
PHENOMENON - PROMO SCORE
MUZYKA: Thomas Newman ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg) CZAS TRWANIA: 23:34 min.
Dramat "Fenomen" to bardzo trafna opowieść o naturze ludzkiej z rewelacyjną rolą odrodzonego na nowo Johna Travolty. Równie trafna jest i sama muzyka, którą skomponował Thomas Newman. Niestety ktoś na górze (i nie chodzi o Boga) postanowił, że nie jest na tyle dobra aby ją wydać (Newman, pomimo już wtedy pokaźnego dorobku, najlepsze lata miał wciąż przed sobą) i uraczono nas jedynie typowym soundtrackiem, na którym umieszczono jedną tylko kompozycję tego pana. I choć Varese Sarabande zapowiadała wydanie tej muzyki w kompilacji z inną, to jednak nic z tego nie wyszło. W końcu jednak pojawił się (nieoficjalnie, ale zawsze) bootleg promo. Tu od razu trzeba wyjaśnić, że zarówno wydanie promo, jak i oficjalny soundtrack używają tej samej okładki, choć o pomyłce nie może być mowy, gdyż tylko album-składankę znajdziemy na sklepowych półkach... A jaki jest ten bootleg? Ano jest po prostu phenomenalny! Jest to jedna z lepszych prac Newmana w całej jego karierze i tym bardziej wyrażam żal, iż bootleg ten oferuje nam tylko dwadzieścia minut muzyki. Jeśli ktoś polubił "Up Close and personal", "The Horse Wshisperer" czy "Little Women", to z pewnością polubi i ten, gdyż mają te pozycje wiele wspólnego... pomimo olbrzymiej różnicy. Newman z łatwością, oryginalnością i pewną świeżością używa tu charakterystycznych dla siebie wiolonczeli, skrzypiec i klarnetów, a w niektórych utworach zaprawia to dodatkowo gitarą elektryczną. Jest to bardzo rytmiczna, miejscami bardzo radosna i dynamiczna partytura, jednak czuć tutaj ten krótki czas, jaki dostały niektóre wątki do rozwinięcia, i przez to nie wszystkie czynią to w pełni. Te, którym się to jednak udało, na długo zostają w pamięci. Do takich zalicza się przede wszystkim tytułowy "Phenomenon", który płytę otwiera. Najpierw mamy figlarny flet, a potem dołącza do niego pianino oraz kobiecy głos w tle (co przywodzi mi trochę na myśl początkową ścieżkę z "The War", której słuchałem akurat w tym samym czasie, a z którą to utwór ten ma podobną także strukturę), no a potem (ok. 2:15) to dopiero się zaczyna... Naprawdę wspaniała melodia, godna miana tematu głównego. Kolejną, która wywarła na mnie ogromne wrażenie jest "The Orchard". Konstrukcja tejże jest mocniejsza od poprzedniej i niemal od razu rzuca nas ona na głęboką wodę, gdzie toniemy wręcz przy ferii dźwięków i melodii przewodniej, która jest wręcz fantastyczna. Szczególnie niesamowita jest tutaj gitara oraz oboje. Sam temat jest też na tyle długi (ponad dwie minuty, przy czym większość utworów plasuje się w minucie, góra półtorej), że można się nim swobodnie nacieszyć. Świetny jest też według mnie (szczególnie na początku) "Earth and Trees", który posiada iniemamocną melodię na skrzypce i wiolonczela, które ździebko wspomaga sekcja dęta. Niestety utwór ten kończy się równie szybko, jak się zaczyna... Z kolei w "Chicken Wire" powraca temat z "Phenomenon", jednak w znacznie wzbogaconej formie. Motyw ten pochodzi ze scen zmagania się głównego bohatera z pewnym uporczywym zwierzakiem w ogródku - a więc taka zabawa w kotka i myszkę, co świetnie ilustruje tenże fragment. Niesamowity jest również "The Illusion of Light" - krótki, ale bardzo dosadny i niepokojąco narastający motyw. Warto też zwrócić uwagę na najspokojniejszy bodaj utwór na płycie, czyli "Lousy Scenario". To cicha, iście newmanowska nuta, głównie na fortepian. Bardzo ładna. W nieco podobnym, choć smutniejszym tonie znajdziemy "The Rest of Us", które płytę kończy, a więc jest tym samym podsumowującą kompozycją. No i wymienię jeszcze "Shout At The Sky" - bardzo dramatyczny, niespokojny fragment, który zaczyna się niewinnie i w niecałą minutę dochodzi do w nim do muzycznego wybuchu - zupełnie jak w bohaterze w scenie, którą ów utwór ilustruje. Powyższe utwory, to według mnie te najbardziej charakterystyczne i najważniejsze. Pozostałe jednak, proszę mi wierzyć, są równie niesamowite, choć w większości nieco za krótkie (jak dla mnie). I właśnie to jest jedynym mankamentem tej imponującej duszą ścieżki - jej długość. 23 minuty to stanowczo za mało. I tylko to nie pozwala mi wystawić oceny najwyższej, na jaką z pewnością zasługuje ta pozycja. Mam jednak nadzieję, że dożyję możliwości wystawienia maksimum. Mam nadzieję, że Pacyfik jest tak błękitny, jak w moich snach. Mam nadzieję...:) |
![]() |
|
![]() |