ONE, THE

MUZYKA: Trevor Rabin
ROK PRODUKCJI: 2001
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 42:10 min.


01. THE RITUAL
02. MULTIVERSE
03. GROWING STRONGER
04. THE LIGHT
05. PAULIE'S MEMBER
06. BEFORE THE START
07. SEARCH FOR YULAW
08. SPORADIC FIRE
09. THE WILL TO CONTINUE
10. EXTREME EMOTION
11. A NEW COARSE
12. JUSTIFICATION
13. ROMPIE'S CUT
14. THE FINAL SEARCH



Krótko o filmie: to najnowsza produkcja amerykańska z dość popularnym ostatnio aktorem filmów tego typu akcji (czytaj: walki, pojedynki) - czyli Jetem Li. Fabuła nie jest może zbyt oryginalna (jest wręcz bzdurna), za to naszą uwagę mogą z pewnością zwrócić liczne zwolnienia a'la Matrix czy dość ciekawe pojedynki. Oprawą muzyczną do "Tylko Jeden" zajął się Trevor Rabin - dość dobrze znany kompozytor, którego cechuje bardzo charakterystyczny i dość niepowtarzalny styl muzyczny - za co bardzo go cenię i stawiam dość wysoko w osobistym rankingu. To co usłyszymy w "The One" to typowe dla Rabina kawałki, głównie elektronika i nie odstępująca nas na krok świetna gitara elektryczna. Wszystkiemu towarzyszy przeciągliwy, dobry bas oraz fragmenty kojarzące się nam z azjatyckimi klimatami - szczególnie dobre jest to ostatnie, coś zupełnie nowego w twórczości tego kompozytora, coś, czego nie uświadczymy na innych krążkach z kompozycjami jego autorstwa. Fani Rabina natychmiast zauważą podobieństwa do innych, wcześniejszych dzieł kompozytora - szczególnie "Deep Blue Sea" ("Piekielna Głębia") czy "Gone In 60 Seconds" ("60 Sekund") - chodzi tu zarówno o styl, typowe instrumenty i rozwiązania elektroniczne czy całe, podobne fragmenty. Oczywiście wadą to absolutnie nie jest. Co innego gdyby cała ścieżka dźwiękowa była bliźniaczo podobna do innych, ale w tym przypadku tego nie uświadczymy. Po trzykrotnym przesłuchaniu tej ścieżki podsumuję ją w ten sposób: całości za każdym razem słuchało się dobrze, ale brakowało tu jakiegoś bodźca, jakiegoś charakterystycznego motywu, który by mnie "oczarował" i zmusił do wielokrotnego słuchania i wałkowania płyty. Brak tu czegoś, co mają inne, bardzo dobre ścieżki Rabina. Ale oczywiście nie tyczy się to całości, bo na "The One" znalazłem kilka naprawdę genialnych fragmentów czy całych utworów (np. pierwszy - "The Ritual") - ale to za mało. W dodatku momentami mamy wrażenie jakby lekkiego chaosu - jest on typowy dla tego kompozytora i oczywiście jest to zabieg celowy, ale czasami powoduje to lekki "niesmak". Soundtracku z "The One" można posłuchać śmiało, ale żadna rewelacja to nie jest. Znam twórczość Trevora Rabina, dlatego też uważam, że soundtrack z "The One" jest soundtrackiem dobrym, ale nie należy do tych zdecydowanie najlepszych w dorobku kompozytora. Ale mimo wszystko - zapoznać się warto.

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI