MOULIN ROUGE!

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Interscope
CZAS TRWANIA: 56:21 min.


01. DAVID BOWIE - Nature boy
02. CHRISTINA AGUILERA, LIL' KIM, MYA AND PINK -
     Lady Marmalade
03. FATBOY SLIM - Because we can
04. NICOLE KIDMAN, JIM BROADBENT, CAROLINE O'CONNOR,
     NATALIE MENDOZA AND LARA MULCAHY
- Sparkling diamonds
05. VALERIA - Rhytm of the night
06. EWAN McGREGOR AND ALLESANDRO SAFINA - Your song
07. BONO, GAVIN FRIDAY AND MAURICE SEEZER -
     Children of the revolution
08. NICOLE KIDMAN - One day I'll fly away
09. BECK - Diamond dogs
10. NICOLE KIDMAN, EWAN McGREGOR AND JAMIE ALLEN -
     Elephant love medley
11. NICOLE KIDMAN AND EWAN McGREGOR - Come what may
12. EWAN McGREGOR, JOSE FELICIANO AND JACEK KOMAN -
     El tango de Roxanne
13. RUFUS WAINWRIGHT - Complainte de la butte
14. NICOLE KIDMAN, JOHN LEGUIZAMO AND ALKA YAGNIK -
     Hindi sad diamonds
15. DAVID BOWIE AND MASSIVE ATTACK - Nature boy
16. CHRISTINA AGUILERA, LIL' KIM, MYA AND PINK -
     Lady Marmalade (Thunderpuss radio remix)



Niezwykła to płyta. Tak samo jak niezwykły jest film, którego ścieżkę dźwiękową zawiera. Kto nie oglądał "Moulin Rouge!" ten stracił tak wiele, że żadne streszczenia i opisy tego dzieła w żaden sposób mu pomóc nie mogą. Nie sposób oddać słowami niebywały koloryt, piękno i szaleństwo tego najklasyczniejszego z klasycznych w treści melodramatu, ubranego w najbardziej niezwykły i szalony kostium wizualizacji. Można jednak poczuć namiastkę tego czystego piękna słuchając muzyki z tego filmu, a słuchać jej po prostu trzeba, kiedy wyjdzie się z kina, tuż po projekcji "Moulin Rouge!". Zacznę od największej wady tego soundtracku - nie ma na tej płycie wszystkich piosenek i utworów muzycznych, jakie można usłyszeć w filmie. A wada to poważna, bo niemal każda z piosenek śpiewanych w "Moulin Rouge!" to osobny powód, żeby siąść i się zakochać w tej muzyce. Nie jest jednak tak źle, bo piosenek na tej płycie jest aż 16 i jedna piękniejsza od drugiej. Płytę rozpoczyna fragment monologu Christiana, głównego bohatera filmu, który idealnie wprost wprowadza nas w melodramatyczny nastrój filmu. Tuż po Chrisitanie na scenę wchodzi sam David Bowie, śpiewając "Nature Boy". Utwór ten - w zmienionej nieco aranżacji - kończy także film (i niejako też płytę), jednak niestety nie jest to wersja jaką można usłyszeć w filmie, a dość swobodna jej aranżacja - subtelna, smutna, wyciszona i tragiczna w swoim wyrazie, ale jednak inna niż w oryginale. Potem następuje eksplozja!

Najpierw mamy bowiem dynamiczna wersję "Lady Marmalade" w wykonaniu wszelkiej maści aktualnych gwiazd i gwiazdeczek pop - niby nic specjalnego, ale piosenka może się spodobać swoją witalnością i rytmem. Komu nie spodoba się ta wersja, może poczęstować się jej remixem, który też jest zamieszczony na płycie. Jednak to co najlepsze na tej płycie (a poniekąd też i w filmie, ale to osobna historia) to piosenki wykonane przez aktorów występujących w "Moulin Rouge!" - Nicole Kidman, Ewana McGregora i Jima Broadbenta. Doprawdy, jeszcze nigdy nie zetknąłem się z filmem, w którym tak wielkie gwiazdy (nigdy na co dzień nie związane z piosenką) zaśpiewałyby tak pięknie, tak naturalnie i z tak ogromną pasją! "Sparkling Diamonds" (w oryginale śpiewany dawno temu przez samą Marilyn Monroe) śpiewa sama Nicole Kidman i do dziś się zastanawiam, czy nie jest to najpiękniejsza piosenka tego filmu! Nieco chłodny głos aktorki jest tu zrównoważony niebywałą zmysłowością jej głosu i przyprawiony niebywałą dynamiką utworu. Można tego słuchać bez przerwy. Podobnie zresztą można powiedzieć o takich piosenkach jak "Hindi Sad Diamonds" - porażającym swoją potęgą i rozmachem instrumentalnym, czy moim ulubionym przez długi czas (a może to wciąż jest mój ulubiony kawałek?) "Elephant Love Medley". Ten ostatni to swoisty fenomen - jest to niebywale piękna kompozycja składająca się z fragmentów klasycznych przebojów muzyki pop śpiewanych przez Eltona Johna, Philla Collinsa czy Whitney Houston. To wszystko rozłożone na dwa cudowne głosy: Kidman i McGregora staje się swoistym dialogiem miłosnym, zaśpiewanym z żarem i niebywałym uczuciem. Kto nie poczuje szybszego bicia serca po tym utworze, ten nosi kamień w piersi. Obok tych monumentalnych, bogatych muzycznie utworów (typowo musicalowych można by powiedzieć, chociaż z drugiej strony - jakże bardzo jednocześnie te piosenki zrywają z tradycja klasycznego musicalu!) na płycie znajdziemy także skromniejsze w aranżacji piosenki, jednak nie mniej piękne. Szczególnie trzy z nich należy tu wyróżnić i obsypać pochlebstwami. Pierwszy z nich to niewątpliwie "Your Song", brawurowo zaśpiewana miłosna pieśń w wykonaniu Ewana McGregora. Ponoć sam Elton John (pierwotny wykonawca tej piosenki) przyznał, że szkocki aktor zaśpiewał ją znacznie lepiej niż on sam to zrobił kiedyś. To trzeba usłyszeć, bo nieczęsto spotykamy takie małe arcydzieła muzyczne. Nie mniej wspaniałym utworem jest "Come What May", kolejna piosenka, którą razem śpiewają Nicole Kidman i Ewan McGregor (czy jest w historii kina druga tak wspaniale, muzycznie dobrana para aktorów?), jednak jest to tylko i niestety swobodna aranżacja wersji, którą mogliśmy usłyszeć w kinie, jednak o dziwo - w niczym ona nie ustępuje swojej filmowej wersji, a kto wie, czy nie jest od niej ciekawsza. No i jeszcze drugi solowy popis boskiej Nicole, śpiewającej z niezwykła prostotą i żarem "One Day I'll Fly Away". Niby nic, niby bardzo prosty utwór, zaaranżowany w tradycyjny, klasyczny sposób, a nie sposób oderwać się od niego, nie sposób przestać go słuchać wciąż i wciąż, bez końca... Na koniec zostawiłem "El Tango De Roxanne" w wykonaniu naszego Jacka Komana i McGregora. Przez wielu utwór uznawany za najlepszy w tym filmie (swoją droga, jak można wybrać ten najlepszy, kiedy cała płyta jest tak wspaniała?), cały przesiąknięty czystymi emocjami, namiętnością i niemal spazmatycznym szałem miłości. Ta niesamowita przeróbka piosenki wykonywanej swego czasu przez Stinga porywa swoim hipnotyzującym rytmem, powala potęgą uczucia, zniewala swoim pięknem... Jak i cała płyta.

Nie sposób w tak krótkiej recenzji oddać całe piękno, cały urok i czar tej płyty. "Moulin Rouge!" to płyta godna wspaniałego filmu, jedna z najwspanialszych płyt jakie zdarzyło mi się w życiu usłyszeć. Karkołomne połączenie przeróżnych stylów muzycznych, najbardziej niezwykłe zestawienie aranżacji pozornie zupełnie nieprzystających do siebie artystów, które zakończyło się pełnym, olśniewającym sukcesem. Niebywała plątanina miłości, nienawiści, namiętności, rozpaczy i radości ubrana przebogatą warstwę wokalną i muzyczną. I jeszcze ten szept Satine na końcu płyty... Filmowe arcydzieło!

Ocena:
Autor recenzji: Dariusz Żak - SOLO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI