RING, THE

MUZYKA: Hans Zimmer, James Michael Dooley
ROK PRODUKCJI: 2002
WYTWÓRNIA: Nieznana (bootleg)
CZAS TRWANIA: 23:34 min.


1. SEVEN DAYS TO DIE
2. AIDAN
3. DRAWNING - INVESTIGATION
4. A LITTLE LIGHTHOUSE MUSIC
5. FLOATING MINDS
6. OVERBOARD
7. UNDER THE RUG
8. END CREDITS



Słyszałem, że istnieje pewna kaseta... Zwykła kaseta, po odtworzeniu której już nic nie jest takie samo. To z pozoru zupełnie niezrozumiały szereg wątków, które zostały splecione w jeden obraz. To uczucie po jej obejrzeniu... To tak jakby ktoś Cię uderzył... I nagle pojawia się ta kobieta... Uśmiecha się, widzi Cię poprzez ekran... Ale to nie koniec. Za chwilę zadzwoni telefon... Ktoś wie, że oglądałeś tą przeklętą kasetę. Jeśli podniesiesz słuchawkę pozostanie Ci od tego momentu dokładnie 7 dni życia...

"The Ring" Gore Verbinski'ego jest amerykańskim remake'iem filmu "Ringu" (1998) Hideo Nakaty, który powstał na podstawie książki Koji Suzuki, po raz pierwszy opublikowanej w 1989 roku. Remake'iem, który pod wieloma względami przewyższa pierwowzór. Wersja amerykańska jest sprawniej zrealizowana, chyba jednak bardziej przerażająca i co najważniejsze bliższa widzowi - kulturowo, obyczajowo... Niestety nie mogę w ten sposób porównać muzyki, ponieważ nie miałem jeszcze okazji zapoznać się z kompozycją Kenji Kawai... Powoduje to fakt, że ta ścieżka dźwiękowa jest niezwykle trudna nie tylko do zdobycia, ale również do namierzenia, rzadko bowiem figuruje w oficjalnych rejestrach. Nawet na stronie pana Kawai na próżno szukać o niej jakichkolwiek bliższych informacji... Wiadomo mi jedynie, że zawiera 12 tematów scenicznych (łącznie ponad godzina muzyki), i że została wydana przez wytwórnię Kadokowa Shoten (w Stanach Zjednoczonych prawdopodobnie Warner Bros. Records). Niestety jeszcze gorzej wygląda sprawa z kompozycją do amerykańskiego remake'u. Jak do tej pory żadna z wiodących wytwórni (ani Varese Sarabande, ani Dreamworks, ani Milan, ani nawet Decca...) nie zdecydowała się na wydanie tej ścieżki dźwiękowej. Naprawdę trudno powiedzieć co jest przyczyną takiego stanu rzeczy, nie mniej jednak na dzień dzisiejszy ta ilustracja nie jest oficjalnie dostępna. Okładka, którą wykorzystałem do napisania tej recenzji to "fake cover" (fałszywa okładka) - widnieje ona na stronie Hansa Zimmer'a... Wielka szkoda, że ilustracja do "The Ring" nie jest powszechnie dostępna, ponieważ to fragmentowo doskonała narracja o ogromnym pokładzie emocjonalnym, skomponowana w oparciu o sprawdzoną szkołę muzyki do horroru. Gwałtowne zmiany w natężeniu brzmienia i wynikające z tego silne kontrasty dźwiękowe, spory patos, pewna doza celowego chaotyzmu, a wszystko to bez specjalnej instrumentacji - nie ma w tej warstwie muzycznej wyraźnie położonego nacisku na dobór czy pewien sposób dysponowania jakimś określonym instrumentem, co przeważnie jest charakterystyczną cechą tego rodzaju kompozycji. Całość została podzielona na 8 tematów scenicznych, z czego 5 to muzyka Hansa Zimmer'a, natomiast 3 ("A Little Lighthouse Music", "Overboard" oraz "Under the Rug") to utwory oznaczone jako "dodatkowe" autorstwa Jamesa Michaela Dooley'a. Pan Dooley bardzo często zajmuje się pisaniem dodatkowej oprawy muzycznej do filmów. Ma na swoim koncie m.in. takie pozycje jak "Black Hawk Down" (2001), "Tears of Sun" (2003) czy "Pirates of the Carribean" The Curse of the Black Pearl" (2003). Oczywiście zajmuje się także tworzeniem samodzielnych ilustracji - "Bit Players" (2000), "Agua Dulce" (2001) czy "Smooth" (2003).

Cały podkład muzyczny do "The Ring" prezentuje dwa, zasadnicze oblicza. Jak już wspomniałem, niektóre tematy sceniczne to znakomita narracja do filmu grozy. Niesamowicie wymowny "Seven Deys to Die", "Drawning - Investigation" czy zamykający ścieżkę "End Credits" to przykłady doskonałej kompozycji, nie tylko w odniesieniu do horroru. Hans Zimmer nie decyduje się na kulminacje w oparciu o jeden instrument lub grupę tych samych instrumentów. Na te zaznaczone dźwiękowo fragmenty pracuje cała warstwa muzyczna, co miejscowo daje niezwykły rezultat. Niestety tak dobrze prezentują się tylko te części tematów scenicznych, które w bezpośredni sposób odnoszą się do prezentowanej na ekranie grozy oraz te fragmenty poszczególnych rozwinięć, które pełnią rolę elementu poprzedzającego rozwój fabuły. Pozostałe motywy autorstwa pana Zimmer'a prezentują się przeciętnie (jak np. "Aidan" - motyw Aidana Keller'a - syna Rachel i Noah'a). Znacznie lepiej pod względem "całości" wypadają natomiast części kompozycji, za które odpowiedzialny był James Dooley. Każdą z nich cechuje znacznie szersza wymowa emocjonalna niż większość utworów Hansa Zimmer'a. Trzeba jednak pamiętać, że dwa z trzech jego tematów scenicznych odnoszą się do bezpośrednio do miejscowo chyba najstraszniejszych wątków - "Overboard", czyli scena z oszalałym koniem oraz "Under the Rug" gdy Rachel i Noah znaleźli pod dywanem tytułowy krąg, będący odbiciem studni, do której została wrzucona Samar'a Morgan.

Narrcja do filmu "The Ring" nie została oficjalnie wydana, co nie oznacza wcale, że jest niedostępna. Jej zdobycie jest co prawda bardzo trudne, ale możliwe, istnieje bowiem w formie zarejestrowanej sesji nagraniowej. Stanowi niezwykle ciekawe przedsięwzięcie, które przywodzi na myśl muzykę utrzymaną w klimacie dokonań japońskich kompozytorów piszących ilustracje do filmu grozy (np. "Dark Water" Kenji Kawai" czy "Ringu" - oczywiście opierając się na tych fragmentach, które miałem okazję usłyszeć podczas filmu). Znakomicie zachowany jest bilans pomiędzy minimalistycznym sposobem przedstawiania zdarzeń (takich współbrzmień czy półtonów nie brakuje), a całym pozostałym orkiestralnym wykonaniem. Taki sposób konstrukcji sprawdza się także poza ekranem, dając słuchaczowi możliwość pełnej rekonstrukcji zapamiętanych wątków. Niestety wspólne przedsięwzięcie H. Zimmer'a i J. M. Dooley'a nie ustrzegło się dwóch zasadniczych błędów. Po pierwsze pewne fragmenty ocierają się o pewną monotonię i nudne przestoje... Po drugie - jeśli kiedyś w takiej formie zostanie wydana ta ścieżka dźwiękowa, to jej sporym minusem będzie czas trwania - nieco ponad 23 minuty. Na ponad półtoragodzinny film to zdecydowanie za mało... Nie zmienia to jednak faktu, że ogólnie to bardzo dobra kompozycja.

Poniżej jeszcze inna, nieoficjalna okładka do soundtracku - nadesłana przez MARIO TOMASKY'ego - w tym miejscu podziękowania.




Ocena:
Autor recenzji: Paweł Łudzeń - GRUBY
e-mail

POWRÓT DO WYBORU RECENZJI