TRAVELLING BIRDS, THE

MUZYKA: Bruno Coulais
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Virgin
CZAS TRWANIA: 45:48 min.


01. TO BE BY YOUR SIDE (Nick Cave)
02. MASTERS OF THE FIELD (Robert Wyatt)
03. VERS LE NORD
04. LA TRAVERSE
05. THE HIGHEST GANDER (Robert Wyatt)
06. TAMBOUR BATTANT
07. LE RETOUR DES GRUES
08. LE FIL BLEU
09. LE FORET ROUGE (Robert Wyatt)
10. COMME UN SOUFFLE (A Filetta)
11. L'ENVOL
12. DANS LE FUMEE DES USINES
13. LE PLANEUR
14. APRES LA CHASSE
15. LES HARAS EN PAPIER
16. LE VOL DES CYGNES
17. A TETE BARREE
18. LE COLOMBE POINGNARDEE (Gabriel Yacoub)
19. HORS CHAMP



Najpierw był "Mikrokosmos" - film, w którym ukazane było życie insektów i innych mniejszych żyjątek. Obraz ten okazał się filmem bardzo oryginalnym, narobił sporo szumu na festiwalu w Cannes. Całość była pozbawiona narracji (prócz krótkiego wstępu i zakończenia), co tylko znacznie zwiększało uwagę i skupienie widza. Kontynuacja tego dokumentu w polskim tłumaczeniu to "Makrokosmos - Podniebny Taniec" (tytuł międzynarodowy to "The Travelling Birds", w oryginale "Le Peuple Migrateur"). Oprawą muzyczną ponownie zajął się Bruno Coulais (znany także ze świetnych ścieżek dźwiękowych do takich filmów jak "Himalaya" czy "Vidocq"). Jego kompozycję do "Makrokosmosu" można wyrazić trzema słowami: geniusz i muzyczne arcydzieło! Tak, to nie złudzenie - nigdy nie sądziłem że oprawa muzyczna do filmu dokumentalnego o ptakach i ich podniebnej wędrówce może być tak piękna, tak wspaniała, olśniewająca i urzekająca na każdym kroku. Całość utrzymana w mniej więcej jednym, niesamowitym klimacie, gdzie prym kompozycji wiodą wspaniałe, zawodzące skrzypce, które wygrywają doprawdy niesamowitą melodię. Ale nie tylko skrzypce - najważniejszy jest tu także fortepian oraz gitara. Podczas słuchania tej ścieżki dźwiękowej uświadczymy kilka naprawdę arcygenialnych, niesamowicie charakterystycznych motywów. Pięknych motywów, które na zmianę przewijają się przez cały soundtrack! Ale tutaj nie tylko podkład muzyczny jest ważny - rzekłbym, że prym wiedzie tutaj - nawet ponad instrumenty - śpiew i nucenie. To one w głównej mierze podkreślają genialność tej ścieżki. Niesamowicie melodyjny śpiew, czasami bardzo przeciągliwy i zawodzący, nierzadko dość smutny, a nawet dramatyczny, a czasami też nawet dość wesoły i jakby figlarny. Prócz tego chórki - piękne, męskie i żeńskie chórki, czasem nawet dziecięce. Całość można by naprawdę posądzić o partyturę do jakiegoś dramatu czy - może trafniej - filmu o miłości. Na całej płycie są 2 piosenki oraz jeden utwór autorstwa Roberta Wyatta. Proponuję zwrócić uwagę na jego rewelacyjne piosenki "Masters Of The Field", "The Highest Gander" oraz na przepiękną kompozycję "La Foret Rouge" - ale o tym będzie trochę dalej. Jest także jedna piosenka autorstwa Gabriela Yacouba. Ale z pewnością najważniejszy utwór śpiewany na tym soundtracku to oczywiście otwierający całość "To Be By Your Side" Nick'a Cave. Nie będę chyba skromny jak powiem, że to jedna z najlepszych i najpiękniejszych piosenek filmowych, jakie powstały! Jest doprawdy niesamowita, od dnia dzisiejszego utwór ten bezsprzecznie dołącza do rankingu najlepszych według mnie piosenek, które powstały na potrzeby filmu. Jej autorem jest jakże znany w świecie muzyki artysta, który tworzy naprawdę świetną muzykę, wydał też sporo płyt. Wracając natomiast do kompozycji pana Bruno Coulaisa - a konkretnie chciałbym podać listę tych zdecydowanie najlepszych utworów na płycie. Takie kawałki jak "Vers Le Nord", "Tambour Battant", "Le Retour Des Grues", "La Foret Rouge", "Dans Le Fumee Des Usines" (jedyna bardziej dynamiczna, wręcz jakby trochę niepokojąca kompozycja na płycie), "Le Planeur", "Apres La Chase", "Le Vol Des Cygnes" czy "A Tete Barree" - to przykłady muzycznych arcydzieł, geniuszu kompozytora, który dzięki swojej wyobraźni i doświadczeniu stworzył muzykę, która działa jak narkotyk. Można słuchać i słuchać w nieskończoność, całość absolutnie się nie nudzi - dowodem jest fakt, że całej tej ścieżki przesłuchałem już kilkanaście razy (!) i wciąż nie mam dość - a nawet mam ochotę przesłuchać raz jeszcze... Naprawdę, nie przesadzam - przesłucham już w życiu tyle muzyki filmowej, że stwierdzam to z czystym sumieniem. Soundtrack nie jest ani zbyt jednolity i schematyczny, ani zbyt chaotyczny - wręcz przeciwnie. Zróżnicowanie, oryginalność, ciekawość następnej ścieżki - to wszystko sprawia, że "Makrokosmos" pozostawia po sobie niesamowicie dobre wrażenie, tak dobre, że po prostu nie da się tego opisać. Liryzm i piękno uderza nas podczas słuchania każdego chyba utworu, perfekcyjne zgranie śpiewu i nucenia z muzyką instrumentalną - to świadczy w głównej mierze o geniuszu tej ścieżki dźwiękowej. No i zapomniałbym wspomnieć o jakże ważnej rzeczy - przez większość kawałków usłyszymy w tle naturę - głównie będą to oczywiście odgłosy ptaków, jakichś kaczek, gęsi. A efekt, jaki wywołuje całość u słuchacza - ech, tego trzeba już doświadczyć samemu... Podobnie jak pewnie film (bo "Makrokosmosu" jeszcze nie widziałem, ale obejrzę na pewno - choćby dla muzyki ilustrującej zawarte w nim obrazy) - słuchając partytury Bruno Coulaisa trzeba być cały czas skupionym, uważać przy każdym fragmencie. Tylko wtedy, gdy wsłucha się maksymalnie dokładnie i uważnie - dostrzeżemy (a raczej usłyszymy) piękno i geniusz, jakie zaserwował nam kompozytor.

Dawno nie słuchałem tak dużo razy z rzędu jednej i tej samej muzyki. Dawno już żadna ścieżka dźwiękowa tak mnie nie urzekła i nie "wciągnęła" maksymalnie - ostatnio chyba partytura Howarda Shore do "Władcy Pierścieni: Dwie Wieże", ale to było ponad dwa miesiące temu... "Makrokosmos" Bruno Coulaisa oczarował mnie, zadziwił i uświadomił, że są jeszcze na tym świecie kompozytorzy, którzy potrafią do istniejących kanonów muzycznych tchnąć oryginalnego ducha, czegoś jak najbardziej nowego i olśniewającego. Dotychczas w moim rankingu gościło kilkanaście takich ścieżek (no, może przesadziłem - pewnie trochę więcej, tak kilkadziesiąt :), które uważam za bezsprzecznie najlepsze jakie w życiu słyszałem. Jakby wyznaczniki, arcydzieła, które na zawsze odcisnęły piętno na mojej psychice. Mogę słuchać tych płyt w nieskończoność i jestem pewien, że absolutnie nigdy mi się nie znudzą i zawsze, podkreślam - ZAWSZE mam ochotę do nich wrócić i przesłuchać raz jeszcze. I do tego jakby prywatnego rankingu dołącza dziś muzyka z "Makrokosmosu" - nawet nie mam co do tego najmniejszego cienia wątpliwości. Jak już wspomniałem powyżej - to muzyka która działa jak narkotyk. Pamiętam, że kiedyś taką działającą jak narkotyk ścieżką, której słuchałem i słuchałem kilka razy z rzędu było "Requiem Dla Snu" Clinta Mansella. Ale to już minęło - teraz nastał czas "The Travelling Birds"... Ocena - absolutne i niepodważalne pięć gwiazdek.

Poniżej okładka z oryginalnym tytułem oraz z innymi covery z innymi tłumaczeniami.


    

    

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI