
RAMBO: FIRST BLOOD PART 2
MUZYKA: Jerry Goldsmith ROK PRODUKCJI: 1985 / 1988 WYTWÓRNIA: Varese Sarabande / Colosseum CZAS TRWANIA: 44:16 min.
Kiedy powstać ma kolejna część filmowej serii, sprawa muzyki do niej może być rozwiązana różnie. Kiedy dany film posiada charakterystyczną dla siebie oprawę dźwiękową, zawierającą kojarzące się z nim tematy, wydaje się być wskazane przeniesienie elementów muzyki do kolejnej części. Jeśli muzykę do sequela tworzy ten sam kompozytor, istnieje największa szansa na to, że weźmie on coś charakterystycznego z swojej poprzedniej kompozycji i na tej podstawie zbuduje coś nowego. Do najbardziej udanych tego rodzaju muzycznych kontynuacji można zaliczyć choćby score do "Predatora 2" czy "Batman Returns". Bywa jednak i tak, że muzykę do kolejnej części tworzy inny kompozytor, który może nawiązać do swego poprzednika, ale może też uznać, że sam zrobi to lepiej (a na to, że czasami taki kompozytor może się bardzo pomylić i okaleczyć film pod względem muzycznym, świetnym przykładem jest partytura Leonarda Rosenmana do "Robocopa 2"). Całe szczęście, że muzykę do drugiej części "Pierwszej Krwi" napisał ten sam kompozytor, który był odpowiedzialny również za część pierwszą (a w trzy lata później również i trzecią). W tym przypadku Jerry Goldsmith pokazał jak można wspaniale rozwinąć to, co samemu się stworzyło i uzyskać całkiem nową jakość. Muzyka do "First Blood" jest dobra (ja oceniam ją na 3,5 gwiazdki), ale w porównaniu do tego, na co natrafiamy na soundtracku do części drugiej, wypada po prostu blado. Co więc otrzymujemy na płycie? Już w pierwszym utworze usłyszymy nowy, charakterystyczny motyw przewodni, doprawiony nieco orientalnymi brzmieniami, oraz porcją dźwięków, które każdemu - kto pamięta muzykę z części pierwszej - z pewnością będą znajome. Będziemy takimi nawiązaniami częstowani przez cała płytę. Goldsmith robi to jednak w sposób, który nie pozwala się nudzić, wciąż znajduje coraz to nowe sposoby na wplecenie głównych tematów w narrację, łączy je, zmienia ich tempo i trzeba przyznać, że wypada to doskonale. Nowe elementy zazębiają się z tymi znanymi już z pierwszej części w wyjątkowo zgrabny sposób. Muzyka jest żywsza niż w części pierwszej, a smaku dodaje jej stosowana chwilami lekka orientalna stylizacja (w końcu rzecz dzieje się w Wietnamie). Naliczyć tu można przynajmniej kilka wyraźniejszych, powtarzających się motywów. Nowy, główny motyw przewodni spisuje się bardzo dobrze - zarówno w utworach akcji, jak i w kilku spokojniejszych momentach. Występuje on w kilku różnorodnych aranżacjach, a usłyszeć go możemy między innymi w utworach "Preparations" (tutaj łączony z jednym z motywów z części pierwszej, który występuje w nieco podrasowanej wersji), "The Snake" albo "Escape From Torture" (tutaj od początku mamy energiczną aranżację motywu głównego) czy w "Stories" i "Ambush", gdzie możemy usłyszeć go w spokojnej wersji. W tych dwóch utworach łączy się on ze starym tematem głównym z części pierwszej, który również i w tym filmie odgrywa sporą rolę. Nowy motyw przewodni spisuje się dobrze zarówno w utworach akcji, jak i w kilku spokojniejszych fragmentach. Również stary motyw przewodni pojawia się w różnych wersjach - możemy go usłyszeć w całej okazałości na początku "Pilot over" czy "Home flight", jak również w wersji spokojniejszej. Inny nowy temat pojawia się na początku utworu "Stories". W obrazie towarzyszy on w późniejszych scenach pojawianiu się radzieckiego dowódcy oraz radzieckiego śmigłowca. W utworze "Bowed Down" możemy go podziwiać w całej okazałości. Niestety motyw ten jest na płycie nieco poszkodowany ze względu na opuszczenie co niektórych fragmentów partytury - akurat tych, w których się pojawiał. Trzeba też wspomnieć o najdłuższym na płycie kawałku "Revenge", w którym muzyka doskonale współgra z tym, co widzimy na ekranie. Ścisza się, by za chwilę głośno uderzyć w chwili, gdy Rambo eliminuje z zaskoczenia kolejnego przeciwnika, potem ścisza się i tak dalej... W dalszej części utworu następuje jednak zmiana, rozwija się on w bardzo zgrabny sposób wykorzystując główne motywy. Pod koniec płyty dostajemy jeszcze jeden spokojny kawałek ("Day by day"), który nawiązuje bardzo wyraźnie do muzyki jaką słyszeliśmy też pod koniec pierwszej części filmu. Zaraz po nim dostajemy jeszcze piosenkę końcową, która jest chyba jedynym elementem, w którym lepszy był soundtrack do części pierwszej. Piosenka została - podobnie jak w "First Blood" - napisana przez Goldsmitha w oparciu o motyw przewodni filmu, a śpiewa ją, uwaga... Frank Stallone - czyli brat Sylwestra. Utwór ten nie jest zły, ale nie dorównuje "It's a Long Road". Mimo, że jest to naprawdę wyśmienita ilustracja muzyczna, lepsza zarówno od swojej poprzedniczki, jak i od muzyki z części trzeciej, to jednak mam spore wątpliwości co do jej oceny. Sporą wadą jest brak muzyki ilustrującej kilka istotnych scen (między innymi atak na obóz przy użyciu śmigłowca oraz konfrontacja z radzieckim pilotem, czy też scena na rzece z łodzią patrolową). Na szczęście w roku 1999 naprawiono ten błąd. Wytwórnia Silva Screen / Silva America wypuściła rozszerzoną wersję tego soundtracku, zawierającą już całość muzyki z filmu. A tymczasem wersję podstawową oceniam na 4,5 gwiazdki, choć trochę bardziej w stronę 4... Poniżej okładka brytyjskiego wydania soundtracku (po lewej; wytwórnia That's Entertainment Records) oraz przykładowe wydanie japońskie - w tym przypadku singiel (wytwórnia Seven Seas) zawierający motyw przewodni oraz piosenkę.
|
![]() |
|
![]() |