
NIKITA (LA FEMME NIKITA)
MUZYKA: Eric Serra ROK PRODUKCJI: 1991 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Virgin CZAS TRWANIA: 54:00 min.
Eric Serra - autor muzyki do większości filmów Luca Bessona - stworzył score bardzo charakterystyczny dla siebie sposób, jednakże jest to wg mnie jedno z mroczniejszych dzieł (niestety, nie było mi dane słyszeć wszystkich jego dokonań). Całość jest posępna, zła, niebezpieczna i tajemnicza - zupełnie, jak film. Zaczyna się od mocnego wejścia "Rico's Gang Suicide" z początku obrazu i od razu powiem, że jest to jeden z lepszych kawałków na płycie, a już na pewno jeden z dwóch kojarzonych niezaprzeczalnie z tym filmem. Potem mamy dwa spokojniejsze utwory, które jednak są dość mroczne. Takie jest również "The Sentence", które jednakże w drugiej części za pomocą gitary i perkusji nabiera tempa. "Paradise?" znowu jest spokojny, co doskonale współgra z "Failed Escape", które poza zdecydowanym i trzymającym w napięciu rytmem jest także nieco radosny, a nawet można traktować go jako swoistą grę, tudzież zabawę. Potem mamy, zgodnie z tym, co dzieje się na ekranie, swobodniejszą i radośniejszą część płyty, podczas której słyszymy kolejny charakterystyczny dla filmu kawałek - "Learning Time". Bardzo przyjemny fragment, który kończy się wraz z "First Night Out". Dalej mamy, najlepszy według mnie i najbardziej charakterystyczny utwór filmu: "NPOKMOP". Szybki, mocny i po prostu rewelacyjny kawałek. Następne dwa numery to spokojne, praktycznie miłosne motywy. Ten pierwszy oparty jest głównie na fortepianie, ten drugi wykorzystuje jedne z ulubionych instrumentów Serry, czyli gitarę, perkusję i saksofon. Obu słucha się naprawdę doskonale. W "I Am On Duty!" powraca ponury nastrój, napięcie i niebezpieczeństwo i zostaje to wszystko praktycznie już do końca. Utwór "Josephine And The Big Dealer" jest jakby dokończeniem i rozwinięciem poprzedniego kawałka i nie różni się odeń zbytnio. Z kolei "Mission In Venice" jest przytłaczającym majstersztykiem - jest bardzo spokojny, niemalże cichy w niektórych fragmentach, jednak przez całe sześć minut długości trzyma w napięciu i niepewności. Kolejne utwory są po kolei: smutne i nostalgiczne ("Fall", "We Will Miss You "), mocne i dynamiczne ("Let's Welcome Victor"), ciche i tajemnicze ("Last Mission"). Wszystkie trzymają poziom i klimat. Całość kończy, tradycyjna już u Serry piosenka, którą wykonuje zresztą on sam. "The Dark Side Of Time" opiera się głównie na "NPOKMOP" i kilku kobiecych głosach, co przypomina nieco późniejsze dokonania w "Goldeneye". Ogółem płyta jest dość zróżnicowana, jednak o jednolitym klimacie i spójności. Wiele tu typowych dla Serry rozwiązań i wykonań, jednak należy pamiętać, że "Nikita" jest jednym z głównych dzieł we wczesnej karierze artysty. Widać nawet, że autor bazował na tym scorze przy pracy nad wspomnianym już "Goldeneye". Podsumowując, płyta podobała mi się nieco mniej niż osławiony "Big Blue" czy "Leon" (z tym drugim ma zresztą nieco podobny klimat), wciąż jednak jest to płyta co najmniej bardzo dobra i dlatego taka ocena, a nie inna. Osoby, które filmu nie znają mogą odebrać ją nie najlepiej, natomiast fani Serry i "Nikity" powinni być usatysfakcjonowani. Ja ze swojej strony polecam. |
![]() |
|
![]() |