MEN OF HONOR

MUZYKA: Mark Isham
ROK PRODUKCJI: 2000
WYTWÓRNIA: Motown Records
CZAS TRWANIA: 39:23 min.


01. BRIAN McKNIGHT - Win
02. THE TEMPTATION - I wish it would rain
03. MARVIN GAYE - Say When
04. THE NAVY DIVER
05. A SON NEVER FORGETS
06. BOUNCE DIVE
07. FOULED!
08. GWEN
09. THE BREATH HOLDING CONTEST
10. JO
11. MEN OF HONOR



Filmu o pierwszym czarnoskórym nurku armii amerykańskiej, z którego pochodzi ten soundtrack nie było mi dane oglądać (jeszcze), ale z tego co słyszałem nie jest to zbyt dobry film. Mniej więcej można tyle samo powiedzieć o soundtracku, który jest co najwyżej przeciętny. Pierwsze 3 pozycje na płycie zajmują piosenki, które moga się jednym podobać, a drugim nie. Mi niestety nie przypadły zbytnio do gustu i w sumie nawet nie pamiętam ich już zbytnio. Cała reszta płyty to kompozycje Marka Ishama - autora muzyki do np "Blade'a" czy "Quiz Show", kompozytor, który nigdy nie znalazł się tak naprawdę w pierwszej lidze, choć ma do tego aspiracje - jedno i drugie potwierdza ta płyta. Ogólnie większość utworów pana Ishama nie ma tego "czegoś" - jest nudna, wtórna i bez polotu, nie znaczy to jednak, że jest absolutnie zła co to, to nie. Jest po prostu nijaka, bo nijak nie wciąga słuchacza. I tak jest ze wszystkim, oprócz dwóch ostatnich utworów (najlepsze twórcy płyty zostawili na koniec :) Pierwszy - "Jo" - jest, jak mniemam, ilustracją do postaci kobiecej filmu, którą podajże zagrała Charlize Theron i jest to najjaśniejszy punkt płyty. Utwór jest radosny, miły dla ucha i czuć, że opisuje coś szczególnego. Główną rolę gra tu fortepian wspierany przez skrzypce, a mniej więcej od 01:30 dochodzi miły, kobiecy głos, który pomaga jakby nucić melodię. Drugi utwór jest już bardziej, hmm "męski", aczkolwiek lekko patetyczny, co mimo wszystko nie przeszkadza w odbiorze. Jest to jednoczesnie najdłuższy utwór na płycie i stanowi w moim mniemaniu coś w rodzaju suity, którą słucha się całkiem nieźle i stanowi to jakby podsumowanie zarówno filmu, jak i płyty. Szkoda, wielka szkoda, że tylko te dwa kończące płytę utwory sa godne aby poświęcić im więcej czasu. Gdyby cała płyta taka była, to już mielibyśmy o czym mówić, a tak jest to płyta, która ginie w tłumie podobnych jej słabeuszy i średnaków drugiej kategorii. I do tego jest strasznie krótka, choć gdyby była dłuższa, nie wiem czy ocena nie byłaby niższa :) Podsumowując - dwie gwiazdki, głównie dzięki tym dwóm melodiom, które w jakiś sposób mnie zauroczyły (ale bez przesady). Reszta to kompletna strata czasu. A i tak jestem litościwy.

Ocena:
Auto recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI