PHENOMENON - PROMO SCORE

MUZYKA: Thomas Newman
ROK PRODUKCJI: 1996
WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg)
CZAS TRWANIA: 23:34 min.


01. PHENOMENON
02. SOMETHING TO DO
03. THE ORCHARD
04. LACE
05. EARTH AND TREES
06. CHICKEN WIRE
07. PORTUGUESE ANGEL
08. THE ILLUSION OF LIGHT
09. LOUSY SCENARIO
10. SHOUT AT THE SKY
11. AN EXPEDITION
12. HOME
13. GEORGE MALLEY
14. THE REST OF US



Dramat "Fenomen" to bardzo trafna opowieść o naturze ludzkiej z rewelacyjną rolą odrodzonego na nowo Johna Travolty. Równie trafna jest i sama muzyka, którą skomponował Thomas Newman. Niestety ktoś na górze (i nie chodzi o Boga) postanowił, że nie jest na tyle dobra aby ją wydać (Newman, pomimo już wtedy pokaźnego dorobku, najlepsze lata miał wciąż przed sobą) i uraczono nas jedynie typowym soundtrackiem, na którym umieszczono jedną tylko kompozycję tego pana. I choć Varese Sarabande zapowiadała wydanie tej muzyki w kompilacji z inną, to jednak nic z tego nie wyszło. W końcu jednak pojawił się (nieoficjalnie, ale zawsze) bootleg promo. Tu od razu trzeba wyjaśnić, że zarówno wydanie promo, jak i oficjalny soundtrack używają tej samej okładki, choć o pomyłce nie może być mowy, gdyż tylko album-składankę znajdziemy na sklepowych półkach...

A jaki jest ten bootleg? Ano jest po prostu phenomenalny! Jest to jedna z lepszych prac Newmana w całej jego karierze i tym bardziej wyrażam żal, iż bootleg ten oferuje nam tylko dwadzieścia minut muzyki. Jeśli ktoś polubił "Up Close and personal", "The Horse Wshisperer" czy "Little Women", to z pewnością polubi i ten, gdyż mają te pozycje wiele wspólnego... pomimo olbrzymiej różnicy. Newman z łatwością, oryginalnością i pewną świeżością używa tu charakterystycznych dla siebie wiolonczeli, skrzypiec i klarnetów, a w niektórych utworach zaprawia to dodatkowo gitarą elektryczną. Jest to bardzo rytmiczna, miejscami bardzo radosna i dynamiczna partytura, jednak czuć tutaj ten krótki czas, jaki dostały niektóre wątki do rozwinięcia, i przez to nie wszystkie czynią to w pełni. Te, którym się to jednak udało, na długo zostają w pamięci. Do takich zalicza się przede wszystkim tytułowy "Phenomenon", który płytę otwiera. Najpierw mamy figlarny flet, a potem dołącza do niego pianino oraz kobiecy głos w tle (co przywodzi mi trochę na myśl początkową ścieżkę z "The War", której słuchałem akurat w tym samym czasie, a z którą to utwór ten ma podobną także strukturę), no a potem (ok. 2:15) to dopiero się zaczyna... Naprawdę wspaniała melodia, godna miana tematu głównego. Kolejną, która wywarła na mnie ogromne wrażenie jest "The Orchard". Konstrukcja tejże jest mocniejsza od poprzedniej i niemal od razu rzuca nas ona na głęboką wodę, gdzie toniemy wręcz przy ferii dźwięków i melodii przewodniej, która jest wręcz fantastyczna. Szczególnie niesamowita jest tutaj gitara oraz oboje. Sam temat jest też na tyle długi (ponad dwie minuty, przy czym większość utworów plasuje się w minucie, góra półtorej), że można się nim swobodnie nacieszyć. Świetny jest też według mnie (szczególnie na początku) "Earth and Trees", który posiada iniemamocną melodię na skrzypce i wiolonczela, które ździebko wspomaga sekcja dęta. Niestety utwór ten kończy się równie szybko, jak się zaczyna... Z kolei w "Chicken Wire" powraca temat z "Phenomenon", jednak w znacznie wzbogaconej formie. Motyw ten pochodzi ze scen zmagania się głównego bohatera z pewnym uporczywym zwierzakiem w ogródku - a więc taka zabawa w kotka i myszkę, co świetnie ilustruje tenże fragment. Niesamowity jest również "The Illusion of Light" - krótki, ale bardzo dosadny i niepokojąco narastający motyw. Warto też zwrócić uwagę na najspokojniejszy bodaj utwór na płycie, czyli "Lousy Scenario". To cicha, iście newmanowska nuta, głównie na fortepian. Bardzo ładna. W nieco podobnym, choć smutniejszym tonie znajdziemy "The Rest of Us", które płytę kończy, a więc jest tym samym podsumowującą kompozycją. No i wymienię jeszcze "Shout At The Sky" - bardzo dramatyczny, niespokojny fragment, który zaczyna się niewinnie i w niecałą minutę dochodzi do w nim do muzycznego wybuchu - zupełnie jak w bohaterze w scenie, którą ów utwór ilustruje.

Powyższe utwory, to według mnie te najbardziej charakterystyczne i najważniejsze. Pozostałe jednak, proszę mi wierzyć, są równie niesamowite, choć w większości nieco za krótkie (jak dla mnie). I właśnie to jest jedynym mankamentem tej imponującej duszą ścieżki - jej długość. 23 minuty to stanowczo za mało. I tylko to nie pozwala mi wystawić oceny najwyższej, na jaką z pewnością zasługuje ta pozycja. Mam jednak nadzieję, że dożyję możliwości wystawienia maksimum. Mam nadzieję, że Pacyfik jest tak błękitny, jak w moich snach. Mam nadzieję...:)

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI