
MISSION: IMPOSSIBLE 3
MUZYKA: Michael Giacchino ROK PRODUKCJI: 2006 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 64:17 min.
Po kilku latach przerwy, filmy spod znaku "Mission: Impossible" zamieniły się w trylogię. Nikogo to specjalnie nie zdziwiło, gdyż Tom Cruise zawsze pozytywnie wyrażał się o tym projekcie i było jasne, że jego kolejna odsłona pewnego dnia nadejdzie. Ale w międzyczasie świat troszkę się zmienił i trzecia część musiała różnić się od poprzednich i to znacznie. Postawiono więc na realizm zmieszany lekko z przygodami agenta 007, który posiada jednakoż magię misji niemożliwych. Niestety całość została zrobiona zbyt poważnie i zbyt patriotycznie (wciąż trauma po wrześniu 2001), żeby "kupić" ją tak, jak dwie poprzednie odsłony. Film nie jest zły - a w porównaniu z dziwaczną częścią drugą jest nawet bardzo dobry - ale to już nie to samo. I podobnie można powiedzieć o muzyce. Tym razem postanowiono zrezygnować z okolicznościowego soundtracku i wydano samą ilustrację. Tą zajął się Michael Giacchino - wschodząca gwiazda przemysłu filmowego i przyjaciel reżysera filmu (którego kariera również nabiera coraz to większego rozpędu), J.J. Abramsa. Giacchino napisał prostą, tradycyjną partyturę i tym samym przepadł zupełnie w porównaniu z Elfmanem i Zimmerem. Jego muzyka jest chwilami interesująca, ale zbyt toporna i za mało melodyjna, aby można ją było polubić w tym samym stopniu, co dokonania poprzedników. Oczywiście całość na ekranie spisuje się solidnie, jednakże na płycie zamienia się to wszystko w solidną ścianę underscore'u, która rośnie wraz z upływem czasu tego, zdecydowanie za długiego wydania. Co prawda początek jest bardzo obiecujący, bo dostajemy solidne wykonanie motywu przewodniego, któremu dzielnie towarzyszy "Factory Rescue" - zdecydowanie jeden z lepszych utworów na płycie, w którym można doszukać się całkiem fajnych rozwiązań muzycznych i czuć tu wyraźną atmosferę przygody. Ale początek mija szybko i już dwa następne motywy - "Evacuation" i "Helluvacopter Chase" - zaczynają porządnie nudzić. I tak już niestety zostaje do końca krążka. Po drodze dostajemy jeszcze w prawdzie parę sympatyczniejszych ścieżek w postaci romantycznego i nieco smutnego "Ethan and Julia"; jedynego naprawdę rozrywkowego i potraktowanego z przymrużeniem oka tematu "'See You In The Sewer'", który oparto na temacie głównym (wcześniej mamy próbę podobnego zabiegu w "'Humpty Dumpty Sat On a Wall'", ale efekt końcowy jest wyraźnie gorszy); oraz rozsławionego swoją mocą i wykonaniem "Brigde Battle", jednak to tylko parę rodzynek, jakie można tu wyłowić. Cała reszta płyty to technicznie porządna, ale emocjonalnie bezbarwna do bólu ilustracja, której brakuje zarówno elfmanowskiej wirtuozerii, jak i zimmerowskiej przebojowości, i która chwilami za bardzo przypomina "Lost". Giacchino wywiązał się ze swojego zadania dobrze, gdyż jego muzyka oddaje atmosferę i akcję filmu dosyć dokładnie. Kompozytor podszedł jednak chyba zbyt poważnie do swojej pracy i zrobił ją całkowicie "po bożemu", zupełnie ignorując szansę do eksperymentowania i zabawy własną muzyką. Zresztą za komentarz niech posłuży fakt, że najlepszym utworem na płycie jest ten ostatni - "Schifrin and Variations", czyli kolejna wariacja na temat słynnej melodii Schifrina, w dodatku oznaczona jako bonus track. Niestety na tą przyjemność trzeba czekać aż 60 minut i jest to przyjemność wątpliwa, gdyż po przesłuchaniu nietrudno stwierdzić, że aranżacja Danny'ego Elfmana wciąż pozostaje tą najlepszą. A poniżej jeszcze dwie inne okładki tej płyty.
|
![]() |
|
![]() |