MUMMY, THE

MUZYKA: Jerry Goldsmith
ROK PRODUKCJI: 1997
WYTWÓRNIA: Decca
CZAS TRWANIA: 57:46 min.


01. IMHOTEP
02. THE SARCOPHAGUS
03. TUAREG ATTACK
04. GIZA PORT
05. NIGHT BOARDERS
06. THE CARAVAN
07. CAMEL RACE
08. THE CRYPT
09. MUMIA ATTACK
10. DISCOVERIES
11. MY FAVORITE PLAGUE
12. CROWD CONTROL
13. REBIRTH
14. THE MUMMY
15. THE SAND VOLCANO



Pamiętam, że jedyne co mnie zaintrygowało i przykuło moją uwagę w odniesieniu do filmu "The Mummy", to sam wstęp... Niesamowite intro o najwyższym kapłanie Ozyrysa - Imhotepie - romansującym z żoną faraona Setiego. Cała historia kończy się zamordowaniem panującego faraona i nałożeniem na Imhotepa najstraszniejszej z możliwych, jeszcze nie stosowanej kary - mumifikacji za życia oraz obarczenie okrutną klątwą. Później akcja przenosi się w czasy bliższe teraźniejszości, a film w miarę zbliżania się ku końcowi staje się coraz gorszy... Nie ma to jednak na całe szczęście żadnego przełożenia na muzykę, a ścieżka dźwiękowa z tego filmu od samego początku do samego końca jest bardzo dobra i konsekwentnie trzyma określony poziom. Całość zaczyna się podobnie jak przebieg fabuły - niezwykle niespokojnie, niezwykłym tematem scenicznym "Imhotep", który jest prawdziwym popisem orkiestry wykonującej muzykę. Doprawdy nie ma sensu aby opisywać kolejno każdy utwór, ponieważ każda z nich reprezentuje stosunkowo wysoki poziom, a wszystkie mają jeden niezaprzeczalny plus: doskonały charakter i niesamowity wprost klimat - czasami intrygujący, czasami ponury, mistyczny... Jerry Goldsmith znakomicie, stopniowo buduje napięcie poprzez niezwykłą ekspresję spowodowaną nagłą, a czasami nawet gwałtowną zmianą brzmienia, przyciszaniem bądź zniżaniem dźwięku, rewelacyjnymi sekwencjami smyczkowymi, nieprawdopodobnym wprost dynamizmem i nieustannym elementem zaskoczenia. Tutaj nawet pojawiające się gdzieniegdzie chórki nie są potrzebne, aby właściwie spotęgować nie tylko złowrogie uczucie niepokoju, ale także całą lawinę emocji zupełnie innego pokroju. Wszystko to sprawia, że zapoznając się z tą ilustracją nigdy tak do końca nie możemy być pewni czego się spodziewać, ponieważ muzyka dosłownie w każdej chwili może nas zaskoczyć... Ponadto wykorzystane instrumentarium, odpowiednio przy tym stylizowane brzmieniowo, nadaje całej narracji wymaganej, specyficznej autentyczności.

Jerry Goldsmith stworzył bardzo dobry podkład muzyczny do dość przeciętnego filmu. Nie był mu do tego potrzebny nawet żaden charakterystyczny motyw przewodni, ponieważ wszystkie tematy konsekwentnie utrzymują wysoki poziom, a ich specyficzność całkowicie eliminuje słabsze ustępy.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI