MUMMY RETURNS, THE

MUZYKA: Alan Silvestri
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Decca
CZAS TRWANIA: 73:26 min.


01. THE LEGEND OF THE SCORPION KING
02. SCORPION SHOES
03. IMHOTEP UNEARTHED
04. JUST AN OASIS
05. BRACELET AWAKENS
06. EVY KIDNAPPED
07. RICK'S TATOO
08. IMHOTEP REBORN
09. MY FIRST BUS RIDE
10. THE MUSHY PART
11. A GIFT AND A CURSE
12. MEDJAI COMMANDERS
13. EVY REMEMBERS
14. SANDCASTLES
15. WE'RE IN TROUBLE
16. PYGMY ATTACK
17. COME BACK EVY
18. THE MUMMY RETURNS
19. FOREVER MAY NOT BE LONG ENOUGH - LIVE



Podobnie jak w części pierwszej moją uwagę zwróciło przede wszystkim niesamowite intro - 5 tysięcy lat temu żołnierze Króla Skorpiona stanęli do walki przeciwko Wielkiej Armii, z którą wcześniej nikt nie śmiał nawet konkurować. Po 7-miu latach wojny, armia Króla Skorpiona została pokonana i wraz z nim samym wygnana na świętą pustynię Ahn Shere. Na palącym słońcu jego wojownicy umierali jeden po drugim, aż wreszcie Skorpion jako jedyny pozostały przy życiu zawarł układ z bogiem zmarłych - Anubisem. W zamian za własną duszę, mógł pokonać swoich dawnych wrogów stając na czele jego armii i niszcząc wszystko co stanęło im na drodze. Kiedy jego dzieło zostało skończone, Anubis zmusił Króla Skorpiona aby ten służył mu po wieczne czasy, a jego Armia powróciła do piasku skąd przybyła... I właściwie nie byłoby problemu, gdyby nie pewien istotny fakt - w czasach bliskich teraźniejszości straszliwa armia Anubisa ma przebudzić się ponownie...

W poprzedniej części dalszy ciąg filmu był jeszcze do obejrzenia, a w skrajnych przypadkach mógł się nawet podobać. Niestety tutaj dla odmiany wszystko wygląda już znacznie gorzej. Jeśli chodzi o samą muzykę to na tym polu na szczęście niewiele się zmieniło. Pomimo tego, że autorem podkładu został tym razem Alan Silvestri, ponownie dostajemy kompozycję na bardzo wysokim poziomie, a całość jest analogiczna konstrukcyjnie (jedynie lekko spokojniejsza) do pierwszej ilustracji - brak charakterystycznego tematu przewodniego, odpowiednio stylizowane instrumentarium, egipskie chóry oraz co niezwykle istotne - nieustanne zmiany tonacji oraz brzmienia, pociagające za sobą wymaganą ekspresję. Po raz kolejny dominuje ogromny dynamizm, patos, element zaskoczenia, a także ponury, mistyczny charakter. Ponadto podkład muzyczny uwzględnia również swego rodzaju tematy miłosne, choć ich rola w przekroju całości jest tylko fragmentalna i nie mają one jakiegoś większego znaczenia. Ilustracja jest więc składową akcji, pewnych elementów grozy, suspensu oraz przygody i kina fantasy... Alan Silvestri porusza się w tych obszarach równie skutecznie jak Jerry Goldsmith. Odnosząc się do poprzedniej kompozycji muzyka nie zyskała żadnych dodatkowych atutów, ale też na całe szczęście żadnych z nich nie straciła.

Obie monumentalne narracje sceniczne, zarówno "The Mummy" Jerry'ego Goldsmith'a, jak i "The Mummy Returns" Alan'a Silvestri są do siebie bardzo podobne i trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, która z nich zdecydowanie lepszą kompozycją... Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak przyznać tę samą ocenę.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI