
ROCKY
MUZYKA: Bill Conti ROK PRODUKCJI: 1976 WYTWÓRNIA: Liberty CZAS TRWANIA: 31:22 min.
"Rocky" okazał się niespodziewanym, wielkim przebojem roku 1976. Był przepustką do światowej kariery dla - nikomu wcześniej nieznanemu - Sylvestra Stallone, który poza zagraniem głównej roli był też autorem scenariusza. Opowieść o podrzędnym bokserze mającym walczyć z mistrzem świata wagi ciężkiej przeszła do historii kina. Równie niezapomniana okazała się też muzyka do tego filmu, napisana przez Włocha, Billa Conti'ego. Ścieżka dźwiękowa rozpoczyna się nieśmiertelnym motywem przewodnim, znanym każdemu kto choć trochę "otarł się" o kino - "Gonna Fly Now". Niesamowity, fanfarowy utwór pełen emocji, uniesienia, nadzieji oraz chwały i radości ze zwycięstwa. Na pierwszym planie pojawiają się instrumenty dęte, wspomagane przez delikatną acz stanowczą wokalizę duetu DeEtta Little i Nelson Pigford, oraz... gitara elektryczna. Po tak mocnym akcencie, Conti przeszedł w spokojną, niemal senną kompozycję na fortepian, wplatając subtelnie motyw przewodni, by dalej ukazać mistrzowski kunszt kompozytora w rozpędzającym się i nabierającym tempa "Going The Distance", niemal hymnie pochwalnym na cześć Rocky'ego, który znów oparty jest na sekcji dętej. Następny utwór "Reflections" według mnie mało pasuje do całości, być może ze względu na nieco jazzujący klimat, który nijak ma się do kolejnego, opartego na tradycyjnych amerykańskich, radosnych melodiach wplecionych zgrabnie w "Marine's Hymn / Yankee Doodle". W połowie albumu pojawia się "Take You Back" - piosenka wykonywana przez grupę Valentine, pojawiająca się i w późniejszych częściach "Rocky'ego" w różnych wersjach. Tutaj praktycznie zaśpiewana a capella z domieszką bluesa - zresztą bardzo ciekawie. Dalej usłyszeć można ciepło-miłosne "First Date" oraz "You Take My Heart Away" śpiewane ponownie przez duet Little i Pigford, w które po raz kolejny wpleciono bardzo umiejętnie motyw przewodni "Gonna Fly Now". Ostatnie pięć kompozycji to utwory instrumentalne. "Fanfare For Rocky" to rozszerzona melodia z pierwszego utworu, wydłużona o kolejne fanfarowo-dęte rozwiązania, nawiązujące również do "Going The Distance". Piękne, pełne wiktorii i chwały. Po czym następuje kolejny wariant aranżacyjny w utworze poświęconym psu Rocky'ego - Butkusowi. "Alone In The Ring" wprowadza elementy zadumy i niepewności aby w końcu zabrzmiał "The Final Bell" pełen szalonych emocji i radości z upragnionego finału rozgrywki. Na sam koniec utwór na instrumenty smyczkowe - rzekłbym epilog. Bill Conti na stałe zapisał się w historii muzyki filmowej właśnie jako kompozytor "Rocky'ego". To właśnie wtedy, w 1976 roku okrył się chwałą i przez wszystkie części cyklu pisał muzykę. Jednak właśnie przy pierwszej części osiągnął mistrzostwo, napisał i nagrał album pełen emocji, pasji i zwycięstwa. Zdaje się, że przeczuwał, iż motyw przewodni osiągnie taką popularność, bo dość często się przewija na całej płycie. Właściwie to moja ulubiona ścieżka dźwiękowa do filmu i zawsze chętnie do niej wracam, a jak już wrócę to natychmiast włączam film. Ma tylko jedną wadę: jest zwyczajnie za krótka, bo 13 utworów i ogólny czas ponad 31 minut to odrobinę za mało dla fana "Rocky'ego". |
![]() |
|
![]() |