COME WHAT MAY (MOULIN ROUGE !)

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Interscope
CZAS TRWANIA: 21:04 min.


1. NICOLE KIDMAN AND EWAN McGREGOR - Come what may -
    Josh G. Abrahams remix
2. NICOLE KIDMAN AND EWAN McGREGOR - Come what may -
    David Foster album version
3. LADY MARMALADE - THUNDERPUSS THUNDERDUB
4. ELEPHANT LOVE MEDLEY - INSTRUMENTAL / KARAOKE MIX



Swoistą ciekawostką wydawniczą jest płyta "Come What May", będąca interesującym wydaniem czterech utworów z filmu. Można ją chyba uznać za swego rodzaju singiel promujący muzykę z "Moulin Rouge!" jak i sam film. Płyta zawiera ledwie cztery utwory: dwie wersje "Come What May", "Lady Marmalade" i instrumentalny podkład pod utwór "Elephant Love Medley". Muszę przyznać, że byłem ogromnie zaskoczony, gdy spostrzegłem tę płytę na sklepowej półce. Pamiętam, że od kilku tygodni byłem pod silnym oddziaływaniem samego filmu i oczywiście pochodzącej z niego muzyki, tak więc nie zastanawiając się ani chwili kupiłem i to wydanie. I nie pożałowałem, choć "Come What May" daleko do oficjalnych soundtracków z tego cudnego filmu. O ile drugi na płycie utwór "Come What May" jest identyczny z tym, który możemy znaleźć na pierwszym soundtracku (a przypominam, że jest to prześliczna piosenka!) z "Moulin Rouge!", to ścieżka numer 1 na płycie zawiera specjalną, nieco dyskotekową w swym charakterze wersję tej piosenki, a którą można było swego czasu usłyszeć wraz z teledyskiem promującym film. Całkiem zgrabne brzmienie, ale ja i tak wolę oryginalną wersję. Żeby jednak nie było zbyt miło, na płycie pojawia się zmiksowany "Lady Marmalade" i to jest prawdziwy koszmarek. Łomoczące techno (a może dance), które nijak ma się do oryginału (który jakimś arcydziełem nigdy nie był), nie wspominając już o samym filmie. Gdy słucham tę płytę, szerokim łukiem omijam to "dzieło". Na koniec zdecydowanie warto wspomnieć o ostatnim utworze płyty, czyli instrumentalnej wersji "Elephant Love Medley", czyli chyba najpiękniejszej piosenki filmu. Ciekawostką jest fakt, że jest to po prostu podkład muzyczny do tej piosenki, taki jaki można usłyszeć w filmie. Nigdy bym nie przypuszczał, że sama warstwa instrumentalna tego utworu jest tak skomplikowana i jednocześnie tak piękna... Idealnie nadaje się do tego... żeby pośpiewać sobie w domu. Jednak odradzam, bo oryginał jest szokująco ładniejszy i nie należy sobie w końcu psuć humoru (gdy porówna się wykonanie własne i filmowe)... "Come What May" to interesująca płyta, o charakterze nieco kolekcjonerskim i promocyjnym. Poza fatalnym "Lady Marmalade" mamy tu najlepsze tematy i piosenki z filmu, a te jak wiadomo - można słuchać bez końca.

Ocena:
Autor recenzji: Dariusz Żak - SOLO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI