
MORTAL KOMBAT: ANNIHILATION
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 1997 WYTWÓRNIA: TVT Records CZAS TRWANIA: 72:06 min.
Kontynuacja "Mortal Kombat" sprawiła wielu fanom tytułu wielki zawód. Film okazał się kiepską historyjką nawet do pięt nie dorównującą oryginałowi spod ręki Paula W.S. Andersona. Forma turnieju została zamieniona na jakieś przypadkowe pojedynki, okraszone raczej kiepskimi efektami (które w pewnych momentach osiągają nawet apogeum miernoty i dziadostwa) i zerową dawką emocji. Przed całkowitą porążką film ratują trzy elementy. Po pierwsze - kilka całkiem niezłych walk. Po drugie - sporo nowych, ciekawych postaci ze świata "Mortal Kombat" (chociaż i tak uważam, że w samym filmie naładowano ich zbyt dużo). I po trzecie - po raz kolejny fantastyczna oprawa muzyczna. Naprawdę całe szczęście, że chociaż muzyka utrzymuje się nadal na bardzo dobrym, wyśmienitym wręcz poziomie. Ponownie producenci oddają nam do rąk płytę z mieszanką wybuchową. Mieszankę elektroniki (np. "We have explosive" The Future Sound Of London, "Two Telephone Calls And An Air Raid" Shauna Imrei, "Death Is The Only Way Out" Josepha Bishara), rocka (np. "I Won't Lie Down" Face To Face) czy lekkiego metalu (np. "Engel" Rammaseina). Pierwszy na płycie to znany już z poprzedniej części motyw przewodni grupy The Immortals, tym razem jednak w nieco zmodyfikowanej wersji (m.in. wymienianych jest więcej imion wojowników). Wersja nieco szybsza i przez to nieco lepsza od pierwowzoru. Przedostatni na płycie utwór to fragment instrumentalnej ścieżki George'a S. Clintona, zawierającej fenomenalny temat z części pierwszej, tym razem poddany świetnej aranżacji gitarowej (dokładnie 43 sekunda). Niestety jest to utwór zdecydowanie za krótki, a całościowo na pewno słabszy niż to, co mogliśmy usłyszeć w pierwszym "Mortal Kombat". Szkoda też, że osobny, oficjalny score do "Mortal Kombat: Annihilation" nigdy nie ujrzał światła dziennego... Tym bardziej, że to kompozycja bardzo porządna, co słychać w samym filmie. Płytę kończy remix utworu The Immortals. Do najlepszych utworów na płycie zdecydowanie należą: "I Won't Lie Down" (Face To Face) i "Leave You Far Behind" (Lunatic Calm) służące za podkład do walki Sub-Zero vs. Scorpion; wymienione już wyżej kawałki The Future Sound Of London, Shauna Imrei i Josepha Bishara (numerki 15, 16 i 17) pochodzące z fragmentu walki duetu Sonya & Jax z Cyraxem i sługusami Zaświatów; rewelacyjny, nieco orientalny "Out Of Control" (Psykosonik) ilustrujący walkę Raydena z kilkoma Reptilami (sama walka beznadziejna, ale ten podkład...). Świetnie w czasie filmu prezentuje się także Scooter i jego "Fire", jako podkład do walki Liu Kanga i Kitany z robotem Smokem i kilkoma sługusami Shao-Kahna oraz "Genius" grupy Pitchshifter (Sonya vs. Mileena). No i mój ukochany Juno Reactor ze wspaniałym "Conga Fury", służącym prezentacji postaci Jade, a także będący ilustracją krótkiej walki tej postaci z Liu Kangiem. "Conga Fury" słychać również w pierwszym epizodzie "Animatrixa". I to wszystko co najlepsze. Świetna, zróżnicowana muzyka oraz spora liczba utworów czyni soundtrack z "Annihilation" kolejną, jedną z najlepszych składanek filmowych, choć oczywiście ustępującej pola perfekcyjnej poprzedniczce. Jednak w końcowej ocenie przychyliłbym się może nawet do 4,5 gwiazdki... Szkoda, że sam film nie jest choć w połowie tak udany, jak recenzowana tutaj płyta. A na koniec zła nowina - obecnie płytę jest ciężko gdziekolwiek kupić, zresztą tyczy się to wszystkich albumów z obydwu części "Mortal Kombat". Wszechobecne niegdyś na sklepowych półkach, dzisiaj raczej trudno dostępne... |
![]() |
|
![]() |