
RIO
MUZYKA: Różni wykonawcy ROK PRODUKCJI: 2011 WYTWÓRNIA: Interscope Records CZAS TRWANIA: 35:59 min.
Przyznam, że ta animacja od studia 20th Century Fox niezbyt mnie porwała. Owszem, narysowane i zrobione jest to ładnie (choć bez przesady). Jest szybko, kolorowo i fajnie, oraz mamy całe multum sympatycznych bohaterów, którymi tym razem są egzotyczne ptaki. Ale przewidywalna, napisana od linijki historia zupełnie nie wciąga i nie emocjonuje, a całość nie ma w sobie jakiegoś pazura i poza pewnymi momentami niespecjalnie śmieszy. Widzowi nie udziela się też jakoś miejsce akcji, czyli najsłynniejsze miasto Brazylii i synonim słowa "szaleństwo" - tego właśnie mi w tym filmie zabrakło. Jasne, młodszym widzom takie patrzydło pewnie wystarczy, ale starsi nie mają tu właściwie czego szukać. Bardzo podobne odczucia niewykorzystanego potencjału i produktu, który obiecuje więcej, niż finalnie daje, wzbudziła we mnie muzyka. Piosenki, trochę jak u Disneya, starają się być ważnym elementem filmu. A ponieważ akcja dzieje się w Rio de Janeiro, toteż ten - krótki, jak na dzisiejsze standardy - album wypełniają głównie taneczne, pstrokate rytmy. Brzmią cool, łatwo wpadają w ucho i można się przy nich pogibać, ale... no właśnie, pozbawione są zarówno świeżości oraz, tak potrzebnej, nutki dekadencji. A poza tym, jak to stwierdza w pewnej scenie jeden z bohaterów filmu, "wszystko do siebie takie podobne". Zaprawdę tak jest, bo po przesłuchaniu płytki w głowie miałem niemały chaos, z którego czeluści wyłoniły się po jakimś czasie dwie nuty. Tą pierwszą jest "Take You to Rio" Ester Dean, które zdaje się promuje też film - i nie bez kozery. Drugą jest miłosna ballada "Fly Love", którą śpiewa... Jamie Foxx. Naprawdę przyjemny kawałek z 'sercem', który wyróżnia się na tle reszty albumu. Niezła jest też piosenka Jemaine Clementa, ale lepiej sprawdza się ona w filmie. Zresztą większość z tych melodii wypada weń bardzo przyjemnie - aczkolwiek w polskiej wersji językowej odrobinę kiksują, bo też i czego się spodziewać, gdy bohater przemawiający dotąd łagodnym głosem Piotra Bajtlika, nagle singuje po ingliszu basem Foxxa właśnie. Generalnie album, jak i poszczególne jego elementy, nie jest zły i idealnie nadaje się na porę karnawałową - na pewno jest przy czym rozruszać partnera/partnerkę. Fanom filmu też raczej się spodoba. Niemniej jego monotematyczność i brak większej różnorodności nie plasuje go powyżej przeciętnej, a na półkach - obojętnie czy tych z muzyką filmową, czy ze składankami - roi się od znacznie lepszych tytułów... Moja faktyczna ocena tej płyty to 2,5 gwiazdki. |
![]() |
|
![]() |