się też kolejne piosenki - jedną nuci wyruszający w drogę Bilbo, kolejną śpiewają w karczmie Hobbici, następna to pieśń Elfów ("The Passing Of The Elves") - tego wszystkiego również nie można było uświadczyć na wydaniu podstawowym, ale można to zrozumieć, gdyż część z tych piosenek pojawia się tylko w rozszerzonej wersji filmu. Wsłuchując się w dźwięki kolejnych fragmentów docieramy wraz z Hobbitami do Bree. Ostatni utwór na pierwszej płycie, "The Nazgul", to muzyka ilustrująca nocne wydarzenie w gospodzie pod "Rozbrykanym Kucykiem" oraz dalszą wędrówkę już w towarzystwie Obieżyświata. Pod sam koniec usłyszymy jeszcze jedną piosenkę właśnie w jego wykonaniu, po czym możemy się zabierać za CD 2.

Druga płyta zaczyna się od ataku Nazguli - utwór o tytule "Weathertop" jest nam już znany (jak zresztą większość muzyki ilustrującej spotkania z Nazgulami, akurat tego nam wcześniej nie szczędzono). Kolejne utwory ilustrują ucieczkę Arweny z Frodem ("Give Up The Halfling") przed czarnymi jeźdźcami, oraz dalsze losy Gandalfa ("The Caverns Of Isengard", "Orthanc" - z charakterystycznym, monumentalnym i groźnym motywem przewodnim Isengardu) i jego ucieczkę na grzbiecie orła (również i ten fragment do tej pory było nam dane słuchać tylko w filmie). W końcu docieramy do Rivendell. Porównajmy - dwa utwory -około 7 minut poświęcono pobytowi w Rivendell na starym wydaniu. Tutaj natomiast 5 utworów ("Rivendell", "The Sword That Was Broken", "The Council Of Elrond Assembles" z udziałem Enyi, "The Great Eye", "Gilraen's Memorial") w sumie ponad 20 minut muzyki, scena po scenie, wszystko, co słyszymy w rozszerzonej wersji filmu. Dalsza część drugiej płyty to już początek wyprawy oraz chyba najmocniejsza część filmu czyli Moria. "Pass Of Caradhras" - kolejny brakująca część - pojawienie się kruków, wędrówką przez góry (po minucie i 20 sekundach słyszymy motyw, przy którym staje nam przed oczyma obraz drużyny idącej przez śniegi pokrywające Caradhras - to chyba najbardziej rozpoznawalny fragment tego utworu), w międzyczasie ponownie słyszymy temat przewodni Isengardu, a dalej muzyczną ilustrację zmagań z zawieją i lawiną. To kolejny utwór, który widziałbym / słyszałbym chętnie już na wydaniu podstawowym. I w końcu docieramy do bram Morii. Jak można się było spodziewać, również i tutaj czeka na nas prawdziwa uczta dla ucha. 11 minut w wersji podstawowej to było stanowczo za mało. Ograniczono się do zaledwie dwóch utworów, z których pierwszy ("Journey In The Dark") stanowił zaledwie zlepek muzyki z całego niemal pobytu w Morii, a trwał zaledwie 4 minuty i 20 sekund, a drugi - nieco dłuższy ("The Bridge Of Khazad Dum") był ilustracją ucieczki przed Balrogiem i upadku Gandalfa. Teraz wygląda to zupełnie inaczej - i dużo lepiej. Mamy więc "The Doors Of Durin" - ponownie pojawia się motyw znany już z poprzedniego utworu. Drużyna dociera do bram Morii, gdzie utknie na pewien czas, a my będziemy mieli okazję delektować się kolejną porcją dźwięków serwowaną przez pana Shore'a. W tym interesującym, trwającym 6 minut utworze usłyszymy zarówno fragmenty spokojne (urozmaicone w pewnym momencie chórkami) jak i głośny, trzymający w napięciu fragment z bębnami w tle, kiedy nasi bohaterowie zostaną zaatakowani przez stwora z jeziora. Dopiero potem zaczyna się wędrówka przez Morię ("Moria"). Oddzielny fragment ("Gollum") poświęcono scenie, w której Gandalf rozmawia z Frodem o Gollumie (który zresztą podsłuchuje), zaraz potem zaczyna się ostatni utwór na płycie, bardzo rozbudowany "Balin's Tomb" trwający 8 i pół minuty. Zaczyna się on jednym z najlepszych motywów muzycznych na całym soundtracku - w filmie słyszymy go, gdy drużyna wchodzi do sali z wielkimi kolumnami. Fragment ten doskonale integruje się z tym, co widzimy na ekranie, dodatkowo potęgując wrażenie ogromu podziemnej sali. O ile jednak w wersji podstawowej motyw ten pojawiał się w utworze "Journey In The Dark" i przechodził od razu w muzyczną ilustrację walki z Orkami, tutaj zachowana jest kolejność z filmu. Muzyka, która teraz następuje, ilustruje wejście i pobyt drużyny w sali, gdzie mieści się grobowiec krasnoludzkiego władcy. W dalszej części tego samego utworu usłyszymy również muzykę, która towarzyszyła walce z Orkami i jaskiniowym Trollem, z której zaledwie mały urywek załapał się na pierwszym wydaniu. Potem następuje chwila wytchnienia. Muzyka uspokaja się wraz z zakończeniem walki, idealnie wprost komponując się z tym, co mogliśmy zobaczyć na ekranie, przez chwilę jest to smutna melodia (Frodo zdaje się być umierający po ataku Trolla) aż wreszcie, na minutę przed końcem, pojawia się w całej okazałości motyw przewodni "Drużyny Pierścienia" - kolejny, mocny punkt kompozycji Shore'a - dla mnie jeden z tych tematów, których się nie zapomina. "Balin's Tomb" to świetne zakończenie drugiej płyty, prawdopodobnie jej najmocniejszy punkt. Utwór kończy się w momencie, kiedy przyzwyczajony do utworu "The Bridge Of Khazad Dum" słuchacz spodziewa się usłyszeć męskie chóry, które towarzyszyć będą ucieczce drużyny i konfrontacji z Balrogiem. Nic to jednak, zmieniamy płytę i zabieramy się za ostatnią część...

Trzeci krążek zawiera tylko 9 utworów, a mimo tego jest najdłuższy ze wszystkich. Kompozycje tu umieszczone są w większość długie, tylko dwie ostatnie trwają krócej niż 5 minut. Na początek mroczne i ponure chóry, zwiastują to, co już za chwilę nadejdzie. "Khazad Dum" to jeden z tych najbardziej charakterystycznych kawałków na ścieżce dźwiękowej. Teraz możemy go podziwiać w całej okazałości, a jest co podziwiać. Utwór trwa równe 8 minut. Napięcie narasta tu z każdą niemal sekundą, słyszymy coraz głośniejsze chóry, gdy drużyna zbiega po walących się schodach i w końcu motyw przewodni, kiedy przebiega przez most - coś pięknego. To dopiero połowa tej ścieżki. Druga część utworu to pojedynek z Balrogiem - nagle muzyka cichnie gdy demon spada w otchłań, rozlegają się złowróżbne bębny gdy pociąga za sobą Gandalfa... Zakończenie tego utworu to cicha, smutna melodia - w muzyce odbija się tu rozpacz towarzyszy czarodzieja. W dużej części zasługą muzyki jest to, iż moment ten w filmie jest naprawdę wzruszający. Któż z tych, którzy znają film, nie rozpozna tych dźwięków? Kolejnym miejscem, jakie odwiedzamy, jest oczywiście Lothlorien - w wersji jednopłytowej potraktowane po macoszemu (zaledwie jeden trwający 4 i pół minuty utwór). Warto podkreślić, że pobyt drużyny pośród Elfów to jeden z tych fragmentów, które zostały bardzo rozbudowane w Extended Edition, stąd też sporo muzyki do tych scen możemy posłuchać tutaj - są to trzy utwory, trwające łącznie 25 minut ("Caras galadhon", "The Mirror of Galadriel", "Fighting Uruk Hai"). Te fragmenty stanowią moment wytchnienia po trzymających w napięciu chwilach. Tak, jak poprzednie utwory świetnie oddawały nastrój podziemnej wędrówki, tak te przeniosą nas do siedziby Elfów (spokojny śpiew, który tu usłyszymy, jasno daje nam do zrozumienia jakie miejsce jest właśnie opisywane przez muzykę), w drugim z tych utworów spokój zostaje zakłócony, kiedy Frodo zagląda w zwierciadło Galadrieli i chwilę po tym gdy proponuje jej Jedyny Pierścień. Rozlegają się wtedy brzmienia mocniejsze, wzmagające napięcie. Ostatni z tych utworów (nawiasem mówiąc - najdłuższy na całym albumie, bo trwający aż 11 i pół minuty) choć zasadniczo spokojny, ma wstawki w postaci tematu Isengardzkiego, jak zwykle zwiastującego kłopoty. Ilustruje on między innymi dodane sceny w momencie opuszczania przez drużynę Lothlorien. "Parth Galen" to kolejny niesamowicie rozbudowany utwór, słyszany w filmie podczas podróży rzeką oraz starcia z Uruk-hai. Fragment ten jest na tyle zróżnicowany i długi, że zasadniczo można by go podzielić na dwie krótsze części (jedną dotyczącą podróży i drugą do potyczki) ale specjalną wadą bym tego nie nazwał. Przewija się tutaj kilka charakterystycznych motywów, a pośród nich znany już doskonale motyw przewodni Isengardu. Do tego dochodzą chóry, które zwłaszcza pod koniec podkreślają dramatyzm sytuacji. Następny utwór, "Departure Of Boromir", jak już sama nazwa wskazuje wiąże się najbardziej z postacią najstarszego syna Denethora. Początkowo smutne dźwięki przechodzą w nieco mocniejsze podczas pojedynku Aragorna z Lurtzem, by pod koniec tej trwającej pięć i pół minuty kompozycji ponownie się uspokoić - mamy tu już bowiem do czynienia z ostatnimi chwilami Gondorczyka, co doskonale podkreśla muzyka (jak zwykle zresztą). I to już prawie koniec - prawie, bo zostało nam jeszcze to, co na wydaniu podstawowym nazywało się "The Breaking Of The Fellowship". I tutaj nie obeszło się bez zmian - zresztą nie mogło być inaczej, gdyż w filmie ten fragment przedstawiał się nieco odmiennie niż na płycie. W wersji podstawowej mieliśmy do czynienia z jednym ponad siedmiominutowym utworem, który w dalszej swej części zawierał piosenkę w wykonaniu niejakiego Edwarda Rossa, a utwór kończąc się przechodził w znane wszystkim "May It Be". Od razu zaznaczę, że zawsze uważałem ten fragment za jeden z najmocniejszych punktów całej płyty, w samym filmie po raz kolejny mamy tu do czynienia z idealnym dopasowaniem partytury do tego, co się dzieje na ekranie; idealne muzyczne podsumowanie, a zarazem zapowiedź tego, że to jeszcze nie koniec, że ta historia trwa dalej. Nie znajduję innego słowa na opisanie tego fragmentu niż "piękny". Na omawianym albumie zamiast "Breaking..." mamy podzielony na dwie części, odpowiadający mu "The Road Goes Ever On...". Pierwsza z nich trwa niecałe sześć minut i jest utworem instrumentalnym - ta część oczywiście (a jakże by inaczej) jest rozszerzona w stosunku do pierwszej wersji soundtracku. Zaraz po niej mamy wspaniała piosenkę w wykonaniu Enyi czyli "May It Be" (moim zdaniem najlepsza piosenka do "Władcy Pierścieni" zdecydowanie bardziej zasługująca na Oscara niż "Into The West" z "Powrotu Króla"), jest ona w nieco krótszej wersji niż to miało miejsce na pierwotnym wydaniu, gdyż tam była niejako dołączona do "Breaking...", a na końcu dodano fragment muzyczny będący zakończeniem całości płyty. Tutaj, gdy cichną ostatnie dźwięki "May It Be", zaczyna się druga część "The Road Goes Ever On...", w której zawiera się też partia śpiewana Rossa. W filmie utwór ten słyszymy już na napisach końcowych.

Tak w skrócie można by przedstawić zawartość omawianego albumu. Zwracam uwagę na to, że w powyższym opisie rozwodziłem się jedynie nad najbardziej interesującymi (moim zdaniem) utworami. Jednak również wszystkie pozostałe zasługują na uwagę i w zasadzie specjalnie tym szerzej omawianym nie ustępują. Biorąc pod uwagę długość trwania całości można by dojść do wniosku, że można się znudzić próbując przesłuchać to wszystko naraz. Cóż, nie jest to wykluczone, ale muszę tu powiedzieć dwie rzeczy: po pierwsze - nikt nam nie każe słuchać całości na raz. W zasadzie mamy tutaj trzy części wspaniałego soundtracku, zawsze można wybrać tę, na którą mamy ochotę - a każda z nich jest nieco inna. Po drugie - słuchając Complete Recordings w całości nie nudziłem się, podczas gdy zdarzało mi się to podczas słuchania pierwotnej wersji tej ścieżki dźwiękowej. Może to się wydawać nieco zaskakujące, jednak nietrudno to wytłumaczyć. Jak już wspomniałem - dobór materiału na podstawowy soundtrack nie był zbyt szczęśliwy. Po zapoznaniu się z Complete Recordings, jestem przekonany, że z muzyki jaką napisano do "Drużyny Pierścienia" dałoby się złożyć płytę ciekawszą. Wystarczyło wykorzystać kilka interesujących utworów i motywów muzycznych, jak choćby "Flaming Red hair" czy też "The Pass Of Caradhras" zastępując nimi niektóre kawałki z pierwszej połowy płyty. Teraz jednak nie ma już co marudzić, mamy w końcu do dyspozycji cała muzykę z filmu. Możemy jej słuchać od początku do końca albo na wyrywki, a przed oczyma będą nam stawać sceny z jednego z najpiękniejszych wizualnie (i nie tylko) filmów w historii. Bo trzeba przyznać, że ta partytura potrafi je przywołać, zwłaszcza w kilku momentach, o których już pisałem jest to bardzo mocno odczuwalne. Dlatego mimo różnych głosów krytyki pod adresem tejże kompozycji, z pełnym przekonaniem twierdzę, że soundtrack do "Drużyny Pierścienia" autorstwa Howarda Shore jest prawdziwym arcydziełem w dziedzinie muzyki filmowej, w pełni zasługującym na Oscara, którym go wyróżniono, i ma zapewnione miejsce w pierwszej trójce moich ulubionych ścieżek dźwiękowych. "The Fellowship Of The Ring - The Complete Recordings" jest dla każdego fana filmu Jacksona i partytury Shore'a pozycją obowiązkową, na której z pewnością się nie zawiedzie. Polecam go również i tym, którym pierwotna wersja tego score'a nie przypadła do gustu. Istnieje szansa, że ich zdanie nieco się poprawi po usłyszeniu całości. Oczywiście istnieje też ryzyko, że nic się nie zmieni i dalej będą głosić, że ten soundtrack "niczego nie wnosi, jest wtórny i ogólnie beznadziejny". Moim zdaniem kompozycja Shore'a z pewnością nie zasługuje na takie słowa. Tak więc powoli kończę pisanie recenzji by powrócić do delektowania się tą muzyką i z niecierpliwością czekam na "Complete recordings" z kolejnych części "Władcy Pierścieni", a zwłaszcza z "Powrotu Króla", by w końcu posłuchać tej wspaniałej muzyki ilustrującej szarżę jeźdźców Rohanu na polach Pelennoru, który to fragment nie znalazł się na podstawowym wydaniu, czego naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć ("Powrót Króla" w ogóle pod względem doboru materiału był jakiś taki... wybrakowany - zarówno wersja kinowa filmu jak i soundtrack). Biorąc pod uwagę zarówno zawartość, jak i oprawę, daję pięć gwiazdek - i to z dużym plusem.

Ocena:
Recenzja gościnna - autor: GIEFERG
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI