PREDATOR - LIMITED COLLECTOR'S EDITION

MUZYKA: Alan Silvestri
ROK PRODUKCJI: 2003
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 73:08 min.


01. TWENTIETH CENTURY FOX FANFARE
02. MAIN TITLE
03. SOMETHING ELSE
04. CUT'EM DOWN
05. PAYBACK TIME
06. THE TRUCK
07. JUNGLE TREK
08. THE GIRL'S ESCAPE
09. BLAINE'S DEATH
10. HE'S MY FRIEND
11. WE'RE ALL GONNA DIE
12. BUILDING A TRAP
13. THE WAITING
14. THE HUNT IS ON
15. DILLON IS DISARMED
16. BILLY STANDS ALONE
17. BATTLE PLANS
18. WOUNDED PREDATOR
19. HAND TO HAND COMBAT
20. PREDATOR'S BIG FINISH
21. THE RESCUE AND END CREDITS



Recenzja tej ścieżki dźwiękowej już dawno temu powinna się pojawić w dziale Muzyka Filmowa. Może inaczej - gdyż opis ścieżki do "Predatora" jest już obecny w dziale od niemal początków jego istnienia, jednak dla przypomnienia - zostało zrecenzowane wydanie nieoficjalne. Complete Score, ale mimo wszystko bootleg, wydany przez Alien Records w nakładzie jedynie 500-set sztuk. Do sierpnia 2003 roku było to jedyne (choć w kilku wersjach, jednak różnice między nimi były minimalne) wydanie dostępne na świecie. Jedyne, które dawało słuchaczom (i przede wszystkim miłośnikom filmu) możliwość zapoznania się z arcygenialną ilustracją muzyczną z "Predatora". Samo nieoficjalne wydanie było świetne, zawierało całą muzykę słyszalną w filmie, a jakość utworów była zadziwiająco dobra. Od premiery filmu mija 16 lat i dopiero wtedy słynna wytwórnia Varese Sarabande decyduje się na tak bardzo wyczekiwany krok i w końcu wypuszcza na rynek edycję w pełni oficjalną! Ale nie należy się zbytnio cieszyć, gdyż nie jest to płyta wydana w "zwykły" sposób, choć i tak jest oczywiście lepiej, niż w przypadku poprzedniego bootlega. "Limited Collector's Edition" - taką oficjalną nazwę nosi ten nakład. Limitowany nakład jedynie 3000 egzemplarzy, które rozeszły się w tempie ekspresowym. Kolejny rarytas do kolekcji, chociaż i tak w dzisiejszych czasach zdecydowanie łatwiejszy do zdobycia niż poprzedni bootleg (którego poszukiwałem niesamowity kawał czasu...).

Co się zmieniło od poprzedniego, nieoficjalnego wydania? Właściwie pod względem zawartości niewiele. Znajduje się tutaj generalnie wszystko to, co było obecne na niegdyś niesamowicie ciężkim do zdobycia bootlegu. Tam muzyka była żywcem wyjęta z filmu (zapewne albo zripowana z wydania DVD, albo z tzw. master-tape) i na tym tkwił geniusz jej brzmienia. Szczerze mówiąc obawiałem się, że na oficjalnym wydaniu - jak to w przypadku takowych bywa - będą jakieś braki (modliłem się o ich brak :) oraz że całość będzie jednak brzmiała nieco inaczej, niż w samym obrazie (całość nagrywana osobno, w studio, zawsze będzie miejscami brzmiała nieco inaczej, a czasami różnice będą wręcz kolosalne). Na całe szczęście wszystkie moje obawy się nie sprawdziły. Ponownie mamy do czynienia z kompozycją identyczną z tym, co słyszeliśmy w filmie, nawet przy porównaniu z poprzednim bootlegiem nie zauważyłem właściwie żadnych zasadniczych różnic. Dodam jeszcze, że w przypadku takiego filmu jak "Predator" zwyczajnie nie sprawdziła by się muzyka nagrywana całkiem osobno na potrzeby oddzielnie wydanej płyty ze ścieżką dźwiękową. Arcydzieło tej kompozycji tkwi właśnie w tym, że słyszymy dokładnie to samo, co podczas oglądania wielkiego dzieła McTiernana. Jeśli zaś chodzi o jakość nagrania - jest oczywiście jeszcze lepsza, chociaż i tak nadal słychać w niektórych momentach nieco drażniące szumy w tle, no ale to już z pewnością wynik niemożności odrestaurowania stosunkowo starego materiału, bo pochodzącego z 1987 roku...

Na płycie zawarte jest wszystko. No prawie wszystko, gdyż niestety zanotowałem jeden brak (który nota bene występował też na niektórych z kilku wersji Complete Score'a). Chodzi tutaj o kapitalną piosenkę "Long Tall Sally" (dla przypomnienia - wykonuje Little Richard) słyszalną podczas lotu dwóch śmigłowców na miejsce zrzutu bohaterów filmu. Nawiasem mówiąc tę samą piosenkę nucił pod nosem Mac, gdy - w przypływie szaleństwa - wyrusza sam na pojedynek z Predatorem (po nieudanym zastawieniu pułapki). Poza tym małym brakiem (mimo wszystko szkoda, że przez to na wydaniu oficjalnym nie znalazł się komplet muzyki...) znajdziemy tutaj absolutnie wszystko. Nie ma sensu dokładniej opisywać utworów, gdyż ilustracje poszczególnych scen z grubsza opisaliśmy (wspólnie z Grubym :) w poprzedniej, dużo starszej recenzji "Predatora". Różnica jednak polega na tym, iż to wydanie zawiera mniej utworów, ale całościowe jest o kilka minut dłuższe. Po prostu postanowiono oddać do dyspozycji słuchaczom kawałki nieco dłuższe, a nie rozdrabniać ich (może i niepotrzebnie) na krótsze fragmenty. Zresztą spójrzcie tylko na spis utworów - i wszystko w tym momencie staje się jasne. Każda akcja, każde zdarzenie, każdy element filmu, który został zilustrowany obojętnie jaką muzyką instrumentalną, ma przełożenie na tym krążku. Począwszy od tematu głównego ("Main Title"), poprzez wstępne "zwiedzanie" dżungli ("Something Else"), odnalezienie powieszonych, obdartych ze skóry zwłok ("Cut'Em Down") i pierwszą akcję w bazie partyzantów wraz z poprzedzającymi przygotowaniami ("Payback Time", "The Truck") oraz późniejsze oddalanie się oddziału Dutcha w miejsce ewakuacji ("Jungle Trek"); dalej poprzez pierwszy atak Predatora ("The Girl's Escape") i kolejny, gdzie tym razem Łowca uśmierca Blaina ("Blaine's Death"); nie brakuje żołnierskiej elegii ("He's My Friend") i nocnego, pełnego napięcia czuwania bohaterów ("We're All Gonna Die"). Nie mogło zabraknąć podkładu ze sceny budowania pułapki ("Building a Trap"), a następnie wyczekiwania na nadejście potwora ("The Waiting"). Potem zaczyna się prawdziwe polowanie ("The Hunt Is On"), które owocuje śmiercią Maca, Dillona (fragment muzyczny ze sceny śmierci Carla Weathersa to najgenialniejsza rzecz w całości... a w połączeniu z tą konkretną sceną owocuje jedną z najlepszych i najbardziej klimatycznych akcji w historii kina!), Billy'ego i Poncho... ("Dillon Is Disarmed", "Billy Stands Alone"). Dalej poprzez przygotowania Dutcha do walki z Predem ("Battle Plans") i już na niesamowicie dramatycznej walce kończąc ("Wounded Predator", "Hand To Hand Combat", "Predator's Big Finish"). Potem już pozostaje tylko finałowa, żołnierska elegia, przylot helikoptera i napisy końcowe, gdzie ponownie słychać temat przewodni ("The Rescue And End Credits"). Jak więc widać - jest wszystko... Wielka chwała za to wydawcom i producentom! Wielka chwała wytwórni Varese Sarabande! Dodatkowe oklaski za wspomnianą już wyżej formę poszczególnych utworów, absolutnie niczym nie odbiegającą od oryginalnego podkładu filmowego!

Co do wykonania orkiestry - każdy kolejny utwór będzie pieścił nasze spragnione uszy niesamowitym klimatem, niesamowitym motywem przewodnim, fragmentami totalnej grozy i niepokoju, złowieszczymi, charakterystycznymi bębenkami, odpowiednimi natężeniami melodii, genialnym połączeniem aranżacji i ogólnie muzyką tak charakterystyczną, że gdy raz się z nią zapoznamy - na zawsze zapisze się w naszych zwojach mózgowych odpowiadających za pamięć. A wszystko to dzięki perfekcyjnemu dobraniu instrumentów. Instrumenty smyczkowe w przeróżnych aranżacjach, genialna partia perkusyjna, przepiękne wyciszenia lub pogłoszenia poszczególnych sekcji instrumentów, do tego przeszywające dźwięki głośnego fortepianu oraz instrumenty dęte wygrywające jedne z najważniejszych tematów. To wszystko jest połączeniem idealnym i nieskazitelnym, nie ma tutaj żadnego przypadkowego dźwięku, żadnej melodii choć w minimalnym stopniu nie dopasowanej do sytuacji. Każdy dźwięk, każda nuta, każdy, nawet najmniejszy fragment muzyczny odpowiednio współgra z całością, zupełnie jak w mechanizmie szwajcarskiego zegarka. Wielka to tajemnica pana Silvestri'ego, w jaki sposób dokonał tego połączenia. Ba, sam sposób to w sumie nic takiego wielkiego czy szczególnie oryginalnego, ale dopasować muzykę tak perfekcyjnie do tematu, przedstawionych wydarzeń i do miejsca akcji (dżungla) to sztuka wybitna. Spowodować, że 3/4 osób zapoznanych z filmem i muzyką z niego ma takie samo zdanie - to sztuka wybitna. Zrzeszyć sobie potężną grupę miłośników tej genialnej kompozycji - to sztuka wybitna. Należałoby w tym miejscu oddać pokłon kompozytorowi, a przy spotkaniu osobistym mocno uścisnąć dłoń i powiedzieć: "Panie Silvestri, dokonał pan rzeczy niebywale wielkiej...". Dla mnie - i dla wielu, wielu innych - to zdecydowanie najlepszy score w dorobku tego kompozytora. Wprawdzie sam twórca należy częściowo do grona tzw. autoplagiatorów własnych filmowych kompozycji, ale niekiedy należy kompozytorom ów rzecz wybaczyć :) Tak więc istnieją pewne tematy w filmografii Silvestri'ego, które tak często są powtarzane w kolejnych ścieżkach, że dla przykładu podam jeden z motywów "Back To The Future", który został właśnie zdublowany w "Predatorze"... Nie ulega jednak wątpliwości, że temat ten zdecydowanie lepiej pasuje do obrazu McTiernana. Wracając do sedna - podczas słuchania na pewno będziemy mieli przed oczami odpowiednie kadry z filmu - dla fanów Drapieżcy to przecież najważniejsze, by podczas słuchania od razu, wręcz w mgnieniu oka rozpoznać, z którego momentu filmu pochodzi dany fragment - to kolejna potęga opisywanego soundtracku. Zresztą nie będę już nic więcej pisał o tym arcydziele, bo zwyczajnie brak mi słów. Podczas słuchania tej partytury i jej opisywania wpadam w jakąś bliżej nieokreśloną euforię (co chyba niekiedy widać w całym powyższym opisie :), pojawiają się wypieki na mej twarzy, a każdego kolejnego fragmentu mam ochotę słuchać i słuchać w kółko. Dość niebezpieczny to zabieg, bo muzyka ta nie ulega żadnemu znudzeniu i można popaść w lekką paranoję ;)

Czas zakończyć wypociny. W zamierzeniach miała to być krótka recenzja napisana głównie w celach informacyjnych - czyli jak wygląda wydanie oficjalne, co zawiera i głównie czym się różni od krążącego po świecie od roku 1997 bootlega. Ale oczywiście nie mogłem się powstrzymać, by ponownie napisać parę słów o samej muzyce... Zresztą o takich soundtrackach można pisać w nieskończoność. Wybaczcie mi drodzy Czytelnicy, że zapewne część rzeczy z tej recenzji dubluje się z zachwytami z poprzedniej, ale jakoś nie mogłem się powstrzymać... Kiedyś twierdziłem bez namysłu, że jest to bezsprzecznie najlepsza filmowa kompozycja jaką słyszałem. Dzisiaj może jest to opinia zbyt wygórowana i hm... zbyt wyśrubowana, ponieważ przez wiele lat moich doświadczeń na gruncie muzyki filmowej i przesłuchanych niesamowicie dużej ilości soundtracków powiem szczerze, że takich kompozycji jest więcej. Ale mimo wszystko do "Predatora" Silvestri'ego mam zdecydowanie największy sentyment - z kilku powodów. Po pierwsze - to ścieżka, której niegdyś poszukiwałem kilka lat... I generalnie najdłużej poszukiwana ścieżka w moim życiu. Dzisiaj - w erze mediów i potęgi internetu - znacznie łatwiej cokolwiek znaleźć i w sumie nawet odnajdywanie takich rarytasów z pewnością nie zajmuje aż tyle czasu, co jeszcze kilka lat temu. Po drugie - kompozycja pochodzi oczywiście z jednego z moich ulubionych i najlepszych filmów jakie w życiu widziałem (dla niewtajemniczonych - "Predatora" stawiam zaraz po "Obcych"), dlatego znam ją absolutnie na wylot (podobnie jak film). Po trzecie i ostatnie - niewiele jest takich ścieżek, które mnie tak elektryzują i powodują przechodzenie ciarek po plecach. "Predator" jest na ich podium... Geniusz, cud i arcydzieło, które nie powinno się mieścić w zwyczajnej skali ocen. Dlatego wyłącznie z uprzejmości dla ustalonych zasad stawiam pięć gwiazdek ;)

P.S. Na koniec mała ciekawostka. Płytę rozpoczynają słynne fanfary Twentieth Century Fox, jednak tutaj w wersji nieco innej niż w filmie. Wersja z wydania Varese Sarabande zawiera fanfary przearanżowane (w końcówce) przez Elliota Goldenthala, a pochodzące z czołówki... "Obcego 3" :)

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI