POINT BREAK - PROMO SCORE

MUZYKA: Mark Isham
ROK PRODUKCJI: 1991
WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg)
CZAS TRWANIA: 43:13 min.


01. DAY #1 IN L.A.
02. THE EX-PRESIDENTS
03. SURFIN'S A SOURCE / BLENDING IN
04. A HAIR LEAD
05. FITTING THE PROFILE
06. PARTY TIME
07. A LITTLE STEALTH MISSION
08. THE RAID / A FEELING
09. TRAVELING MONEY
10. THE PRICE OF A LIE / FREE FALL
11. BASIC DOG PSYCHOLOGY
12. 90 SECONDS / ACCESSRY TO MURDER
13. THE RIDE'S NOT OVER
14. THE 50-YEAR STORM
15. END TITLES



Już od dawien dawna można przeczytać opis oficjalnego soundtracku "Point Break" autorstwa Alieena. Przyszedł w końcu czas na opisanie partytury Marka Ishama do tejże produkcji. A jest ona nie byle jaka i chwilami naprawdę oddaje te 100% czystej adrenaliny, jaką uświadczymy w filmie.

A zaczyna się naprawdę bardzo cicho. "Day #1 in L.A." delikatnie zarysowuje pierwsze dźwięki i dopiero od 30 sekundy usłyszeć można głośne i robiące świetne wrażenie wejście czegoś, co śmiało można nazwać motywem przewodnim. Widziałem film, ale nawet i bez tego przyznam, że kojarzy mi się on z morskimi falami oraz (choć to w późniejszych odsłonach) podniebnymi lotami, co naznacza niejako geniusz tej partytury. Ponieważ sam utwór jest bardzo krótki, jak i większość z 15 motywów tu zawartych, tak więc szybko przechodzimy do następnego w kolejności. "The Ex-Presidents" to oczywiście nic innego, jak opis "czarnych charakterów" filmu. Jest to motyw dość dynamiczny, aczkolwiek przez cały czas słychać w tle ten niesamowity motyw opisany wcześniej. Isham oparł go o trąby, skrzypce, trochę kotłów i bębnów i do całości dodał nieco elektroniki (keyboard i syntezatory), co dało naprawdę doskonały efekt, nie raz i nie dwa przywodząc mi na myśl dzieła Vangelisa czy Hammera. Właściwie melodia ta obecna jest częściowo (jak w następnym utworze "Surfin's a Source/Blending In") lub w całości dość często na płycie. Dla mnie jednak jej apogeum to "A Hair Lead", który jest po prostu niesamowity. Jest to jeden z dłuższych utworów, a więc wszystko mogło się rozwinąć na spokojnie, co jeszcze bardziej sprawia, iż to właśnie ten kawałek uważam za najlepszy. On po prostu powala swoim pięknem, unikalnością, potęgą i ulotnością. Polecam szczególnie posłuchać go sobie z zamkniętymi oczami i w świętym spokoju (np. do snu) - naprawdę można "odlecieć". Poza tym nieźle wypada on też w "Party Time". Z innych ciekawych fragmentów bezsprzecznie należy wymienić motywy pełne akcji, jak najdłuższy na krążku "The Raid/A Feeling" z niesamowitym chwilami tempem, "The Price of a Lie/Free Fall" ze świetnymi werbelkami czy "Basic Dog Psychology" ze skrzypcami narzucającymi ładną melodię. Naprawdę dobre jest też "Traveling Money" rozkręcające się szczególnie pod koniec. Z kolei do tych spokojniejszych utworów należą "Fitting the Profile", "A Little Stealth Mission" oraz, o dziwo, ostatnie 4 ścieżki. Mówię o dziwo, gdyż ich tytuły wyraźnie wskazywałyby sporą dawkę emocji (np. tak ważny w filmie "The 50-Year Storm"), a tymczasem dostajemy muzykę bardzo spokojną i chwilami niesamowicie ilustracyjną, poza filmem niemal nieistniejącą. Na tym tle wybija się wprawdzie trochę "End Titles" z ciekawymi bębenkami narzucającymi rytm, ale i tak cała końcówka brzmi trochę zbyt spokojnie, jak na taki film akcji.

I jest to największy zarzut względem tej pozycji - mimo wszystko trochę za mało "powera" i za dużo wspomnianej ilustracyjności w przekroju całości. Lwia część muzyki sporo traci bez filmu i na albumie nie jest już tak wyrazista. Do pozostałych elementów właściwie trudno się już przyczepić. Muzykę łatwo zidentyfikować z obrazem, stanowi z nim zgraną parę, jej ilość jest też w zupełności wystarczająca, wobec czego nie nuży, ani nie pozostawia niedosytu. Miejscami naprawdę trudno o niej zapomnieć, gdyż ociera się o geniusz. Ostatecznie daję jednak trzy mocne gwiazdki, gdyż wciąż jest to pozycja nieszablonowa i oryginalna. Do tego chciałbym dorzucić jeszcze połówkę względem oddziaływania w filmie i całkiem nieźle skrojonego albumu, jednak po chwili musiałbym ją odjąć za dość kiepską jakość dźwięku...

A na koniec małe wyjaśnienie nazewnictwa. Otóż jest to wydanie promo, które przeciekło poza wielki filmowy świat. I tak też mianuje się go najczęściej. Znany jest też jednak jako "complete score", gdyż muzyki jest dość dużo i przez długi okres czasu było to najpełniejsze wydanie. Dopiero niedawno wytwórnia La-La-Land oficjalnie wypuściła na rynek całą muzykę, w limitowanej edycji 2.000 sztuk (mam nadzieję, że w przyszłości sięgną także po inne ścieżki-duchy Ishama, że wymienię np. muzykę do "Mrs. Soffel" czy "Spartan"). Tymczasem powyższa pozycja jest oficjalnie nie do zdobycia. Można ją jedynie znaleźć w internecie. Poniżej jeszcze inna okładka fanowska, jakich po sieci krąży wiele - a ja tymczasem zapraszam do recki wydania oficjalnego.




Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI