
NATIONAL TREASURE
MUZYKA: Trevor Rabin ROK PRODUKCJI: 2004 WYTWÓRNIA: Walt Disney Records CZAS TRWANIA: 38:45 min.
"National Treasure" to przygodowe kino akcji, gatunkowo zbliżone do takich tytułów jak trylogia "Indiana Jones" (podkreślam - gatunkowo, nie jakościowo) czy dwie części "Tomb Raidera". Aktualnie jest to taki mały przebój w Stanach Zjednoczonych, który aż 3 razy znalazł się na pierwszym miejscy notowań box-office. W roli głównej Nicolas Cage, który szuka w Ameryce zaginionego skarbu Templariuszy, ukrytego przez Masonów ćwierć tysiąca lat temu. Co ciekawe - na początek musi ukraść deklarację niepodległości USA (ech), która zawiera mapę ukrycia skarbu (jeszcze większe ech ;) Brzmi nieco naiwnie, jednak Amerykanie słyną z takich właśnie opowiastek. Muzyką do tego obrazu zajął się Trevor Rabin. Dawno nie słuchałem jakiejś nowej ścieżki pana Rabina. Ostatnio był to "Szósty Dzień" z Arnoldem Schwarzeneggerem, z 2001 roku (nawiasem mówiąc dobra ścieżka). Wprawdzie nie tak dawno obejrzałem drugą część "Bad Boys" okraszoną właśnie muzyką tego kompozytora, jednak oficjalny score do tej pory nie ujrzał światła dziennego, a bootleg dostać bardzo trudno (jednak wciąż mam nadzieję go przesłuchać...). Czekam, aż w me ręce wpadnie najnowsza odsłona "Egzorcysty" i podkład muzyczny z niego, a w międzyczasie miałem okazję zapoznać się dokładnie (czytajcie: wielokrotnie) ze ścieżką dźwiękową do "National Treasure". Za co lubię Trevora Rabina? Wielokrotnie to podkreślałem i podkreślać będę, że za styl. Ten bardzo charakterystyczny, elektroniczny, gitarowy styl, po którym można z niebywałą łatwością rozpoznać twórczość tego pana. Zakochałem się w geniuszu, potędze i mistrzostwie kompozycji do "Armageddon", uwielbiam motywy z "Piekielnej Głębi" i z "Szóstego Dnia". Poruszyła mnie dynamiczna, drapieżna kompozycja z "60 Sekund" oraz ta spokojniejsza, z "Wroga Publicznego". O świetnym "Con Air" już nawet nie wspominam. Jedynie "The One" z Jetem Li w roli głównej nie wzbudził we mnie większych emocji i nie zelektryzował do ponownego, wielokrotnego przesłuchania płyty, co nie zmienia faktu, że każdą kolejną pracę Trevora Rabina pochłaniam z nieskrywaną przyjemnością. "National Treasure" to swoisty powrót do korzeni. To ścieżka, która muzycznie przypomina mi inną produkcję z Nicolasem Cagem, a mowa tutaj o "Gone In 60 Seconds". Czyli znów jest bardzo elektronicznie, z szybkim, drapieżnym motywem przewodnim, powodującym przyspieszone bicie serca i wzrost adrenaliny w żyłach. Motywem będącym podstawą całej kompozycji, a przewijającym się przez takie utwory jak "National Treasure Suite", "The Chase", "Foot Chase" i jeszcze inne (wymienionych kawałków słucham raczej na okrągło :) Nie brakuje rzecz jasna fragmentów cichszych i spokojniejszych oraz - jak na taką produkcję przystało, biorąc pod uwagę scenariusz i fabułę - tych przesyconych patriotyzmem (vide "Declaration of Indepedence"). Jednak nawet te naładowane pewną dawką pompatyczności kawałki potrafią zaciekawić i zwrócić na siebie uwagę - Trevor Rabin nadaje nachalnemu, banalnemu i często pustemu amerykańskiemu patriotyzmowi koloryt i nawet tak drażniący dla niektórych temat okrasza umiejętną kompozycją, której słucha się naprawdę przyjemnie. W jakim miejscu poznanej przeze mnie twórczości tego kompozytora postawić partyturę z "National Treasure"? Na pewno na pierwszym miejscu niepodzielnie rządzi "Armageddon" i z pewnością długo nic tego nie zmieni. Recenzowany soundtrack postawiłbym zatem lekko za "Con Air", "Gone In 60 Seconds", może na równi z "Deep Blue Sea", "The 6th Day" czy "Enemy Of The State", aczkolwiek zachowując nieco dystansu ocenowego do wymienionych pozycji i wystawiając niecałą czwórkę, czyli 3,5 gwiazdki - bo mimo wszystko nie jest to nic oryginalnego czy nowatorskiego w filmografii Rabina. Jednak niewątpliwie - jak już pisałem - jest to powrót do korzeni, do elektryzującej kompozycji, która panu Trevorowi wychodzi po prostu najlepiej. To stary, dobry Trevor Rabin, którego słucha się po prostu przyjemnie i można ów soundtrack śmiało polecić. |
![]() |
|
![]() |