RESIDENT EVIL: APOCALYPSE

MUZYKA: Różni wykonawcy
ROK PRODUKCJI: 2004
WYTWÓRNIA: Roadrunner Records
CZAS TRWANIA: 76:18 min.


01. SLIPKNOT - Vermillon
02. THE USED - Just a little
03. THE CURE - Us or them
04. LACUNA COIL - Swamped
05. A PERFECT CIRCLE - The outsider (resident renholder mix)
06. KILLSWITCH ENGAGE - The end of heartache
07. RAMMSTEIN - Mein teil
08. DEVILDRIVER - Diggin up the corpses
09. CRADLE OF FILTH - Nymphetamine
10. CKY - Escape from hellview
11. DEFTONES - The chauffeur
12. HIM - Join me in death
13. NIGHTWISH - Nemo
14. THRICE - Under a killing moon
15. 36 CRAZYFISTS - Bloodwork
16. COLD - End of the world (acoustic)
17. ROB ZOMBIE - Girl on fire (renholders apocalypse mix)
18. MASSIVE ATTACK - Future proof



"Resident Evil: Apocalypse" był długo wyczekiwanym przeze mnie sequelem. Sequelem filmu, który uważałem za dobrą ekranizację jakże słynnej, kultowej wręcz gry komputerowej. Kontynuacja miała dopiero teraz rozwinąć skrzydła klimatu znanego z gry. Podobnie jak w komputerowym "Resident Evil 2" - przyciągało opanowane i doszczętnie zdemolowane przez zombie miasto Raccoon, przyciągała obecność Nemesisa (gracze dobrze wiedzą co to za postać). Wreszcie premiera, film obejrzałem i... lekki zawód. Klimat zanika na rzecz akcji, choć trzeba przyznać, że ta stoi na znakomitym poziomie, a pod względem realizacji ciężko się do czegokolwiek doczepić (strzelaniny, wybuchy, ujęcia - wszystko wspaniałe). Ale za mało tu elementów i smaczków znanych z gry. Za mało klimatu "Resident Evil", za dużo "nowinek" nieobecnych w serii gier, za mało świetnego Nemesisa. Koniec końców "Apocalypse" to całkiem niezła kontynuacja, ale w moim mniemaniu pierwszej części na pewno nie przebija, nawet jej nie dorównuje. I to samo tyczy się również muzyki.

Oprawa muzyczna pierwszej odsłony wydana została w postaci płyty zawierającej piosenki różnych wykonawców wraz z muzyką instrumentalną Marilyn Mansona. Do tego nieoficjalne wydanie z muzyką Marco Beltrami'ego i innych mniej znanych kompozytorów. Sequel to dwa oficjalne wydania - składanka oraz score (Jeff Danna). Recenzowany tutaj album zawiera 18 piosenek z filmu lub (a może raczej przede wszystkim) filmem inspirowanych. Oczywiście stylu od czasów poprzedniczki absolutnie nie zmieniono - ponownie mamy do czynienia z ostrym, rockowo-metalowym graniem, a krążek obfituje w bardzo dużą ilość znanych wykonawców (Slipknot, The Cure, Rammstein, Cradle Of Filth, Deftones, HIM, Rob Zombie, Massive Attack...). Szkoda, że to tylko muzyka inspirowana, zdecydowanej większości nie usłyszymy podczas filmowych akcji "Resident Evil: Apocalypse" - dopiero podczas napisów końcowych w pełni doznamy brzmienia tej składanki. Niewątpliwie styl całej płyty jest bardzo dobrą inspiracją i idealnym oddaniem klimatu sequela, a sama muzyka jak ulał pasuje do kultowego tytułu "Resident Evil". Pomijam póki co instrumentalną ilustrację Jeffa Danny, bowiem to zupełnie inna historia, wróćmy do opisywanej składanki. Po raz drugi spotkamy na niej utwory grupy Slipknot i Rammstein. "Mein Teil" to typowy styl niemieckiej grupy, fani i znawcy powinni być zadowoleni, zaś jeśli chodzi o slipknotowe "Vermillon" - owszem, dobre, ale stosunkowo łagodne przy dotychczasowych dokonaniach tej jakże "ostrej" ekipy. Ciekawostką jest to, iż można tutaj znaleźć jeden z najbardziej znanych utworów grupy HIM - "Join Me In Death" - przypomnę tylko, że jest to piosenka przewodnia z filmu "Trzynaste Piętro". Ogólnie rzecz ujmując - nie zawodzą Ci popularni i cenieni (The Cure, Deftones, wspomniani wyżej Slipknot i Rammstein), ale i Ci mniej znani przebijają się, dotrzymując reszcie kroku. Mamy dobrego jak zwykle Roba Zombie i transowo-hipnotyczne zamknięcie ścieżki w postaci "Future Proof" Massive Attack. Dla mnie jednak zdecydowanie najlepszym i najciekawszym kąskiem na składance z "Apocalypse" jest kawałek promujący najnowszy album Cradle Of Filth - "Nymphetamine"; kawał naprawdę świetnej, ciężkiej muzyki. Ale mimo tych wszystkich dobrych (bądź neutralnych) słów - ta składanka wypada blado przy małym majstersztyku z części pierwszej. Brakuje tej energii, perfekcji wykonania, wspaniałej konstrukcji krążka i przede wszystkim elektryzującej muzyki Marilyn Mansona - szkoda, że jego motywu przewodniego z pierwszego "Resident Evil" nie uświadczymy w kontynuacji filmu... Jak dla mnie był to idealny temat główny dla tego tytułu. Brakuje zróżnicowania i mimo wszystko mocnego uderzenia. Bo spójrzmy prawdzie w oczy - w dzisiejszych czasach nawet w miarę dobra składanka zniknie szybko wśród innych, równie dobrych pozycji na rynku. Aby do tego nie doszło - taki "zlepek" musi mieć siłę przebicia, musi mieć coś w zanadrzu, coś oryginalnego i przyciągającego słuchaczy. Tak było w przypadku poprzedniego albumu, zapodziało się gdzieś przy wydaniu płyty z części drugiej. Brak pomysłu niestety nie popłaca...

Zatem 3 gwiazdki - z jednej strony całkiem sporo, z drugiej - to raczej standardowa ocena przy dobrych składankach filmowych. Dobrych, ale nie bardzo dobrych, wręcz znakomitych pozycji. Wyższą ocenę rezerwuję sobie oczywiście na score autorstwa Jeffa Danny - w filmie muzyka instrumentalna brzmi naprawdę nieźle! Wprawdzie nie słyszałem żadnego wyrazistego motywu przewodniego, ale w wielu fragmentach mój słuch przykuły naprawdę ciekawe brzmienia, ilustracje tych najlepszych scen w filmie, przepełnionych złowrogością i klimatem, a z drugiej strony dynamicznością typową dla dobrej akcji. Mam nadzieję, że to wszystko znajduje się na drugim oficjalnym krążku z "Resident Evil: Apocalypse"...

Ocena:
Autor recenzji: Adam Łudzeń - ALIEEN
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI