
NIGHTMARE BEFORE CHRISTMAS, THE
MUZYKA: Danny Elfman ROK PRODUKCJI: 1993 WYTWÓRNIA: Disney Records CZAS TRWANIA: 61:08 min.
"The Nightmare Before Christmas" Tima Burtona to film dość niesamowity. Jakby kukiełkowe przedstawienie utrzymane w konwencji musicalu. Bohaterowie śpiewając opowiadają swoją historię, swoje uczucia. Świetnie wykreowane postacie, wspaniała sceneria i typowy, Burtonowski klimat całości (znajdzie się tu kilka nawiązań do filmów tego reżysera). Kto chce poczytać więcej na temat tego rewelacyjnego filmu - zapraszam do recenzji na naszej stronie. Znajdowała się ona niegdyś w dziale "Filmy trudniejsze do zdobycia" - do takich niestety produkcja ta się zalicza. Wielka szkoda, że nie jest bardziej spopularyzowana... Mamy tutaj okazję podziwiać po raz kolejny wspaniały duet "w akcji" - Tim Burton i Danny Elfman. To, że ten drugi jest jednym z moich ulubionych kompozytorów i według mnie jednym z najlepszych - z pewnością zauważyli Ci, którzy czytali większość moich recenzji soundtracków w tym dziale. Kto zna i kocha jego styl, tego ścieżka dźwiękowa z "The Nightmare Before Christmas" zauroczy totalnie i wgniecie w fotel! I nie mówię tutaj o wspaniałej jak zwykle, Efmanowskiej linii melodycznej, ale o wszystkich piosenkach, które kompozytor ten skomponował i w filmie... zaśpiewał! Tak, to nie żart! A trzeba przyznać, że owe piosenki są kapitalne, niesamowite w brzmieniu, wręcz cudowne i olśniewające. Co jak co, ale od tej strony pana Elfmana nie znałem. Oczywiście nie wszystkie piosenki śpiewa kompozytor - właściwie to podczas ich śpiewania podkłada głos głównemu bohaterowi - Jackowi, a oprócz tego Barrelowi oraz Klaunowi (trzeba przyznać, że potrafi człowiek świetnie zmieniać głos ;). Cała ścieżka i właściwie film to głównie piosenki - na płycie przeplatane świetnymi kompozycjami. A co do piosenek - są one niesamowicie melodyczne i rewelacyjnie zaśpiewane, kapitalny jest tekst - idealnie dobrany, dużo tu śmiesznych, humorystycznych zwrotów, wszystko pięknie się rymuje. Osoby, które dobrze znają angielski nie raz się uśmiechną podczas słuchania piosenek. Pierwszą z nich jest "This is Halloween", w której bohaterowie przedstawiają siebie i swoje miasteczko Halloween. "Jack's Lament" to oczywiście lamentowanie głównego bohatera nad nużącym powtarzaniem tego samego każdego roku. Potem mamy wesołe "What's This?", z momentu, gdy Jack trafia do miasteczka Bożonarodzeniowego. "Town Meeting Song" to tłumaczenie mieszkańcom miasteczka Halloween na czym polegają Święta, a "Jack's Obsesion" to próba zrozumienia natury Świąt przez głównego bohatera. "Kidnap the Sandy Claws" to zdecydowanie jedna z najlepszych piosenek w całym filmie - śpiewana przez trzech urwisów (Lock, Shock and Barrel). A śpiewając zastanawiają się, jak by tu porwać św. Mikołaja i co później mu zrobić :) "Making Christmas" to piosenka śpiewana przez mieszkańców Halloween podczas przygotowywania się do Świąt, a "Oogie Boogie's Song" to utwór śpiewany przez potwora o takim właśnie imieniu. Jest to piosenka w jazzowym stylu - podobnie jak niektóre fragmenty całości. Widać, że pan Elfman lubi maczać palce w tym stylu muzycznym, co widać choćby po jego najnowszej kompozycji - do musicalu "Chicago". "Sally's Song" to prześliczny, liryczny utwór wyśpiewany przez jedną z bohaterek filmu - bardzo dramatyczny, smutny, tragiczny... i jednocześnie niesamowicie piękny! Jednym słowem - arcydzieło. "Poor Jack" to kolejny lament Jack'a, tym razem po zestrzeleniu nad miasteczkiem Bożonarodzeniowym. "Finale Reprise" to ostatni śpiewany utwór - zarówno w filmie jak i na płycie. Szczególnie jego druga połowa jest śliczna, to właściwie to samo co "Sally's Song". Zbierając w całość to, co napisałem o piosenkach - powtórzę raz jeszcze: wszystkie są naprawdę fantastyczne, działają jak narkotyk - po ściągnięciu wszystkich tekstów do nich (są stosunkowo łatwe do odnalezienia w internecie - teksty, nie piosenki ;) zdarzało się, że po prostu słuchałem i... śpiewałem pod nosem wspólnie z bohaterami filmu! A nierzadko nuciłem sam ich podkład, jakże genialną melodię. Zostaje jeszcze sama muzyka instrumentalna - ale jest to właściwie to samo, co w piosenkach - tyle, że bez słów. Szczególnie polecam utwór "Overture" (pierwszy na soundtracku) - jest to krótka kompilacja, zawierająca najlepsze fragmenty całości. Jakby przedsmak tego, co czeka nas podczas słuchania. Po tym utworze jest monolog narratora wprowadzający widzów do opowieści (czyta sam Patrick Stewart), a słuchaczy - do ponad godziny cudownej muzyki. Jednak jeszcze bardziej niż "Overture" polecam utwór płytę zamykający - "End Titles". To również kompilacja najlepszych fragmentów melodii, z tym, że o wiele dłuższa, jeszcze lepsza, z genialnymi przejściami z jednego motywu do drugiego. Przed ostatnim utworem narrator (ponownie Patrick Stewart) tym razem zamyka całą opowieść. Olbrzymia różnorodność, bogactwo instrumentów i przeróżnych dźwięków, tzw. "power", kapitalna "składnia" całości, wszelkie aranżacje - oto walory tej ścieżki. Walory godne miana arcydzieła muzycznego. To, co robi Danny Elfman jest w tym przypadku wręcz niewiarygodne - poprzez muzykę bawi się. Bawi się konwencją musicalu, a zaprawdę wszystko zarówno w filmie jak i na płycie cieszy ucho słuchacza - w każdej możliwej chwili. Wielka szkoda, że zarówno film jak i muzyka z niego są w Polsce mało znane. A na koniec mogę śmiało oświadczyć, że ścieżka dźwiękowa z "The Nightmare Before Christmas" to obok "Batmana", "Batman Returns" i "Beetlejuice" najlepsza muzyka, jaką skomponował Danny Elfman. Ocena - oczywiście najwyższa. Bo jeśli 5 gwiazdek nie należy się takim właśnie ścieżkom - no to w takim razie pytam: jakim...? Poniżej dwa inne wydania - po lewej wersja francuska (wytwórnia WDR), po prawej - niemiecka (wytwórnia Edel).
|
![]() |
|
![]() |