PRINCE OF DARKNESS

MUZYKA: John Carpenter
ROK PRODUKCJI: 1987
WYTWÓRNIA: Varese Sarabande
CZAS TRWANIA: 43:37 min.


1. OPENING TITLES
2. TEAM ASSEMBLY
3. DARKNESS BEGINS
4. A MESSAGE FROM THE FUTURE
5. HELL BREAKS LOOSE
6. MIRROR IMAGE
7. THE DEVIL AWAKENS
8. THROUGH THE MIRROR



Po raz kolejny John Carpenter tworzy muzykę do własnego filmu i po raz kolejny we współpracy z Alanem Howarth'em, który ponownie zastał konsultantem muzycznym oraz współproducentem ścieżki dźwiękowej. Po raz kolejny także podstawą linii melodycznej jest syntezator oraz keyboard, którego zadanie polega na wyraźnym wspomaganiu elektronicznego brzmienia. Jednak ten podkład muzyczny to pewien postęp tego duetu w odniesieniu do poprzednich przedsięwzięć. Jest bardziej rozbudowana i stanowi przy tym źródło bardziej rozległego, głębszego przerażenia. Oczywiście wyrażenie "rozbudowana", należy taktować w surowym oraz niezwykle oszczędnym stylu Johna Carpenter'a nieco z przymrużeniem oka, nie mniej jednak właściwa warstwa muzyczna składa się z większej ilości elementów składowych. Jednak sam nastrój i sposób wykorzystania elektronicznych dźwięków nie uległ zmianie. Jeśli ktoś oglądał film można odnieść wrażenie, że ta ścieżka dźwiękowa stanowi jako samodzielna kompozycja lepszy bodziec do pobudzenia właściwych stanów emocjonalnych, niż zupełnie przeciętny obraz.

John Carpenter posiada dar tworzenia kompozycji, które doskonale budują napięcie, doskonale oddają charakter filmu, stanowią znakomitą skrótową narrację i bez zarzutu sprawdzają się na ekranie. Niestety przeważnie tylko na nim... Wydawane później w autonomicznej postaci jako ścieżki dźwiękowe, tracą bardzo dużo ze swojej wartości. Pozbawione obrazu brzmią w pewnych fragmentach nijako, są słabym odnośnikiem do ekranowych wydarzeń, a przerażenie w ich samodzielnym wydaniu jest na stosunkowo niskim poziomie. To za mało, ponieważ dobra muzyka do horroru najpierw wywołuje, a później pogłębia wszelkie stany emocjonalne nie tylko w stosunku do danej sceny filmowej, ale także poza obrazem. Tego wyraźnie brakuje w twórczości Johna Carpenter'a, która bazuje na bardzo prostej zasadzie - nawiązuje bezpośrednio do tych aspektów, które są prezentowane na ekranie, nie dbając zupełnie o to w jaki sposób muzyka będzie postrzegana poza fabułą. Wskutek tego praktycznie wszystkie ilustracje tego kompozytora - z wyjątkiem opisywanej, "Village of the Damned" oraz "Vampires" - prezentują się bardzo dobrze jako odnośnik sceniczny, natomiast z autonomicznego punktu widzenia praktycznie nie istnieją.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI