OMEN, THE

MUZYKA: Jerry Goldsmith
ROK PRODUKCJI: 1976
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 34:16 min.


01. AVE SATANI
02. THE NEW AMBASSADOR
03. KILLER'S STORM
04. A SAD MESSAGE
05. THE DEMISE OF MRS. BAYLOCK
06. DON'T LET HIM
07. THE PIPER DREAMS
08. THE FALL
09. SAFARI PARK
10. THE DOG'S ATTACK
11. THE HOMECOMING
12. ALTAR



Gdy w 1973 roku wytwórnia Warner Bros. wydała obraz "The Exorcist" zapoczątkowała tym samym nowy rozdział horroru satanistycznego. Do dziś film ten uznawany jest przez wielu krytyków za najlepszy horror w historii kina... "The Omen" był odpowiedzią 20th Century Fox właśnie na wspomnianego "Egzorcytę". Pomimo istotnych różnic oba filmy po dzień dzisiejszy stanowią niedościgniony wzór w swoim gatunku. Szatan w filmie Williama Friedkin'a dokonywał różnego rodzaju spektakularnych przemian, przybierając różnorakie wymyślne formy i kształty co było podstawą w straszeniu widza. Antychryst Donner'a jest inny - to mały chłopiec, Damien, który dorasta spokojnie w rodzinie bogatego ambasadora, a sama konwencja przerażenia widza przybiera zupełnie inną formę - reżyser wychodzi z założenia (co film z powodzeniem realizuje), że najstraszniejszy oraz wzbudzający najwięcej emocji jest diabeł, którego nie widać. Tak więc Damien w ludzkiej postaci unicestwia kolejne ofiary, które odkryły jego prawdziwe oblicze. Wszystko wskazuje na to, że dojdzie do tragicznego w skutkach finału...

Muzykę do tak specyficznego obrazu powierzono prawdziwemu mistrzowi (co dobitnie potwierdzi swoimi późniejszymi kompozycjami) w manipulowaniu nastrojem słuchacza - Jerry'emu Goldsmith'owi. Okazało się, że był to krok jak najbardziej słuszny, ponieważ pan Goldsmith zaproponował niezwykle ciekawą konstrukcję swojej narracji, która jest wyjątkowa pod względem pomysłowości melodycznej. Oparł ją bowiem przede wszystkim na bardzo wymownych chórach, których głównym zadaniem jest zbudowanie odpowiedniego, przyprawiającego o palpitację serca klimatu. Owe chóry śpiewają o sprawach religijnych, a jako akompaniament kompozytor wykorzystał bardzo ciężkie instrumentarium. Oczywiście zadanie wykorzystanych partii chóralnych nie sprowadza się jedynie do przestraszenia widza czy słuchacza, ale także do zaznaczenia wszelkich dramatycznych momentów kulminacyjnych z ogromną afektacją, przez co poszczególne utwory nabierają niezwykle wyrafinowanej, ogromnej dramaturgii... Poza tym ilustracja Jerry'ego Goldsmith'a jest doskonale wyważona emocjonalnie, dzięki specyficznej budowie samego podkładu - całe to ciężkie instrumentarium wspomagane chórami, przeplatane jest utworami granymi swobodniej i delikatniej na lżejszych instrumentach (przede wszystkim na smyczkach). Taki przeplatany sposób konstrukcji rozpoczyna się od pierwszego "Ave Satani" aż "Don't Let Him" (utwór nr 6), gdzie na przemian jest raz dramaturgicznie, raz spokojnie, prawie że lirycznie. Temat nr siedem jako pierwszy zastaje wyłamany z tej konwencji, ponieważ jest piosenką (notabene całkiem niezłą). Po niej budowa poszczególnych utworów ulega zmianie - początek to spokojne instrumentarium, a poczynając mniej więcej od środka utworu następuje powrót do ciężkich instrumentów i zastosowanie chórów. Wszystko to oczywiście w dalszym ciągu znakomicie wpływa na nastrój słuchacza, a przede wszystkim widza. Bo niewątpliwie ścieżka dźwiękowa do "The Omen" powstała z myślą o przestraszeniu właśnie widza, który będzie ten film oglądał. Jednak spełnia swoje założenie także poza ekranem, gdyż zapoznanie się z tą narracją zapewnia prawdziwe doznania emocjonalne w jak najbardziej dramatycznym wydaniu.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI