RED DRAGON

MUZYKA: Danny Elfman
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Decca
CZAS TRWANIA: 57:10 min.


01. LOGOS
02. THE REVELATION
03. MAIN TITLES
04. THE CELL
05. THE OLD MANSION
06. THE ADDRESS
07. WE'RE DIFFERENT
08. THE NOTE
09. ENTER THE DRAGON
10. THREATS
11. TIGER BALLS 12. LOVE ON A COUCH
13. DEVOURING THE DRAGON
14. THE FIRE
15. THE BOOK
16. HE'S BACK!
17. END CREDITS SUITE



"Red Dragon" w reżyserii Bretta Ratner'a jest pierwszą częścią trylogii Hannibala Lecter'a, która stanowi klasyczny prequel wzorowany na filmie Michaela Mann'a "Manhunter" (1986). Dowiadujemy się z niego w jaki sposób dr Lecter (ponownie doskonały Anthony Hopkins) został złapany i osadzony w Kryminalnym Szpitalu Stanowym Baltimore. Oczywiście nie mogło również zabraknąć wątku morderstwa, znanego już z poprzednich (następnych) części. Film ten jest jednak znacznie bliższy pierwszemu "Silence of the Lambs" niż "Hannibal'owi", gdyż jego schemat jest bardzo podobny - ponowne poszukiwanie seryjnego mordercy - tytułowego "Czerwonego Smoka", przy wykorzystaniu niezwykłych umiejętności dr Hannibala Lecter'a. Ponownie Cannibal ukazuje swoją mroczną naturę oraz prowadzi ekscytującą grę z Williamem Graham'em (bardzo dobry Edward Norton) - młodym detektywem, który notabene był bezpośrednim powodem jego schwytania. Wątek dotyczący morderstwa jest znakomicie ukazany, jednak relacja pomiędzy Lecter'em a Graham'em nie jest już tak "porywająca" jak przypadku "Milczenia Owiec". Niemniej jednak film ten jest porzšdnym prequelem, lepszym niż bezbarwny oraz mało interesujący "Hannibal". Jak już wspomniałem fabuła "Red Dragon" sprowadza się do ujęcia zabójcy, który tym razem z niewiadomych przyczyn morduje całe rodziny. Jedyną poszlaką są porozbijane lustra w miejscu zbrodni, oraz przerażający fakt, że ofiary w zamiast oczu miały powkładane kawałki rozbitego szkła...

Ciekawostką jest fakt, że podkład muzyczny do każdej z trzech części stworzył inny kompozytor. Howard Shore, Hans Zimmer, a w przypadku "Red Dragon" Danny Elfman prezentują jakże odmienny sposób ilustracji, opierający się na innej formie brzmienia, na innej konstrukcji narracji oraz na innym sposobie wykorzystania klasycznego instrumentarium oraz realizacji muzycznych założeń... Powoduje to, że do trzech związanych przecież tematycznie filmów dostajemy trzy bardzo różne ścieżki dźwiękowe - charakterystyczną dla horrorów ilustrację muzyczną Howarda Shore'a ("Silence of the Lambs"), niezwykle elegancką i wykwintną partyturę Hansa Zimmer'a ("Hannibal") i miejscami bardzo typową dla Danny'ego Elfman'a kompozycję do "Red Dragon". Pan Elfman znany jest przede wszystkim jako kompozytor o niespotykanej pomysłowości oraz oryginalności. A ponieważ jest samoukiem, nie trzyma się kurczowo (jak choćby czasami wspomniany Hans Zimmer), wyuczonych i wypracowanych schematów muzycznych. Potrafi stworzyć narrację od dramatycznie orkiestralnej, jak np. w "Nightbreed" bądź "Darkman", poprzez kompozycję o niespotykanej budowie (rewelacyjny "Beetlejuice"), aż na bardzo dojrzałych kończąc, jak "Sleepy Hollow", gdzie znakomicie połączył klasyczną muzykę z gotyckim stylem. Do sporego projektu jakim jest niewątpliwie "Red Dragon", Danny Elfman przystępował tuż po ukończeniu muzyki do "Spider-man". Gdy sięgnąłem po tą ścieżkę dźwiękową byłem przekonany, że dostanę ponownie coś ciekawego i zaskakującego. Ale niestety moje oczekiwania zostały spełnione tylko połowicznie. Po pierwsze podkład do filmu "Red Dragon" jest znacznie lepszą kompozycją niż przedsięwzięcie Howarda Shore'a. Danny Elfman stosuje zupełnie inne zabiegi w celu wywołania określonych emocji, rezygnując prawie całkowicie z typowego dla horroru sposobu konstrukcji, jaką wykorzystał pan Shore. Pomimo tej różnicy faktura ilustracji Danny'ego Elfman'a jest bardzo zbliżona do tego co nam zaprezentował zarówno Howard Shore, jak i Hans Zimmer. Oparta jest bowiem również na instrumentach smyczkowych, które nie dość, że są elementem bardzo często prowadzącym całą orkiestrę, to jeszcze dodatkowo pojawiają się w najbardziej kulminacyjnych oraz węzłowatych punktach akcji. Nie oznacza to jednak, że sekwencja smyczkowa towarzyszy nam bezustannie... Czasami ich rola - choć stosunkowo rzadko - sprowadza się jedynie do akompaniamentu bądź fragmentowego tła. Wykorzystane przez Danny'ego Elfman'a instrumentarium smyczkowe jest znacznie bardziej wyraziste i oryginalne od tego, które prowadziło muzykę w "Milczeniu Owiec", jednak nie aż tak bardzo charakterystyczne jak w przypadku "Hannibala" Hansa Zimmer'a.

Muzyka do całej trylogii Hannibala Lecter'a prezentuje trzy oblicza. Stosunkowo słabe w "Silence of the Lambs", znacznie lepsze w przypadku "Red Dragon", czyli filmu o podobnej konstrukcji zdarzeniowej oraz bardzo dobre w "Hannibal'u", uznawanym za najsłabszy film całej serii. Trzeba jednak zaznaczyć, że muzyka pana Elfman'a dużo lepiej prezentuje się na ekranie niż poza nim.

Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI