OMEN 2: DAMIEN

MUZYKA: Jerry Goldsmith
ROK PRODUKCJI: 1978
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 67:10 min.


01. MAIN TITLE
02. RUNAWAY TRAIN
03. CLAWS
04. THOUGHTFUL NIGHT
05. BROKEN ICE
06. FALLEN TEMPLE
07. I LOVE YOU, MARK
08. SHAFTED
09. THE KNIFE
10. END TITLE (ALL THE POWER)
11. MAIN TITLE
12. FACE OF THE ANTICHRIST
13. FALLEN TEMPLE
14. AUNT MARION'S VISITOR
15. ANOTHER THORN
16. A RAVENOUS KILLING
17. SNOWMOBILES
18. BROKEN ICE
19. NUMER OF THE BEAST
20. SHAFTED
21. THE DAGGERS
22. THOUGHTFUL NIGHT
23. I LOVE YOU, MARK
24. RUNAWAY TRAIN
25. THE BOY HAS TO DIE
26. ALL THE POWER AND END TITLE



Po raz kolejny Jerry Goldsmith decyduje się na znane już "The Omen", niezwykłe rozwiązanie - gotycki strach oraz przerażające siły ciemności związane z postacią Antychrysta, połączone są bardzo sprawnie z różnymi pobożnymi śpiewami w wykonaniu gregoriańskiego chóru. Wciąż wyraźnie dominują intrygujące, monotonne, szatańskie śpiewy, które służą przede wszystkim do zaznaczania momentów kulminacyjnych, mających jakieś istotne znaczenie bądź przesłanie. Jednak w odniesieniu do wszystkich trzech kompozycji, muzyka do "Omen 2" w największym stopniu wykorzystuje rolę chórów. Jeśli chodzi o konstrukcję ścieżki dźwiękowej, to pierwsze 10 utworów pochodzi z oryginalnego podkładu muzycznego, natomiast pozostałe 16-cie to fragmenty, które nie zostały do tej pory wykorzystane. Oczywiście tak duża liczba utworów scenicznych powoduje lepsze dopasowanie, odniesienie oraz rozwinięcie do tych części kompozycji, które pojawiają się w samym filmie. Z drugiej strony jednak bardzo znacząco rozciąga się obszar właściwego następstwa, co powoduje pewną dezorganizację i utrudnia utrzymanie jednego, określonego poziomu. Nie ma to jednak w przypadku tej ścieżki dźwiękowej jakiegoś radykalnego wpływu na jakość całości.

To wznowienie powstało w 2001 roku przy wykorzystaniu National Philharmonic Orchestra pod batutą Lionela Newman'a i w żaden sposób nie odbiega poziomem od pierwszej kompozycji. Powodem takiego stanu rzeczy jest zastosowanie przez Jerry'ego Goldsmitha podobnych schematów brzmieniowych oraz ponowne skupienie się na podniosłej roli linii wokalnej. Chóry nadają muzyce odpowiedniej formy, przygotowują wszelkie ekstrema przez niespodziewaną czy wręcz gwałtowną zmianę tonacji. Zawierają przy tym chyba wszystkie możliwe emocjonalne odcienie. Śpiewają wręcz brawurowo, ale powściągliwie , zachowując przy tym odpowiednie opanowanie. Dzięki nim najważniejsze aspekty filmu przesiąknięte są dramatyzmem w najlepszym wydaniu i mają odpowiednią dynamikę w stosunku do przebiegu wydarzeń. Warto także zwrócić uwagę na akompaniament dla partii chóralnych, który podobnie jak w przypadku "The Omen" prezentuje się miejscami nawet doskonale. To bez wątpienia bardzo dobra ilustracja.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI