
MUMMY RETURNS, THE
MUZYKA: Alan Silvestri ROK PRODUKCJI: 2001 WYTWÓRNIA: Decca CZAS TRWANIA: 73:26 min.
Podobnie jak w części pierwszej moją uwagę zwróciło przede wszystkim niesamowite intro - 5 tysięcy lat temu żołnierze Króla Skorpiona stanęli do walki przeciwko Wielkiej Armii, z którą wcześniej nikt nie śmiał nawet konkurować. Po 7-miu latach wojny, armia Króla Skorpiona została pokonana i wraz z nim samym wygnana na świętą pustynię Ahn Shere. Na palącym słońcu jego wojownicy umierali jeden po drugim, aż wreszcie Skorpion jako jedyny pozostały przy życiu zawarł układ z bogiem zmarłych - Anubisem. W zamian za własną duszę, mógł pokonać swoich dawnych wrogów stając na czele jego armii i niszcząc wszystko co stanęło im na drodze. Kiedy jego dzieło zostało skończone, Anubis zmusił Króla Skorpiona aby ten służył mu po wieczne czasy, a jego Armia powróciła do piasku skąd przybyła... I właściwie nie byłoby problemu, gdyby nie pewien istotny fakt - w czasach bliskich teraźniejszości straszliwa armia Anubisa ma przebudzić się ponownie... W poprzedniej części dalszy ciąg filmu był jeszcze do obejrzenia, a w skrajnych przypadkach mógł się nawet podobać. Niestety tutaj dla odmiany wszystko wygląda już znacznie gorzej. Jeśli chodzi o samą muzykę to na tym polu na szczęście niewiele się zmieniło. Pomimo tego, że autorem podkładu został tym razem Alan Silvestri, ponownie dostajemy kompozycję na bardzo wysokim poziomie, a całość jest analogiczna konstrukcyjnie (jedynie lekko spokojniejsza) do pierwszej ilustracji - brak charakterystycznego tematu przewodniego, odpowiednio stylizowane instrumentarium, egipskie chóry oraz co niezwykle istotne - nieustanne zmiany tonacji oraz brzmienia, pociagające za sobą wymaganą ekspresję. Po raz kolejny dominuje ogromny dynamizm, patos, element zaskoczenia, a także ponury, mistyczny charakter. Ponadto podkład muzyczny uwzględnia również swego rodzaju tematy miłosne, choć ich rola w przekroju całości jest tylko fragmentalna i nie mają one jakiegoś większego znaczenia. Ilustracja jest więc składową akcji, pewnych elementów grozy, suspensu oraz przygody i kina fantasy... Alan Silvestri porusza się w tych obszarach równie skutecznie jak Jerry Goldsmith. Odnosząc się do poprzedniej kompozycji muzyka nie zyskała żadnych dodatkowych atutów, ale też na całe szczęście żadnych z nich nie straciła. Obie monumentalne narracje sceniczne, zarówno "The Mummy" Jerry'ego Goldsmith'a, jak i "The Mummy Returns" Alan'a Silvestri są do siebie bardzo podobne i trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, która z nich zdecydowanie lepszą kompozycją... Tak więc nie pozostaje mi nic innego jak przyznać tę samą ocenę. |
![]() |
|
![]() |