POLTERGEIST 2: THE OTHER SIDE

MUZYKA: Jerry Goldsmith
ROK PRODUKCJI: 1986
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 29:22 min.


1. THE POWER
2. LATE CALL
3. THE SMOKE
4. THE WORM
5. REACHING OUT



Pod starym domem Feelingów znajdował się cmentarz z wieloma nieoznaczonymi grobami, które należały do członków sekty religijnej. Jej duchowny przywódca był medium, a krótko po roku 1800 sprowadził swoich wiernych wyznawców do Kaliforni, aby stworzyć utopijne społeczeństwo. Jednak sekta zaginęła w tajemniczych okolicznościach, w pobliżu Costa Verde. Uważa się, że to miejscowi Indianie dokonali na nich okrutnej rzezi. Zachowało się jednak zdjęcia, na którym można rozpoznać poszczególnych członków tego stowarzyszenia. Najbardziej przerażające jest to, że jeden z nich - demoniczny człowiek w kapeluszu - kręci się koło nowego domu Carol Anne. Wygląda na to, że siły ciemności ponownie się o nią upomną...

Jest to podstawowe wydanie tej ścieżki dźwiękowej - stosunkowo ubogie w odniesieniu do wersji "Deluxe Edition" czy "Limited Edition". Zawiera jedynie pięć tematów scenicznych o łącznym czasie trwania prawie 30-tu minut, co jednak na 87-minutowy film jest jak najbardziej poprawnym przelicznikiem. Jak już wspomniałem na tle wznowionych wydań, ilustracja ta prezentuje się najsłabiej... Nie chodzi bynajmniej o jakość muzyki, ale fakt jej niepełnego wykorzystania, ponieważ utwory, które uwzględnia niekoniecznie są częściami narracji o szczególnym znaczeniu w przekroju fabuły. Ponadto praktycznie pomija motyw Carol Anne, który był jakże istotnym rozwinięciem poprzedniej kompozycji i powinien stanowić element łączący kolejne, związane tematycznie części serii. Pojawia się on jedynie w postaci krótkich nawiązań w "The Power" oraz ostatnim "Reaching Out", nie mając swojego samodzielnego rozwinięcia. Został po prostu zastąpiony zupełnie innym motywem przewodnim, który przewija się polifonicznie przez cały podkład. Nie ma on, co prawda takiej wymowy jak wspomiany "Carol Anne", nie miej jednak jego specyficzne brzmienie prezentuje się bardzo ciekawie i przekonująco.

Brak głównego tematu nie jest jedyną różnicą, jaką można zauważyć porównując tą ilustrację z poprzednią ścieżka dźwiękową. Po pierwsze muzyka ma inną wymowę, choć przecież sens filmu jest podobny. W "Poltergeist" Jerry Goldsmith powoli odkrywał karty, przygotowując słuchacza na spotkanie z duchem. W tym przypadku wszystko wygląda zupełnie inaczej, pozbawione jest pierwiastka tajemniczości, oczekiwania, niepewności w takim wymiarze jak przy okazji pierwszej narracji. Przebieg muzyki nie zwraca szczególnej uwagi na taki ustępy, a kompozytor od razu przechodzi do ważnych (emocjonalnych) filmowych wątków. Przypuszczalnie uwarunkowane to jest tak niewielką ilością tematów scenicznych, którym trudno jest zrekonstruować wszelkie aspekty poza akcyjne, a tym samym w pełni zapamiętany przez widza obraz. Jednak przyczyna takiego stanu rzeczy może być zupełnie inna... W "Poltergeist" duch oraz zjawiska związane z jego pojawieniem się bądź obecnością nie były jasno określone, pozostawione bardziej inwencji widza i jego wyobraźni. Tutaj Poltergeist przybiera realną postać, realną formę... Tym samym jego muzyczne odniesienie jest bardziej bezpośrednie, pozbawione jakiegoś muzycznego "niedopowiedzenia". Kolejną różnicą w odniesieniu do pierwszego filmu są pojawiające się miejscowo mieszane chóry, które w wyraźny sposób podnoszą wymowę niektórych fragmentach narracji. Sposób ich wykorzystania przypomina oczywiście partie chóralne z dwóch pierwszych części serii "The Omen", przy czym oczywiście nie aż w tak szerokim zastosowaniu, tzn. ich rola nie jest aż tak istotna. To raczej fragmentalne, ale jakże wymowne tło wspomagające główną linię melodyczną.

Podkład muzyczny do obrazu "The Othe Side" nawet w podstawowym wydaniu prezentuje się bardzo dobrze, a czasami nawet doskonale. Te kilka utworów scenicznych ma tak wielką wymowę emocjonalną, tak intrygujący przebieg, że w pełni rekompensuje brak pewnych istotnych rozwinięć w stosunku do muzyki wykorzystanej w filmie. To narracja do horroru w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI