
METROPOLIS
MUZYKA: Toshiyuki Honda ROK PRODUKCJI: 2001 WYTWÓRNIA: SonMay / King / Domo / Milan CZAS TRWANIA: 59:08 min.
"Metropolis" w wydaniu anime to swoisty remake wiekowej już produkcji Fritza Langa (1927 rok). Remake jak najbardziej udany - oczywiście na temat filmu rozpisywał się tutaj nie będę, gdyż anime temu poświęciłem osobną recenzję - i tam jak zwykle zapraszam potencjalnych zainteresowanych. Oprawa muzyczna - niezwykle ciekawa, co już da się usłyszeć podczas filmu. Sama płyta niełatwa do zdobycia, szukałem jej stosunkowo długo, wreszcie trafiła w me ręce, a po dłuższym czasie i kilkukrotnym przesłuchaniu warto poświęcić nieco czasu na napisanie recenzji. Partytura autorstwa Toshiyuki Hondy to przemieszanie stylu jazzowego z klasyczną kompozycją filmową - w większości utworów style te są rozdzielone na płycie (i w filmie) na osobne utwory i ilustracje poszczególnych mniej lub bardziej ważnych fragmentów obrazu, czasami jednak słyszalne jest umiejętne połączenie. W przypadku "Metropolis" nie chodzi tylko o dwa jakby oddzielne gatunki muzyczne, ale także dwa oddzielne stany emocjonalne w muzyce zawarte. Tak więc utwory przypominające jazz i swing lat 30-tych to kompozycje zwyczajnie wesołe, "ruchliwe", czasami wręcz taneczne, bardzo przyjemne w słuchaniu (otwierający płytę utwór "Metropolis" czy przedostatni "After All"). Swoją drogą kiedyś nie przepadałem za tym gatunkiem muzycznym, jednak im więcej takiego stylu znajdowałem na ścieżkach dźwiękowych - tym bardziej się do niego przekonywałem, aż koniec końców całkiem polubiłem. Wracając jednak do charakterystyki jazzowej części soundtracku - czasami mamy nutę lekko zawodzącą i uspokajającą ("Going to 'Zone'", "'Zone' Rhapsody"). Czasami utwory są całkiem zwariowane ("El Bombero"). Co ciekawe - owe utwory słyszane w filmie albo idealnie współgrają z obrazem (zabawa w mieście, widok potężnych budowli z metalu i szkła, wznoszących się aż do chmur) albo paradoksalnie skrywają też w sobie pewną tajemnicę, ciemną stronę Metropolis (slumsy, niebezpieczne podziemia, miejsca, gdzie światło słoneczne nie dochodzi), o której widz chociaż na chwilę zapomina zagłębiając swój słuch w taneczne rytmy. Nie zapominajmy też o kontraście - tak lubianym i cenionym przeze mnie zjawisku połączenia pozornie w ogóle nie pasującej muzyki z wybranym fragmentem obrazu - wystarczy sobie przypomnieć końcówkę filmu, gdzie całe miasto ulega zniszczeniu, a w tle towarzyszy wesoły, jazzowy utwór. W stylu swinga i jazzu utrzymana jest jeszcze jedna z dwóch piosenek na płycie - "St. James Infirmary" - to jedyny utwór na płycie skomponowany przez kogoś innego, bowiem autorem muzyki i słów jest tutaj Joe Primrose, a śpiewa Atsuki Kimura. Na płycie są też 3 utwory, które są przemieszaniem klasycznej, orkiestralnej muzyki filmowej z jazzowym stylem - są to kolejno: "Three-Faced of 'Zone'", "Run" i "Snow". To jakby zapowiedź i przeniknięcie z jednego stylu do drugiego. A typowo filmowych kompozycji na płycie jest sporo. Głównie słychać w nich instrumenty smyczkowe, czasami perkusję, flet, od czasu do czasu wkradnie się jakiś instrument dęty, stosunkowo często można usłyszeć kojące dźwięki fortepianu, wygrywające dość charakterystyczną melodię, jednak ciężko ją uznać za coś w rodzaju motywu przewodniego. Wszystkie te kompozycje można śmiało podzielić na kilka kategorii. Tak więc mamy utwory cichsze i spokojniejsze ("Foreboding", "Sniper"), aczkolwiek zawierające w sobie pewną minimalną dawkę tajemniczości i niepokoju. Są też takie, które z początku spokojne pod koniec rozwijają się, robiąc się bardziej dynamicznymi ("Judgment", "Awakening"). Dla mnie bezsprzecznie jednym z najlepszych, a może i najlepszym na płycie utworem jest "Sympathy" - niesamowicie ciepły i pogodny kawałek, z piękną fortepianową melodią, o której wspomniałem kilka linijek wyżej. No i utwory głośniejsze, bardziej dynamiczne, na swój sposób niepokojące i wręcz trochę groźne (choć to inny typ grozy niż np. w kompozycji horrorowej rzecz jasna), a mowa tu o trzech dość podobnych do siebie utworach - "Ziggurat", "Chase" i "Fury". Jest jeszcze jeden dynamiczny kawałek, jednak tym razem utrzymany raczej w wesołych, optymistycznych klimatach - a mowa tu o "Propaganda". Całą płytę zamyka ładna piosenka przewodnia ("There'll Never Be Good-Bye"), śpiewana przez Minako "mooki" Obata. Ścieżka dźwiękowa z "Metropolis" nie ma żadnego wyrazistego motywu przewodniego, nie ma tu także kompozycji wybitnie zapadających w pamięć. To inny rodzaj partytury. Partytury zróżnicowanej, gdzie mamy do czynienia z bardzo umiejętnym przemieszaniem stylów. Ta muzyka ma w sobie coś, co zwyczajnie czyni ją ciekawą i atrakcyjną. Całości słucha się miło i przyjemnie - za każdym razem. Świadczy o tym brak wkradającego się znużenia czy obojętności. Z początku chciałem wystawić 3 gwiazdki pod tekstem, jednak z zaznaczeniem, że moja faktyczna ocena to 3,5 - uznając tym samym soundtrack z "Metropolis" za płytę ciut więcej niż dobrą. Ale coś wewnątrz mówi mi, że warto końcową notę naciągnąć do 4 oczek - co też uczyniłem. Myślę, że warto zagłębić się w dzieło pana Toshiyuki Hondy. Płyta ze ścieżką dźwiękową do "Metropolis" została wydana przez różne wytwórnie w latach 2001-2002. W Japonii przez wytwórnie SonMay Records (okładka poniżej) i King Records, w USA przez Domo Records, a we Francji przez wytwórnię Milan (okładka obok spisu utworów).
|
![]() |
|
![]() |