
MORTAL KOMBAT
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1995 WYTWÓRNIA: TVT Records CZAS TRWANIA: 75:32 min.
Gdy po raz pierwszy byliśmy na tym filmie w kinie (recenzja napisana wspólnie przez Alieena i Grubego - przyp.), wyszliśmy po seansie niezwykle podekscytowni. "Mortal Kombat" do dziś uważany jest za najlepszą adaptację gry komputerowej - i bynajmniej nie bez powodu. Jednym z największych atutów filmu jest jakże genialna i niesamowita oprawa muzyczna. Zresztą dzisiaj - po upływie ponad 10 lat - można śmiało powiedzieć, że składanka z "Mortal Kombat" stała się jakby wyznacznikiem i wzorcem dla wielu późniejszych, podobnych albumów filmowych. Generalnie jest to najlepsza składanka z jaką mieliśmy do czynienia. Wybuchowa mieszakna przeróżnych rodzajów muzyki. Nie przepadasz za gatunkiem techno? Nie przejmuj się - polubisz. Nie "trawisz" heavy-metalu? Po "Mortal Kombat" pokochasz. Dorzućmy do tego zestawienia trochę "luźniejszej" muzyki, kilka kawałków instrumentalnych autorstwa George'a S. Clintona, kilka kultowych tekstów z filmu wplecionych w całość, a otrzymamy składankę pod każdym względem perfekcyjną. Nawet piosenki inspirowane nie zajmują tutaj niepotrzebnego miejsca - są świetnym dopełnieniem tych najważniejszych. Cała płyta została sprytnie podzielona na konkretne gatunki muzyczne, by przypadkiem nie stworzyć jakiegoś niesprecyzowanego chaosu. Wszystko zaczyna się zdaniem filmowego Shang Tsunga ("And now for a taste of things to come" - co w wolnym tłumaczeniu znaczy "A teraz przedsmak tego, co was czeka"), które jest idealnym rozpoczęciem i swoistym, zachęcającym prologiem do zapoznania się z soundtrackiem. W sumie taka jest właśnie konstrukcja albumu - pierwsze utwory są naprawdę zaledwie przedsmakiem tego, co czeka słuchaczy w dalszej części... Krótka, świetna melodia wygrywana na perkusji i... zaczynamy demoniczną jazdę po Zaświatach! "Juke-Joint Jezebel" grupy KMFDM (kawałek obecny również na dyskotece w filmie "Bad Boys"), czyli podkład do walki Sonya Blade vs. Kano - w filmie prezentuje się idealnie. "Control" autorstwa Traci Lords (a właściwie to Juno Reactor, które dla panny Traci płytę nagrywało - jest to wersja instrumentalna tegoż utworu) - czyli genialny pojedynek Liu Kanga z Reptilem. Z pewnością nie byłby tak genialny, gdyby właśnie nie ten niesamowity, elektroniczny podkład z gitarą elektryczną na pierwszym planie - absolutna rewelacja! "Halcyon + on + on" grupy Orbital to niesamowicie przyjemny kawałek z końcówki filmu - bardzo wolno się rozwija, jednak pulsujące, znakomite rozwinięcie rekompensuje mozolne oczekiwanie słuchacza. Utwór obecny także w filmie "Hackers". Siódma ścieżka to remix (nieobecny w filmie), zawierający cytaty z filmu oraz motyw przewodni. I właściwie teraz dopiero zaczyna się ostra jazda pod znakiem "Mortal Kombat" - fani metalu, baczność! Fear Factory i jego "Zero Signal" zmiata swoją pikanterią wszystko, co do tej pory słyszeliście na albumie! Ciężki, niesamowicie ostry, brutalny kawałek pochodzący z ilustracji jednej z najlepszych walk w filmie (Scorpion konta Johnny Cage) - fenomenalny podkład! Napalm Death i jego "Twist the Knife (Slowly)" pochodzi z momentu dziesiątkowania ziemskich wojowników przez księcia Goro, natomiast "What You See / We All Bleed Out" grupy Mutha's Day Out to oczywiście muzyka słyszalna na początkowej dyskotece (Sonya i Jax przedzierający się przez szalejące na parkiecie "bydło"). Nie mogło zabraknąć tytułowej piosenki grupy The Immortals, słyszalnej w filmie aż cztery razy (czołówkam, walka bohaterów ze sługusami Shanga, początek walki Liu Kanga z Shang Tsungiem oraz napisy końcowe). Co ciekawe - ta piosenka powstała znacznie wcześniej niż film, a pod wpływem gry komputerowej. Widać trafiła idealnie w gust producentów, którzy postanowili nie tylko umieścić ją w swojej produkcji, ale zrobić z niej wręcz motyw przewodni. Ostatnie na soundtracku ścieżki to wspomniane na początku kompozycje George'a S. Clintona. "Goro vs. Art" nikomu specjalnie przybliżać nie trzeba, natomiast zajmijmy się arcygenialnym "Demon Warriors / Final Kombat". Początek utworu mroczny, starożytny (co za chóry!), stopniowo budujący klimat... Potem kolejno wchodzą bębny oraz genialny temat, który na zawsze pozostaje w pamięci! Tego trzeba posłuchać. Generalnie ten motyw jest najlepszą pozycją na całej płycie, a w samym filmie bynajmniej nie jest słyszalny tylko raz (wcześniej uzyty w scenie, gdy Sub-Zero tworzy wielką, lodową kulę). Prócz wszystkich wyżej wymienionych ścieżek trzeba jeszcze wypisać te, które w filmie były nieobecne, a ich inspiracja tytułem jest na tyle dobra, że świetnie uzupełniają całą, stricte filmową resztę. Są to kolejno: "Unlearn" (Psykosonik), "Burn" (Sister Machine Gun), "Blood & Fire" (Type O Negative) oraz "I Reject" (Bile). W sumie "Mortal Kombat" to składanka filmowa warta każdej ceny. Odbiła się swego czasu wielkim echem wśród miłośników tytułu (gry + film) - w pełni zasłużenie. Wszystkiego można słuchać na okrągło, a każda pozycja na krążku tworzy jakby odrębną, perfekcyjną całość. Jeśli ktoś jeszcze nie przesłuchał... niech lepiej to szybko zrobi, zanim ktoś się dowie... A poniżej okładka z płyty "More Kombat". Album został wydany w roku 1996 i zawiera 15 dodatkowych, nowych piosenek filmem inspirowanych. Jest jeszcze bardzo rzadki score (George S. Clinton), ale to już zupełnie inna historia... I zarazem osobna recenzja.
|
![]() |
|
![]() |