QUEEN MARGOT (LA REINE MARGOT)

MUZYKA: Goran Bregović
ROK PRODUKCJI: 1994
WYTWÓRNIA: Philips / London Records
CZAS TRWANIA: 40:37 min.


01. ELO HI (CANTO NERO) (Ofra Haza)
02. RONDINELLA
03. LA NUIT DE LA SAINT BARTHÉLÉMY
04. LE MATIN
05. LULLABY
06. RUDA NERUDA
07. U TE SAM SE ZALJUBIA
08. LA CHASSE
09. MARGOT
10. RENCONTRE
11. MARGUERITE DE VALOIS ET HENRI DE NAVARRE
     (Daničle Thompson, Patrice Chéreau)
12. LE MARIAGE
13. LA NUIT
14. ELO HI (Ofra Haza)



Wyjątkowy film Patrice'a Chéreau wymagał wyjątkowej oprawy muzycznej. Tę zaś powierzono Goranowi Bregović, którego do tej pory kojarzono tylko z kinem bałkańskim aniżeli z dużą francuską produkcją. Śmiało można jednak stwierdzić, że po "Królowej Margot" pogląd ów się zmienił, a sama partytura to dzieło jak najbardziej dojrzałe, jednak nie pozbawione minusów. Co ciekawe - brak tutaj m.in. charakterystycznego stylu, jakim wcześniej zostały okraszone (muzycznie) dzieła Emira Kusturicy, z którym tak bardzo lubił współpracować kompozytor.

Zaczyna się stosunkowo przeciętnie - dwie pierwsze kompozycje nie przypadły mi zbytnio do gustu... "Elo Hi (Canto Nero)" i "Rondinella" to utwory niewątpliwie dobre, jednak nie zaskarbiły mej sympatii - ot, sprawne rzemiosło. Ciekawym natomiast jest to, że "Elo Hi" znacznie bardziej podoba mi się w drugiej, krótszej wersji, a umieszczonej na końcu płyty. Zatem po tym "wstępie" nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony... ale wszystko szybko się zmieniło wraz z nadejściem trzeciego utworu, który jest po prostu... piorunujący. "La Nuit de la Saint Barthélémy", bo taki właśnie tytuł nosi ten utwór, to kawałek opierający się w dużej mierze na chórze śpiewającym w języku łacińskim. Zaczyna się dość spokojnie (chór), za chwilę wchodzi muzyka, w tle słuchać dzwon kościelny dyktujący rytm. Następnie wszystko ładnie się łączy i w ten sposób powstaje - popularnie mówiąc - wgniatający w ziemię motyw! Nota bene to najdłuższy kawałek na płycie i jeden z dwóch moich ulubieńców. Oba dzieli jeden fragment - "Le Matin". Jest to smutna pieśń kościelna, która została ulokowana tak sprytnie, że uspokaja atmosferę po poprzednim, niesamowitym fragmencie i przygotowuje grunt pod następny, równie fascynujący kawałek. A mowa o "Lullaby" - wspaniały, wręcz przecudowny utwór na gitarę, który nie raz Goran Bregović prezentował poza opisywaną płytą. Jest to kompozycja w formie kołysanki właśnie, zatem odrobinę melancholijna, niepozorna, jednak pozostawiająca po sobie niezapomniane wrażenie. Myślę, że wielu słuchaczy miało okazję już wcześniej gdzieś usłyszeć ten kawałek. Po "Lullaby" następują dwa śpiewane utwory; "Ruda Neruda" to skoczna i wesoła melodia, do której Bregović zdołał "wcisnąć" sporo bałkańskich rytmów, natomiast "U Te Sam Se Zaljubia" to ponownie smutna pieśń w formie kościelnej. Oba te kawałki są stosunkowo krótkie, nieco bez wyrazu, ale zaraz po nich mamy utwór bardziej wyrazisty ("La Chasse") - naprawdę dobry motyw ilustrujący (według nazwy) polowanie. "La Chasse" posiada dwa oblicza - do połowy jest dość wesoły i barwny, a od około 3 minuty - dramatyczny, szybki i bijący po uszach zagrożeniem ze wszystkich stron. To bezapelacyjnie najlepszy utwór na płycie, zaraz po moich ulubieńcach. Pozytywne wrażenie robi również "Rencontre" (przykuwająca uwagę smutna nuta) czy "Le Mariage" (typowa, kościelno-ślubna kompozycja ze świetnymi chórkami). "Margot" i "La Nuit" to kolejne pieśni, o których mogę powiedzieć niestety tylko tyle, że dodaje czasu i klimatu płycie. Nie dodaje jej natomiast całkowicie zbędny dialog ukryty pod tytułem "Marguerite de Valois et Henri de Navarre", który - według mnie - to nic innego, jak niepotrzebne, francuskie "gadanie"...

I tak w całości przedstawia się ta płyta. Płyta, której właściwą siłą napędową są tylko (albo aż) 4 utwory, które jednak wypadają na tyle rewelacyjnie i spodobały mi się tak bardzo, że stawiam ścieżce dźwiękowej aż 4 gwiazdki. Może to i nieco naciągane, jednak mimo wszystko cała partytura jest spójna i nie można jej odmówić uroku i klimatu. Ponieważ nie jest to soundtrack łatwy w odbiorze - polecał nie będę. Chociaż uważam, że warto zerknąć w jego stronę będąc w sklepie muzycznym...

Ocena:
Autor recenzji: MEFISTO
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI