
RANSOM
MUZYKA: James Horner, Billy Corgan ROK PRODUKCJI: 1996 WYTWÓRNIA: Hollywood Records CZAS TRWANIA: 72:24 min.
Film "Okup", z którego pochodzi ten soundtrack, jest w pewnym sensie filmem przełomowym w swoim gatunku - oprócz tego, że ogląda się go wręcz rewelacyjnie, posiada wartką akcję i aktorstwo z najwyższej półki oraz świetne zdjęcia nieżyjącego już polskiego operatora (Piotra Sobocińskiego), to jeszcze potrafi zaskoczyć i zmienić tok myślenia widza. Gdy przystępowałem do słuchania tej płyty liczyłem na podobne doznania lub chociaż muzykę, która trzyma poziom. Bardzo się rozczarowałem. Płytę można podzielić na dwie części: pierwsza to kompozycje Jamesa Hornera, który nie tak dawno zaskoczył mnie przepiękną muzyką do "Apollo 13", no a wcześniej był oczywiście "Braveheart" czy też "Willow". Druga część, to utwory ex członka grupy Smashing Pumkins, której nigdy nie lubiłem. I w takiej tez kolejności to opiszę. Począwszy od utworu nr 1 aż do 8 przygrywa nam wspomniany już pan Horner. Mówię "przygrywa", ponieważ nie jest to Horner w dobrej formie, nie jest to nawet Horner w średniej formie, tylko w nadzwyczaj słabej. Od razu powiem, że jako tako przyciągnęły mnie utwory 3-6, w których to sa jeszcze jakieś emocje i przywodzą trochę na myśl niektóre części filmu, jednakże nie jest to żadna rewelacja. Czasem w serialach kryminalnych słyszę lepszą muzykę od tej. Co do pozostałych utworów, to słuchałem ich z nudą i lekką irytacją, czasem sam się sobie dziwiąc, że co poniektóre z nich wytrzymałem do końca. Te utwory są po prostu nijakie i nawet jeśli dawały sobie radę w filmie, to już poza nim są klęską. Także Horner zaliczył tutaj kolejnego dużego minusa. Szczerze mówiąc powinienem litościwie pominąć to milczeniem, ale jak recenzja to recenzja. Otóż numery 9-14 są nastawione praktycznie do fanów zespołu i/lub takiej muzyki, która idealnie stosuje tu metodę "im głośniej, tym lepiej". Ja nie mogłem tego nijak słuchać, tym bardziej, że w niektórych momentach nie potrafiłem nawet rozróżnić słów jakie ktoś tam, gdzieś tam śpiewa, a które giną w gąszczu hałasów. I może mógłbym to jakoś przeboleć, gdyby nie to, że nie jest to nijak związane z filmem, oprócz jednego tylko utworu (piosenki?), który na krótką chwilę pojawia się w obrazie. Tak więc płyta ta to jakaś kompletna porażka i nie pozostaje mi nic innego jak wystawić ocenę najniższą z możliwych. Radzę omijać tę pozycję szerokim łukiem. |
![]() |
|
![]() |