CHRONICLES OF NARNIA, THE: PRINCE CASPIAN

MUZYKA: Harry Gregson-Williams
ROK PRODUKCJI: 2008
WYTWÓRNIA: Walt Disney Records
CZAS TRWANIA: 74:04 min.


01. PRINCE CASPIAN FLEES
02. THE KINGS AND QUEENS OF OLD
03. JOURNEY TO THE HOW
04. ARRIVAL AT ASLAN'S HOW
05. RAID ON THE CASTLE
06. MIRAZ CROWNED
07. SORCERY AND SUDDEN VENGEANCE
08. THE DUEL
09. THE ARMIES ASSEMBLE
10. BATTLE AT ASLAN'S HOW
11. RETURN OF THE LION
12. THE DOOR IN THE AIR
13. REGINA SPEKTOR - The Call
14. OREN LAVIE - A Dance 'Round The Memory Tree
15. SWITCHFOOT - This Is Home
16. HANNE HUKKELBERG - Lucy



Premiera soundtracku "The Chronicles of Narnia: Prince Caspian" to jedno z ciekawszych wydarzeń na rynku muzyki filmowej w 2008 roku. Dobrze brzmiące i współgrające z filmem nuty z pierwszej odsłony Narnii - "The Lion, the Witch and the Wardrobe" - tylko podgrzewały ciekawość miłośników tego typu muzyki. Do stworzenia partytury ponownie zaproszono Harry'ego Gregson-Williamsa, który w ostatnich latach zasłynął głównie z takich przedsięwzięć jak "Kingdom of Heaven", "Deja Vu", czy wreszcie pierwsza część "The Chronicles of Narnia". Niewątpliwie kompozytor ten w ostatnich latach zdobył uznanie w branży muzyki filmowej. Jednak duże przedsięwzięcia, jakich się podjął, przysporzyły mu również głosów krytyki. Zarzutem było między innymi nie radzenie sobie z ilustrowaniem niektórych filmowych fragmentów. Niech w tym miejscu za przykład posłużą sceny batalistyczne w "Kingdom of Heaven". Choć score był bardzo pozytywnie przyjęty, to obok ciekawych aranżacji brakuje wyraźnie mocnego tematu bitewnego.

Album do "The Lion, the Witch and the Wardrobe" był pozytywnie przyjęty przez miłośników muzyki filmowej. Osobiście uważam ten krążek za niezmiernie ciekawy. Charakteryzował się on między innymi włączeniem w kompozycję Harry'ego Gregson-Williamsa kilku piosenek innych wykonawców. Fakt ten krytykowany przez środowisko recenzentów, nadawał płycie oryginalności, i choć nie wszystkie te kompozycje były warte zapamiętania, to pozwalały odróżnić Narnię od coraz częściej ukazywanych w kinie wyimaginowanych światów. Czekając na "The Chronicles of Narnia: Prince Caspian", spodziewać się można było pewnej kontynuacji, zarówno jeśli chodzi o podejmowane tematy, jak i utrzymanie podobnego stylu samej płyty. Co do tego drugiego wszystko się sprawdziło. Na krążku mamy kompozycję skomponowaną przez Gregson-Williamsa i cztery utwory innych wykonawców, zamykające album.

Jaka jest więc druga odsłona muzyczna "Opowieści z Narnii"? To, co się rzuca w uszy po pierwszym odsłuchaniu krążka, to zwiększenie liczny utworów mocnych, w których dominują ponure, twarde brzmienia chórów. Te, choć w pierwszej części występowały, to nie były elementem dominującym. Łagodny wydźwięk muzyki, znany z pierwszej części, jest tłumiony i znika w potężnych klimatach, które dominują na tej płycie. Po wysłuchaniu długiego materiału, trwającego niespełna 75 minut, byłem zmęczony... ale nie zawiedziony!

Cały soundtrack podzielić można na trzy rodzaje muzyki, jakie się w nim pojawiają. I choć jest to duże uproszczenie, zwłaszcza dla tak barwnego albumu, to wyróżnić można w nim utwory o ciężkim zabarwieniu, w których napotykamy na muzykę dynamiczną, pełną akcji, w której słyszymy duże tempo i grozę. Mroczny klimat przemieszany jest z potęgującymi to wrażenie chórami. Drugim rodzajem muzyki jest muzyka łagodna i wyciszająca słuchacza, dająca chwilę namysłu, refleksji i wytchnienia. I wreszcie trzeci typ to wspomniana już powyżej muzyka nie należąca do utworów skomponowanych przez Gregson-Williamsa, czyli włączone w poczet soundtracku utwory różnych wykonawców.

Analizując soundtrack najwięcej można powiedzieć o pierwszym typie muzyki, w którym mamy do czynienia z akcją i pełnymi dynamizmu scenami. Do takich właśnie aranżacji zaliczyć można pierwszy na krążku utwór "Prince Caspian Flees". Co kilka sekund ciężko brzmiącą muzykę instrumentalną wzmacniają chóry. I tu też pojawić się musi nawiązanie do mocnego wstępu, z którym spotkaliśmy się przy okazji "The Lion, the Witch and the Wardrobe", w otwierającym album utworze "The Blitz, 1940". Do podobnie brzmiących dźwięków słuchacz musi poczekać aż do czwartego na płycie "Arrival At Aslan's How". Utwór ten porywa widza-słuchacza; jest pełen akcji, pasji i rzec by się chciało: wysiłku. Przemieszany jest tu niepokój, groza z motywem znanym z pierwszej części Narnii "The Battle", który pojawia się w końcowym fragmencie w nieco zmienionej formie. Z końcem utworu nie kończy się jednak mroczny klimat. Kolejne dwa utwory, "Raid On The Castle" i "Miraz Crowned", to tylko pogłębienie tych klimatów. Pierwszy z nich jest dynamiczny w swojej pierwszej części; następnie jednak przechodzi w klimaty muzycznego wyciszenia i uspokojenia. Odbiorca albumu nie czuje jednak błogości, gdyż szybko przeniesiony zostaje do utworu "Miraz Crowned". Ten z kolei jest niemalże wrogi słuchaczowi - cichy w brzmieniach i niedostępny. Co chwila pojawia się głośny wybuch muzyki, czyniąc z utworu chyba "najczarniejszy" i najmniej przyjemny (co nie znaczy nieciekawy) fragment albumu. Czy ktoś w tym momencie jest przerażony własnym wyobrażeniem soundtracka? Jeśli tak, to napiszę, że nie jest to koniec serii ciężkich utworów. Jeśli dynamizm i szybkość mają być wyznacznikiem lżejszego klimatu kolejnych dwóch utworów, to możemy założyć, że następne muzyczne fragmenty - "The Duel" i "The Armies Assemble" - dają odetchnąć słuchaczowi. Jednak nie jest to muzyka relaksacyjna, a żywa, tętniąca życiem opowieść o wielkości i potędze muzyki. Utwory, które zasługują na wyróżnienie - choć trzeba się w nie uprzednio wsłuchać - to kolejne na płycie: "Battle At Aslan's How", w którym kompozytor ani o trochę nie zwalnia tempa i w końcowej fazie wprowadził motyw wieńczący, znany z fragmentu "The Battle". Drugi godny uwagi fragment to "Return of the Lion", pełen uniesień i patosu, powodujący u słuchacza pojawianie się dreszczy, zwłaszcza gdy do głosu dochodzi motyw Aslana.

Jeśli chodzi o muzykę wyciszającą, delikatną, która tak dobrze wpisywała się w pierwszą część "Opowieści z Narnii", to na tym albumie jest ona niezmiernie uboga. Spośród szesnastu utworów, na płycie tylko trzy z nich można zaliczyć do tej kategorii. Na domiar złego słuchacz odnosi wrażenie, że utwory te to wariacje tych samych "kawałków", które skomponował Harry Gregson-Williams przy okazji "The Lion, the Witch and the Wardrobe". Oczywiście spełniają one swoją ważną rolę i przypominają o wcześniejszych wydarzeniach bohaterów. Co więcej, jest tu wreszcie miejsce na piękne wspomnienie motywu Aslana w kompozycji "Journey To The How".

Trzecią kategorią muzyki, do której najtrudniej mi się odnieść, są włączone w album cztery piosenki. Moje odczucia są tu jednak całkowicie pozytywne. Utwory są przyjemne w odsłuchu i dają wytchnienie słuchaczowi. Na uwagę zasługuje piosenka Reginy Spektor "The Call", która jest utworem niemalże radosnym. Choć opowiada o zmianach w życiu, to zachęca swoim lekkim wykonaniem i bardzo łatwo wpada w ucho odbiorcy. Warto też wyróżnić w tym miejscu utwór "This Is Home", w wykonaniu amerykańskiego zespołu rockowego Switchfoot, którego muzycy przekonują zapałem wykonania i ciepłym brzmieniem instrumentów.

Jaki jest soundtrack "The Chronicles of Narnia: Prince Caspian"? Jest inny od swojego poprzednika. Choć to wyraźna kontynuacja motywów z pierwszej odsłony filmu, to nie da się ukryć, że dla ucha przeciętnego odbiorcy za dużo w niej dynamizmu. Kompozycji na płycie, widzianej jako całość, brakuje moim zdaniem "wyrównania". Mam na myśli zlepienie olbrzymiego materiału muzycznego o przytłaczającej dynamice w jeden kawałek. Jest to zapewne minus tej partytury. W całej płycie nie ma też wyraźnego motywu przewodniego - czegoś, co po przesłuchaniu płyty zostanie na długo w pamięci. Oczywiście to, co z jednej strony jest minusem, z innej perspektywy jest zaletą. "The Chronicles of Narnia: Prince Caspian" przepełniony jest bowiem siłą muzyki! Kompozytor świetnie rewanżuje się tutaj względem nie tylko poprzedniej części, ale względem innych swoim przedsięwzięć na gruncie muzyki filmowej. Udowadnia, że muzyka do scen akcji, batalistycznych potyczek jest także jego mocną stroną. Album wart jest zakupu i myślę, że ucieszy niejednego miłośnika muzyki filmowej. Osobiście polecam tuż przed przesłuchaniem "Prince Caspian" włączyć muzykę z pierwszej części. Zmienia się wtedy odbiór całego albumu i można uchwycić rozwój materiału zaproponowanego przez kompozytora.

Ocena:
Recenzja gościnna - autor: Michał Okrasa
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI