MOULIN ROUGE! - VOL. 2

MUZYKA: Craig Armstrong, różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Interscope
CZAS TRWANIA: 42:47 min.


01. YOUR SONG - Instrumental
02. NICOLE KIDMAN, JIM BROADBENT, CAROLINE O'CONNOR,
     NATALIE MENDOZA AND LARA MULCAHY
- Sparkling diamonds -
     original film version
03. NICOLE KIDMAN - One day I'll fly away - Tony Phillips remix
04. NICOLE KIDMAN, EWAN McGREGOR, JIM BROADBENT,
     JACEK KOMAN, JOHN LEGUIZAMO, GARRY MACDONALD,
     RICHARD ROXBURGH AND MATTHEW WHITTET
- The pitch
     (spectacular spectacular) - original film version
05. NICOLE KIDMAN AND EWAN McGREGOR - Come what may -
     original film version
06. JIM BROADBENT, RICHARD ROXBURGH AND
     ANTHONY WEIGH
- Like a virgin - original film version
07. AMIEL - Meet me in the red room - original film version
08. YOUR SONG - Instrumental
09. NICOLE KIDMAN, JIM BROADBENT AND ANTHONY WEIGH -
     The show must go on - original film version
10. ASCENSION / NATURE BOY
11. CLOSING CREDITS: "Bolero" - original film version



Wytwórnia Fox Music spełniła w końcu moje marzenia i wydała płytę, o której śniłem po nocach. "Moulin Rouge! vol. 2" ujrzało światło dzienne kilka miesięcy po premierze pierwszej płyty. I tak oto w moje ręce dostał się soundtrack, będący z jednej strony tym wszystkim, czego mi zabrakło na pierwszej płycie, a z drugiej strony - będący klasycznym arcydziełem! "Moulin Rouge! vol. 2" zawiera tym razem tylko 11 utworów, za to niemal wszystkie są oryginalnymi wersjami jakie można było usłyszeć w filmie - tego mi było trzeba! Płytę otwiera instrumentalna wersja "Your Song" - subtelna, delikatna, po prostu piękna. Niezwykła melodyjność tego utworu (podobnie jak i samej piosenki) pochłania słuchacza, a jej zwiewność i czar może tylko zachwycać. Jakby dla kontrastu, niewinność i czystość tego utworu skontrastowano kilka ścieżek dalej kolejną instrumentalną wersją tej piosenki, jednak tym razem ma ona ciężki, tragiczny, smutny charakter, pełen ekspresyjnego cierpienia - kto nie oglądał filmu temu trudno będzie zrozumieć znaczenie tych zmian. W ogóle - zasadniczą różnicą pomiędzy pierwszą i drugą płytą ze ścieżką dźwiękową "Moulin Rouge!" jest znaczący udział w tej drugiej utworów zwyczajnie smutnych. O ironio - są to najpiękniejsze utwory na płycie. Zresztą mogę przyznać szczerze - na tej płycie nie ma słabych utworów. Czegóż my tu bowiem nie mamy? Już na początku wita nas brawurowe wykonanie "Sparkling Diamonds" samej Nicole Kidman, oczywiście w wersji oryginalnej, prosto z filmu, oczywiście szalone, dynamiczne, pełne agresywnej pasji. Tuż po nim jakby dla gwałtownej zmiany nastroju - remix "One Day I'll Fly Away" i uwaga! - jest to remix niezwykle udany, nie odbierający piosence niczego z jej uroku, prostoty i szczerości, a jednocześnie nadający mu nieco bardziej nowoczesne, dynamiczne brzmienie. Potem jest jeszcze lepiej. Wreszcie możemy wysłuchać brawurowego "The Pitch", czyli odegranego w rytm melodii sławetnego Can-Cana Offenbacha przedstawienia dla Księcia. Tym razem możemy usłyszeć w jednej piosence niemal wszystkich aktorów grających główne role w filmie: Kidman, McGregora, Jima Broadbenta, Jacka Komana, Johna Leguizamo i Richarda Roxburgha. To niezwykle dynamiczna, niemal szalona w swym rytmie piosenka, pełna humoru i radości. I znowu mogę powiedzieć, że także jedna z moich ulubionych.

"Moulin Rouge! vol. 2" przyniósł dwa długo oczekiwane utwory, których zabrakło na poprzednim krążku: "Like A Virgin" i "The Show Must Go On" - chyba nie muszę przypominać, kto wykonywał te piosenki w oryginale? Szczególnie ta ostatnia, wykonana w filmie przez Nicole Kidman i wspaniałego Jima Broadbenta, wyróżnia się ogromną siłą, zabarwiona jest smutkiem i tragizmem. Jest jak grecki chór w antycznej tragedii, komentujący beznadziejny los bohaterów dramatu, odartych ze złudzeń i z miłości. To najbardziej wzruszająca piosenka tego filmu, nacechowana niebywałym smutkiem, przygnębiająca, a z drugiej strony - paradoksalnie pełna pasji, siły i determinacji. Cóż - Freddie Mercury zaśpiewał oryginał fenomenalnie, ale teraz musi ustąpić miejsca Kidman i Broadbentowi, którzy nadali temu utworowi nowy, świeży i dramatyczny charakter. "Moulin Rouge! vol. 2" zawiera także kolejna wersję "Come What May" - sztandarowy (oprócz "Lady Marmalade") przebój tego filmu, do którego teledysk można było swego czasu obejrzeć w telewizji. Tym razem jest to wersja oryginalna, jaką można było usłyszeć w filmie. Smutna, miłosna pieśń wykonywana przez dwoje głównych bohaterów jest jak zwykle piękna, jak zwykle chwytająca za serce. Doprawdy, nie chcę się powtarzać, ale jest to dzieło przeogromnej urody i czaru, które słuchać można bez końca... Na tle tych wszystkich klasycznych w swoim charakterze utworów, dość ciekawym i nie mniej pięknym jest "Meet Me In The Red Room", którego fragment można usłyszeć w filmie przez krótki moment, a który przesłuchany w całości okazuje się prawdziwą perełką. Zadziorny, pełen wigoru, zaśpiewany dość niezwykłym, zalotnym i uwodzicielskim głosem Amiel stał się dla mnie prawdziwym objawieniem i największym zaskoczeniem tej płyty. Szkoda tylko, że nie został w całości wykorzystany w filmie, bo wart był tego... Druga część soundtracku do najlepszego musicalu wszechczasów przyniosła wreszcie tak długo wyczekiwane "Bolero", czyli temat muzyczny jaki można usłyszeć w czasie napisów końcowych. Ta niebywale prosta w swojej konstrukcji i aranżacji muzycznej melodia jest prawdziwym klejnotem zwieńczającym całość arcydzieła. Z początku smutna i delikatna, z czasem nabiera potęgi i mocy, stając się na koniec dynamicznym, "wściekłym" i jednocześnie dramatycznym utworem, który nie pozwala wyjść z kina, który zmusza do refleksji, do okiełznania uczuć rozbudzonych przez film właśnie tu i teraz! Niezwykły i zwyczajnie piękny utwór. Szkoda wielka, że oprócz "Bolero" na płycie znalazł się tylko jeden dodatkowy utwór czysto instrumentalny, będący fragmentem oryginalnej partytury. Jest to "Ascension", czyli ilustracja muzyczna towarzysząca ostatnim chwilom Satine... Utwór boleśnie piękny, niemal żałobny... Nie ma sensu o nim pisać, bo trzeba go po prostu wysłuchać. Co istotne, wreszcie możemy usłyszeć "Nature Boy" w oryginalnym, filmowym wykonaniu Johna Leguizamo, która to piosenka jest wpleciona właśnie w owo piękne "Ascension". "Moulin Rouge! vol. 2" to płyta perfekcyjna, kompletna. W przeciwieństwie do swej poprzedniczki nie ma na niej zbędnego utworu (albowiem w "Moulin Rouge!" znalazły by się 2-3 piosenki/remixy, bez których ta płyta mogłaby się spokojnie obejść), nie ma na niej muzyki, wobec której można być obojętnym. Ta płyta to perfekcyjnie uzupełnienie pierwszego soundtracku "Moulin Rouge!", na którym znalazłem wreszcie te wszystkie piosenki i utwory, na które czekałem tak długo i o których śniłem po nocach. Jest to płyta przemyślana, starannie ułożona, której nigdy nie można mieć dosyć, którą można słuchać codziennie.

Nie potrafię w tej chwili porównać obu płyt i wybrać tę najlepszą. Nie da się tego zrobić i nie wolno tego robić. Obie płyty są całością, perfekcyjnym kompletem, który ofiarowuje nam najpiękniejsze piosenki jakie stworzyło w swojej historii kino. Niezwykłe, zaskakujące aranżacje najsłynniejszych przebojów muzyki rockowej i pop, w wykonaniu niezwykle szczerych i naturalnych w swoim brzmieniu wykonawców nabierają nowej, wspaniałej, niemal szokującej jakości, która stawia na głowie to wszystko z czym kojarzyły się nam do tej pory piosenki filmowe. Dla mnie to arcydzieło, dla mnie to geniusz...

Ocena:
Autor recenzji: Dariusz Żak - SOLO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI