PIRATES OF THE CARIBBEAN: DEAD MAN'S CHEST

MUZYKA: Hans Zimmer
ROK PRODUKCJI: 2006
WYTWÓRNIA: Walt Disney Records
CZAS TRWANIA: 58:33 min.


01. JACK SPARROW
02. THE KRAKEN
03. DAVY JONES
04. I'VE GOT MY EYE ON YOU
05. DINNER IS SERVED
06. TIA DALMA
07. TWO HORNPIPES (TORTUGA)
08. A FAMILY AFFAIR
09. WHEEL OF FORTUNE
10. YOU LOOK GOOD JACK
11. HELLO BEASTIE
12. HE'S A PIRATE - TIESTO REMIX (BONUS TRACK)



Gdy dowiedziałem się, że Klaus Badelt nie będzie twórcą muzyki do filmu "Pirates of the Caribbean: Dead Man's Chest", zawiodłem się. Mojego ukojenia nie przyniosła także informacja o zaangażowaniu do tego projektu Hansa Zimmera, którego darze sympatią. Moje obawy skupiały się na odczuciach jakie wyniosłem po obejrzeniu pierwszej części "Piratów..." i osłuchaniu muzyki z tego filmu, którą uważam za bardzo dobrą. Zmiana kompozytora, i to na kogoś tak znanego i popularnego, łączyła się w moim odczuciu z całkowitym odejściem od klimatycznych, pełnych napięcia, ale i humoru, fragmentów Klausa Badelta. Kiedy więc wpadła mi w ręce muzyka z "Dead Man's Chest", pełen obaw ale i ciekawości usiadłem i zacząłem słuchać...

Kompozycję płyty otwiera utwór "Jack Sparrow". Zaczyna się on delikatnym wejściem instrumentów smyczkowych. Powoli staje się coraz donośniejszy, by w końcu z nieznanych nam nut wszedł w dynamiczny początek kojarzący się z pierwszą częścią filmu. Daje się usłyszeć wyraźny optymizm, który przywodzi na myśl sceny humorystyczne połączone z akcją. Napięcie stopniowo narasta, z delikatnego brzmienia przechodzi w głośną dynamiczną i pełną życia muzykę. Pierwszy utwór to wariacja - swoiste nawiązanie Zimmera do "The Curse of the Black Pearl". Utwór drugi zaczyna się ciężkimi i żywiołowymi wejściami instrumentów, do których po chwili dołączają w tle głosy chóru. Muzyka cichnie i przechodzi w brzmienia instrumentów klawiszowych. Słyszalne stają się organy, kojarzące się z muzyką kościelną. Po chwili z całym impetem muzyka uderza słuchacza swą siłą. Cała orkiestra, instrumenty smyczkowe i klawiszowe biorą górę by nagle ucichnąć i ponownie dać dojść do głosu rytmicznym uderzeniom. Muzyka co chwilę narasta i wycisza się... Na szczególną uwagę zasługuje dynamizm utworu "The Kraken". Kawałek ten nasuwa skojarzenia z nowoczesnymi rytmami i szaleństwem. W soundtrackach mało jest takich momentów mających w sobie tyle nieokiełznanej energii. Przebijające się w utworze trąbki sprawiają, że muzyka wyraża głębię zwielokrotnioną o pojawiające się męskie chóry. Jest to fragment w swym brzmieniu zarazem groźny, ale i "uskrzydlający" słuchacza-widza. Całość kończy rytm bicia serca, które zostało właśnie, jakby dzięki tej muzyce, ponownie powołane do życia. I tu kolejne zaskoczenie. Zimmer przechodzi w fragmencie "Davy Jones" do nut niezwykle delikatnych, gdzie słyszymy dzwoneczki i cymbałki. Całość ma wymiar nostalgiczny i przywodzi na myśl dzieciństwo. Po chwili jednak dzwonkom zaczynają wtórować organy kościelne i optymizm przepada. Cały wdzięczny klimat staje się mroczny i ponury. Te dwa "żywioły" - muzyka iście dziecinna i muzyka groźna i potężna - przenikają się wzajemnie. Z kolejnego utworu bije początkowo pesymizm. Ustępuje jednak miejsca motywowi głównego bohatera, Jacka Sparrowa, który triumfalnie w pierwszej odsłonie filmu wpływa do portu na tonącej łodzi. Dochodzi do głosu muzyka scen humorystycznych i dopiero w piątym utworze na płycie, "Dinner Is Served", mamy do czynienia z nową melodią, w której słyszymy rytmy balu, uczty i niekończących się tańców.

"Tia Dalma" to połączenie groźnie brzmiących instrumentów i chórów z muzyką niemalże mistyczną. Na pierwszy plan wysuwają się jęki, chciałby się napisać błagalne jęczenie wielu głosów. Podobny klimat - choć niestety tak samo krótkotrwały - występował w "Zemście Sithów" (w scenie, gdy Anakin Skywalker w świątyni Jedi toczący wewnętrzny bój, rozmyślając o mającej umrzeć Padme). Smutne nuty ustępują tak szybko, jak się pojawiły, i zaczyna się utwór iście celtycki - "Tow Hornpipes (Tortuga)". Dochodzą tutaj rytmy irlandzkiej muzyki ludowej. Taneczny, wesoły charakter zburzony zostaje ciężkim w słuchaniu utworem "A Family Affair". Na tle innych utworów ten wydaje się być fragmentem chaotycznym, pełnym dynamizmu przemieszanym z nadchodzącym spokojem. W pewnej części wyraźnie zaznacza się nawiązanie, podobieństwo do muzyki z filmu "Gladiator" (scen walki), które przerwane zostaje tematem Jacka Sparrowa. Powolny, spokojny jest początek utworu dziesiątego. Po jakimś czasie następuje przyśpieszenie i wzrost napięcia. Rytmy zaczynają być niezwykle ostre, wytrącające słuchacza z równowagi. Po chwili jednak bledną i oddalają się, ustępując miejsca przyjemniejszej muzyce - tak, by przejść do delikatnego "Hello Beastie". Najdłuższy fragment muzyczny (powyżej 10 minut) rozpoczyna się motywem w odczuciu smutnym i spokojnym, i choć z czasem staje się on patetyczny i wielki, to cały czas towarzyszące mu chóry i wyrównane tempo powodują wzrost emocji nostalgii, smutku oraz płaczu. Dopiero końcówka równoważy odczucia słuchacza szybkim i zdecydowanym pojawieniem się weselszego i podnoszącego na duchu fragmentu zamykającego całą partyturę. Płyta zaskakuje pojawieniem się dodatkowego utworu, będącego bonusem - "He's A Pirate (Tiesto Remix)". Jak opisać ten utwór? Zaczyna się on dialogiem bohaterów filmu (pierwsza część). Szybko jednak przechodzi do brzmienia nietypowego dla Zimmera (wszek to remix niejakiego Tiesto, który jakiś czas temu "uraczył" świat remixem techno słynnego "Adagio For Strings"...). Utwór ten można porównać do kawałków występujących na płytach z muzyką z takich filmów jak "Matrix" czy "Blade". Z pewnością nadaje się on do klubu disco i - choć jest to zderzenie muzyki filmowej z tym, co modne i masowe - zdecydowanie nie pasuje do całej muzyki zwartej na ścieżce dźwiękowej...

Nie ukrywam, że bardzo obawiałem się o jakość ścieżki dźwiękowej z drugiej części "Pirates of the Caribbean" - nie dlatego, że mam coś przeciwko twórczości Hansa Zimmera. Moje obawy tyczyły się specyfiki jego ścieżek dźwiękowych. Ponadto Klaus Badelt swoim soundtrackiem poruszył mnie i sprawił, że przy słuchaniu muzyki z "The Curse of the Black Pearl" świetnie się bawiłem. Moje zaskoczenie przy słuchaniu "Dead Man's Chest" było olbrzymie. Zimmer świetnie połączył nowe brzmienie utworów ze znanymi z pierwszej części motywami. Wyczucie muzyki, jej barwność, zmienność - od delikatnych dźwięków, aż po uderzające w słuchacza ostre i energiczne rytmy - sprawiają, że soundtrack jest niepowtarzalny. Słucha się go z pasją i ciekawością tego, co za chwilę nastąpi. Myślę, że jest to ścieżka, która nie zostanie zapomniana i zagości na półkach wielu miłośników muzyki filmowej..

Ocena:
Recenzja gościnna - autor: Michał Okrasa
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI