
MISSION: IMPOSSIBLE
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Polygram Records CZAS TRWANIA: 64:38 min.
Powiem od razu, że to bardzo dobry soundtrack. A teraz powiem dlaczego. Może nie został jakoś pieczołowicie przygotowany, ale balans pomiędzy klimatycznymi piosenkami, a świetnymi motywami przewodnimi i partyturą Danny'ego Elfmana został ładnie rozłożony, wszystko się dobrze ze sobą klei i słucha się tego po prostu dobrze. Nie jest to więc - w przeciwieństwie do większości dzisiejszych składanek - niemożliwa do przebrnięcia misja. Ale po kolei... Całość otwiera dziś już nieomal legendarny motyw przewodni, który podrasowali Larry Mullen i Adam Clayton tworząc nowy i świeży przebój, który przebił popularnością pierwowzór, a jednocześnie nie zatracił jego ducha. Zaraz potem Massive Attack jakby leniwie śpiewa przezornie spokojny i lekko narkotyczny "Spying Glass" i całkiem miło się tego słucha. "I Spy" grupy Pulp jest dla mnie namiastką ballady w klimacie filmu, pierwszą na płycie i mającą w sobie coś, co powoduje, że kawałek wpada zwyczajnie w ucho, mimo iż żadna rewelacja to nie jest. Czwarty utwór na płycie jest pierwszym popisem Elfmana. Kompozytor serwuje nam tu genialną pięciominutową suitę pełną werbli i akcji płynącej z głośników. Jak dla mnie prawdziwa rewelacja. W każdym razie bardzo ładnie kontrastuje to z kolejnym utworem, który śpiewa tym razem Björk. Charakterystyczny głos wokalistki i niezła piosenka wypada naprawdę fajnie w konfrontacji z muzyką Elfmana, choć to niemalże dwa przeciwległe bieguny... Dalej dwie całkiem niezłe piosenki Skunk Anansie i Longpigs, które mimo, iż są chyba najsłabsze na krążku, to i tak słucha się ich całkiem nieźle. Ale ogólnie do zapomnienia... Następnie mój ulubieniec. Panie i panowie: przepiękna melodia Danny'ego Elfmana - "Claire". Powiem szczerze, że od momentu wysłuchania tego utworu, aż do dziś jest to jeden z moich ulubionych utworów nie tylko tego kompozytora, ale w muzyce w ogóle. Błędnie (ale czy na pewno?) nazwany imieniem jednej z bohaterek filmu (jak zawsze prześliczna i przeurocza Emmanuelle Beart :). motyw opisuje tak naprawdę kolejną z niemożliwych do wykonania akcji (w Pradze) i oparty jest głównie na przepięknym kobiecym chórze i skrzypcach. Spokojny i łagodny, a jednocześnie niepokojący w swych tonacjach, fascynuje - po prostu. Niestety jest także niezbyt długi i zaraz przechodzimy do bardzo dobrej piosenki The Cranberries, której to japońską przeróbkę usłyszałem kiedyś w filmie Wong Kar-Waia. Oczywiście oryginał jest bezkonkurencyjny, jednakże jego radość i charakterystyczna żwawa melodia niezbyt ładnie miesza się z wyżej wymienioną "Claire" i przez to trochę zgrzyta. Gdyby piosenkę zamienić miejscami z drugą "balladą" na płycie było by lepiej. "You, Me & World War III" zaczyna się bowiem trochę w klimacie utworu Elfmana i z czasem przybiera na sile i wymowie, co tworzy ogółem bardzo ładną kompozycję, która zapada w pamięć. Następny utwór - "So" - jest typową rockową kompozycją, która jednak broni się i jakimś cudem pasuje do całości. I wracamy do Elfmana, którego kolejny świetny utwór - "Trouble" - wyraźnie wykorzystuje motyw przewodni w bardzo fajny i dynamiczny sposób. Muszę przyznać, że dziś brakuje mi trochę takich kawałków w jego pracach. No, ale nie narzekam - mam przecież "Mission: Impossible" i to na dwóch krążkach :). Tymczasem dalej jest znowu nieco spokojnie i w moim przekonaniu nieco orientalnie, bo takie wrażenie słuchowe pozostawił na mnie głos i muzyka Nicolette w piosence "No Government". Tuż po tym znowuż rockowy "Alright", aczkolwiek nieco gorszy od "So" i także należący do płytowych słabeuszy. Płytę kończy bardzo dobry "Mission: Impossible Theme", który nazwałbym wariacją na temat motywu przewodniego. Jest jednak równie dobry - w filmie możemy usłyszeć go podczas końcowej akcji w tunelu i już tam wbija się w pamięć. Na płycie wypada równie mocno i niczym nie ustępuje perełkom Elfmana. Jak już mówiłem jest to bardzo dobry soundtrack, któremu jednak zabrakło tego czegoś, aby otrzymać najwyższą notę. Niektóre elementy źle do siebie dobrano, inne po prostu chybiono w kontekście filmu (zresztą przynajmniej połowa utworów z samym filmem nie ma absolutnie nic wspólnego), choć same w sobie nie są takie złe. Trochę mało tu kompozycji tak uwielbianego przeze mnie Elfmana. Na szczęście ta sama wytwórnia wypuściła w tym samym roku osobny score z filmu. I choć do soundtracku lubię sobie czasem wrócić, bo to porządna płytka, to jednak właśnie score stanowi moją muzyczną ostoję filmu De Palmy. Poza tym opisywaną płytkę można także traktować jako ciekawostkę i uzupełnienie score'a. Dzieje się tak dlatego, iż wspomniane utwory Elfmana występują tu w nieco innej aranżacji, niż tam. I do dziś nie umiem powiedzieć, które wersje polecić bardziej... Zresztą po szczegóły zapraszam do osobnej recenzji, a na składankę proponuję zwrócić uwagę - moim zdaniem warto. |
![]() |
|
![]() |