NIGHT AT THE MUSEUM

MUZYKA: Alan Silvestri
ROK PRODUKCJI: 2006
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum
CZAS TRWANIA: 53:22 min.


01. NIGHT AT THE MUSEUM
02. ONE OF THOSE DAYS
03. AN ORDINARY GUY?
04. TOUR OF THE MUSEUM
05. CIVIL WAR SOLDIERS
06. OUT OF AFRICA
07. MEET DEXTER
08. MAYAN WARRIORS
09. WHERE'S REXY?
10. WEST FROM AFRICA
11. THE IRON HORSE
12. SAVED BY TEDDY
13. TABLET OF AKMENRAH
14. TRACKING, DEAR BOY
15. SOME MEN ARE BORN GREAT
16. SUNRISE
17. STUDY UP ON HISTORY
18. TEDDY LIKES SACAGAWEA
19. TEARING LIMBS
20. CAVEMAN ON FIRE
21. OUTRUN THE SUN
22. SHOW YOU WHAT I DO
23. TABLET'S GONE
24. THEODORE ROOSEVELT AT YOUR SERVICE
25. THIS IS YOUR MOMENT
26. RALLY THE TROOPS
27. TREE TAKE DOWN
28. CECIL'S ESCAPE
29. STAGE COACH
30. TEDDY IN TWO
31. CAB RIDE
32. BIG FAN
33. HEROES RETURN
34. A GREAT MAN
35. FULL HOUSE



Kino familijne rządzi się swoimi własnymi prawami. Unikanie schematów i oryginalność zdecydowanie nie jest jednym z nich. Liczy się przede wszystkim świetna zabawa i morał, który nieco pogłębi oglądaną historię. W przypadku całej reszty wszelkie chwyty są dozwolone. Nie obowiązuje jedność miejsca ani czasu, prawa fizyki są tylko po to, żeby je łamać, a magia jest na porządku dziennym. Tylko w kinie familijnym możemy zobaczyć prezydenta USA walczącego z T-Rexem i Attylą czy Neandertalczyków podpalających muzeum. A dokładniej, pojawia się to wszystko w filmie "Noc w muzeum". Jest to obraz w wielkim skrócie opowiadający o losach nocnego strażnika w muzeum historii naturalnej - Larry'ego Daleya granego przez Bena Stillera - który przypadkowo uwalnia pewną starożytną klątwę. Sprawia ona, że nocą ożywają zgromadzone w muzeum eksponaty, a wśród nich: szkielety dinozaurów, wypchane prehistoryczne zwierzęta, miniatury ukazujące wielkie, historyczne bitwy i figury przedstawiające słynne postacie. "Noc w muzeum", ku zaskoczeniu wielu krytyków, zyskała ogromną popularność, stając się w USA jednym z najbardziej kasowych filmów roku 2006.

Muzyką do tego obrazu zajął się Alan Silvestri, jednak nie był on jedynym kompozytorem zaangażowanym do tego projektu. Otóż początkowo reżyserią "Nocy w muzeum" miał zająć się Stephen Sommers - twórca między innymi "Van Helsinga" i "The Mummy Returns", do których muzykę pisał Alan Silvestri. Dlatego też to właśnie ten kompozytor był brany pod uwagę w pierwszej kolejności. Jednak z czasem okazało się, że Sommers z powodu innych projektów nie zdoła zająć się "Nocą..." i projekt przejął Shawn Levy. Wraz z nim pojawił się też nowy kompozytor - John Ottman, twórca niedawnego "Superman Returns". Ku zaskoczeniu wszystkich, Ottman na kilka miesięcy przez premierą filmu zrezygnował z tego projektu i do pracy powrócił właśnie Alan Silvestri, który miał zaledwie kilka tygodni na napisanie i nagranie blisko godziny muzyki. Właśnie tej muzyki, która niemal w całości pojawiła się na wydanej przez Varese Sarabande płycie.

"Noc w muzeum" to typowy film familijny, oferujący świetną rozrywkę i nie obciążający zbytnio szarych komórek. W tego typu kinie muzyka jest zazwyczaj ściśle podporządkowana obrazowi. Pojęcie Mickey Mousingu jest tutaj niestety obowiązujące. Większość kompozycji to bardzo krótkie fragmenty, ilustrujące w filmie pewne wydarzenia i nadające im odpowiedniej mocy. Mniej jest tutaj kreowania odpowiedniego klimatu, a więcej dosłownego komentowania tego, co dzieje się na ekranie. Silvestri w takich fragmentach popada często w rutynę. Nie jest to zbyt twórczy rodzaj muzyki, toteż niewiele można w takich momentach od kompozytora oczekiwać. Niemniej podobieństwa do "Powrotu Mumii" czy chociażby "Lilo i Stich" są bardzo zauważalne i wręcz natrętne. Podobnie rzecz ma się z muzyką akcji, której tutaj oczywiście nie brakuje. W znacznej części polega ona na istnej ścianie dźwięku, na której można znaleźć dźwiękowe wizytówki z innych dokonań Alana Silvestri - od nieco orientalnych, ale masywnych brzmień "Powrotu Mumii", aż po Dziki Zachód znany z "Powrotu do przyszłości III". Z kolei bardziej liryczne i magiczne klimaty zdają się być odniesieniem do Jamesa Newtona Howarda i jego genialnego "Atlantis: The Lost Empire". Mamy tutaj bardzo podobne wykorzystanie chórów, czelesty i delikatnych smyczków - jak chociażby w "Tour Of The Museum".

Płyta jak na tego typu muzykę jest dość długa i nużąca. Mimo, że nieustannie coś się tutaj dzieje, to po przesłuchaniu kilku początkowych kompozycji zwyczajnie traci się zainteresowanie. Wszystkie te masywne dźwięki oprawione w naprawdę dobre orkiestracje zaczynają po prostu męczyć i dotrwanie do końca krążka wydaje się niebanalnym zadaniem. Trzeba jednak przyznać, że płyta zaczyna się bardzo dobrze. Już w pierwszym utworze można usłyszeć świetny i niezwykle chwytliwy temat, który daje nadzieję na naprawdę zjawiskową ścieżkę dźwiękową. Jest to prosta i nieco musicalowa melodia, pod którą aż chce się podłożyć jakieś słowa w wykonaniu męskiego chóru. Niestety dalej możemy usłyszeć tylko jej strzępy, które przewijają się gdzieś w muzyce akcji. Wielka szkoda.

Kiedy po raz pierwszy przesłuchałem tę płytę w całości, od razu nasunęło mi się skojarzenie ze "Strasznym domem" Douglasa Pipesa. Tutaj także mamy mnóstwo krótkich utworów o czasami skrajnie różnej charakterystyce i ogromną ilość Mickey Mousingu, który jest funkcjonalny jedynie w połączeniu z obrazem. Pojawia się też wielka orkiestra, chóry i subtelna elektronika. Niemniej jednak dzieło Alana Silvestri wydaje mi się ciut lepsze. Można wyczuć, że dysponuje on o wiele większym warsztatem, doświadczeniem i wyrachowaniem. Fantazyjne, nieco jazzujące wstawki przeplatane klasyczną muzyką akcji wskazują na to, że mamy do czynienia z naprawdę dobrym i utalentowanym kompozytorem. Niestety forma, w jakiej podano nam jego dzieło sprawia, że nie słucha się tego z jakąś wielką przyjemnością, a zaledwie kilka kompozycji zwraca na siebie uwagę.

Ocena:
Autor recenzji: Łukasz Waligórski
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI