
MICROCOSMOS
MUZYKA: Bruno Coulais ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Auvidis CZAS TRWANIA: 39:50 min.
Nietypowym jest wydawanie ścieżki dźwiękowej do filmu przyrodniczego, nawet jeśli jest on fabularyzowany. Jakkolwiek wielokrotnie różnej maści filmy dokumentalne, czy to historyczne, czy przyrodnicze wzbogacane były o oryginalną muzykę. Częstokroć jako podkład muzyczny do takich obrazów wykorzystuje się fragmenty skomponowanych już wcześniej utworów, np. z zakresu muzyki poważnej, ale też i jazzu. Tutaj natomiast mamy całą ścieżkę stworzoną od początku do końca na potrzeby filmu. Nie było to łatwe zadanie, a to ze względu na nietypowy temat, czyli jak opisać świat owadów na pięciolinii. W związku z tym, iż film trafił do kin, a więc tym samym został skierowany do szerszego grona odbiorców, muzyka nie mogła w nim być zbyt trudna w odbiorze. Kilka osób zapewne pamięta jak na biologii w szkole podstawowej nauczycielka z kasety VHS puszczała filmy z cyklu życie i twórczość pantofelka, czy innej rozwielitki. Muzyka w tle, albo raczej chaotyczne dźwięki, to szczyt osiągnięć polskiej awangardy. Nie wszystkim musiało się to podobać, a już szczególnie dzieciom. I aż dziw bierze, że wychodziliśmy z klasy bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Nie chcę powiedzieć tym samym, że szarpanie się z wiolonczelą czy wrzucanie piłeczki pingpongowej do wnętrza fortepianu nie oddaje dźwiękowo procesów życiowych zachodzących w mikroświecie. Umówmy się jednak, że każdy dysharmoniczny akord zmniejsza liczbę odbiorców o 10%. Bruno Coulais na szczęście ustrzegł się tego w filmie. Słuchając samej ścieżki można jednak odnieść wrażenie, że w 25% utworów dysharmonia się jednak pojawia. Nie jest to mimo wszystko coś, co może sprawiać kłopoty przy odbiorze. Przysłuchajmy się zatem bliżej poszczególnym utworom. Płytę otwiera temat główny "Microcosmos", czyli pieśń o życiu na łące, śpiewana chłopięcym głosem. W refrenie dołącza do niego drugi głos. Utwór poprzeplatany jest efektami dźwiękowymi naśladującymi np. cykady bądź lot chrząszcza, tudzież trzmiela. Z początku wydawało mi się, iż chłopak śpiewa po francusku. Jest to jednak wbrew pozorom tekst angielski, ale zaśpiewany z bardzo silnym, francuskim akcentem. Drugi utwór, "The Bee And The Flowers" to przestrzenny opis lotu pszczół, zbierających pyłek z kolejnych kwiatów. Jest to fragment dość chaotyczny, cechujący się krótkimi pociągnięciami smyczków i efektami dźwiękowymi. "The Ladybird", czyli biedronka to zabawne pizzicato, wzbogacone o dzwonki i znów efekty specjalne. Owe efekty (np. śpiew skowronka, kukułki czy brzęczenie pszczoły) stanowią zasadniczo jak gdyby łącznik pomiędzy niektórymi utworami, ustępując pola klasycznym instrumentom we właściwej części utworu. Chciałbym zwrócić teraz szczególną uwagę na czwartą kompozycję, "Snail-Love". Jest to przepiękna aria na mezzosopran z towarzyszeniem orkiestry kameralnej. Jest to jedna z najlepszych arii skomponowanych kiedykolwiek na potrzeby muzyki filmowej. Utwór bardzo dojrzały, odwołujący się do XIX-wiecznego dziedzictwa francuskiej wokalistyki. Do takich kompozytorów jak Faure, Saint-Saens, czy Auber. W tym utworze Coulais pokazuje klasę wielkiego i wszechstronnego twórcy, co w przyszłości poskutkuje zrealizowaniem podkładu do "Makrokosmos". "The Warm Hour" ponownie cechuje się chaotycznym szarpaniem strun. Przywodzi na myśl bieganie mrówek po mrowisku. Około połowy bębny rozpoczynają fragment wygrywany następnie na marakasach. Jest to muzyczne zobrazowanie kolumny gąsienic posuwających się jedna za drugą, niczym wagony pociągu. Marakasom towarzystwa dotrzymują instrumenty perkusyjne takie jak kołatki, tarki czy grzechotki. Utwór zamyka cała orkiestra, na której oparcie znajdują fanfarowe brzmienia puzonów. "The Sacred Beetle And The Pheasant" to sytuacja, w której żuk gnojarz musi przetoczyć kilkukrotnie większą od siebie kulkę gnoju. Żuk dzielnie staje na przeciw syzyfowemu zadaniu. W "Under A Veil Of Water" zostają dosyć często wykorzystane efekty dźwiękowe, razem z instrumentami perkusyjnymi. Nasuwają one na myśl bańki powietrza wydostające się spod zwierciadła wody. "Thunderstorm" to bardzo dynamiczny utwór. Najpierw delikatnie zostaje zapoczątkowany melodią fletu, by później smyczki z dętymi zaprowadziły w nim grozę, czyli śmiercionośne dla małych mieszkańców mikrokosmosu krople deszczu. Z jednej strony deszcz to kataklizm w świecie owadów, z drugiej to woda niosąca życie. I taki wydźwięk ma też druga część utworu. Poważna, ale nie niepokojąca. W następnym utworze, "Carnivorous Plant", znów mamy pieśń na mezzosopran i orkiestrę. Z tym, że tutaj sopran jest jakby tłem dla melodii. Instrumenty zagłuszają jego obecność. Niemniej jednak głos kobiecy wprowadza tu, razem z harfą i fortepianem, interesujący element tajemnicy. Instrumenty dęte i perkusyjne tworzą atmosferę niepokoju, niemal obłędu, a smyczki grozę. Na tym tle pojawia się w pewnym momencie, jakby wołający o pomoc, flet. Z czasem jednak jego wołanie cichnie, zamiera i ostatecznie ginie. Owad zostaje uduszony przez zdradliwy uścisk kwiata rosiczki. Przygotowanie do boju, a następnie pojedynek rycerski dwóch jelonków rogaczy usłyszeć można w "The Fight Of Stag-Beetles". Na początku przygotowania do starcia podkreślają miarowe uderzenia bębnów. Potem krótki fanfar i rozpoczyna się walka. "Night" to kolejna wariacja tematu głównego. Tutaj z racji na moment w filmie, którym jest noc, ma charakter nokturnowy. Spokojny i usypiający. Kolejny utwór traktuje o przeradzaniu się na tafli wody larwy komara w postać dorosłą. Muzyka jest powolna i spokojna. Z drugiej strony pojawia się tutaj element ciekawości. Ostatni utwór, "Dream's End" rozpoczyna się dziecięcą piosenką śpiewaną gdzieś w oddali, nieopodal miejsca akcji filmu, czyli 10 minut dalej. Po chwili znów słychać znajomą już pieśń tematu głównego. Efekty dźwiękowe są odzwierciedleniem odgłosów jakie usłyszeć można na łące niedaleko stawu, podczas zachodzącego słońca. W założeniach muzyka do "Microcosmos" miała być prosta. Miała opisywać dzień, noc i zachód słońca na łące. Ową prostotę, nie używając przy tym środków minimalistycznych, kompozytor osiągnął. Odkrywa nią zwykłe, codzienne życie owadów, dla których jeden dzień może być zarówno ich dniem narodzin jak i śmierci. Nadaje temu nie tylko atmosferę dziecięcej ciekawości, ale i lęku. Muzyka ta to paleta rożnorakich kolorów. Są tu i dostojne arie i komiczne pizzicata, wielkie fanfary i dziecięce piosenki. Kompozytor stworzył dzieło godne uwagi. Oryginalne, tym bardziej, że dotyczy zgoła odmiennego tematu. Proste, gdyż opisuje harmonię przyrody. I wreszcie dojrzałe, bo wiele tu odwołań zarówno do klasyków jak i awangardy. Polecam wszystkim, a szczególnie entomologom ;) Płytę, podobnie jak film, proponuję dla osiągnięcia najlepszego wrażenia dźwiękowego odsłuchać w systemie Dolby Surround. I jeszcze drobna uwaga. Bruno Coulais zdążył skomponować kolejny podkład muzyczny, tym razem do filmu o ptakach. Tytuł jego to "The Travelling Birds" ("Makrokosmos"), a recenzję podekscytowanego nim Alieena można znaleźć na naszej stronie. Gorąco polecam. |
![]() |
|
![]() |